Zamknij

Dr Grzesiowski: jeśli nie wprowadzimy obostrzeń, wymrze 10 proc. społeczeństwa w wieku 50+

19.11.2021 13:41
koronawirus
fot. Karol Porwich/East News

Skoro wirus jest puszczony całkowicie bez kontroli, a w większości miejsc nie wymaga się posiadania maseczek i certyfikatów, to czego się oczekuje? - tak dr Paweł Grzesiowski komentuje wzrost liczby zakażeń. Zdaniem eksperta jeśli rząd nie podejmie działań prewencyjnych w związku z epidemią, "wymrze 10 proc. społeczeństwa w wieku 50+ albo będziemy chorować w nieskończoność". 

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w piątek o ponad 23. tys. zakażeń. 403 osoby zmarły na COVID-19. W czwartek odnotowano za to rekord infekcji - niemal 25 tys. Czwarta fala koronawirusa się rozpędza i gwałtownie rośnie liczba hospitalizacji oraz zgonów. Rząd nie zdecydował się jednak na wprowadzenie obostrzeń, tłumacząc, że wystarczy "zasada DDM" - dystans, dezynfekcja i maseczka. Taki stan rzeczy skrytykował ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19  dr Paweł Grzesiowski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Dr Grzesiowski o konieczności wprowadzenia obostrzeń. Krytykuje rząd

Dr Paweł Grzesiowski uważa, że obecne statystyki dotyczące zakażeń "wcale nie są zaskakujące", a rząd był ostrzegany o takim rozwoju wypadków przez naukowców i Radę Medyczną. - Ale jeżeli rząd przyjął koncepcję, że nie ma żadnych ograniczeń i zajmujemy się wyłącznie ofiarami, a nie robimy profilaktyki, to mamy to, co mamy - mówi. Przestrzega, że jeśli nic się nie zmieni ws. ograniczeń, liczba infekcji koronawirusem wzrośnie do 35-40 tys. 

- Skoro wirus jest puszczony całkowicie bez kontroli, nie ma żadnych ograniczeń mobilności ani interakcji międzyludzkich, a w większości miejsc nie wymaga się posiadania maseczek i certyfikatów, no to czego się oczekuje? Na tym polega choroba zakaźna. Jeden chory zaraża przeciętnie cztery do pięciu osób, bo tak działa wariant delta, więc jeżeli dzisiaj mamy chorych 16 tys., to za dwa cykle wylęgania, czyli za około 14 dni, będziemy mieli ich cztery razy więcej. To nie jest wiedza tajemna ani żaden ewenement - stwierdza ekspert.

Dr Grzesiowski podkreśla, że epidemia może nigdy nie wygasnąć, "chyba że ktoś czeka, aż wymrą wszyscy podatni na zachorowanie". - Jeżeli koncepcją jest, żeby zabić 10 proc. społeczeństwa w wieku 50+, to może się to udać, jest to potworne, ale to forma selekcji naturalnej. Ogromną pułapką jest myślenie popularne na początku pandemii, że ozdrowieńcy nas ochronią, a ich odporność jest identyczna z odpornością osób zaszczepionych. W tej chwili okazuje się, że po roku ozdrowieńcy chorują ponownie, bo jeśli się nie zaszczepią, wpadają ponownie do tego samego cyklu. W taki sposób możemy chorować kilka razy, co oznacza, że pandemia może trwać wiele lat - ocenia.

Zdaniem dra Grzesiowskiego to, co dzieje się obecnie w Polsce, "jest zaprzeczeniem wiedzy, jaką mamy o epidemiach". - Proszę sobie wyobrazić, że na jedną falę epidemii mamy 5 mln zachorowań. W ten sposób polskie społeczeństwo liczące 38 mln osób może chorować przez siedem lat. Może właściwie chorować w nieskończoność, bo puszczanie wirusa na żywioł, pozwalanie na chorowanie tak dużej liczby osób może doprowadzić do tego, że wirus łatwiej zmutuje - mówi ekspert w "GW". Jego zdaniem należy ograniczyć mobilność osób niezaszczepionych. 

- Wolę rozwiązanie austriackie, bo nie wyobrażam sobie, że będziemy wyłapywać ludzi na ulicy i siłą ich szczepić. Natomiast łatwiej jest ograniczyć mobilność osób, które się nie zaszczepiły - dodaje Grzesiowski. - Poza tym pamiętajmy, że szczepienia to jest tylko jeden element działania prewencyjnego. Są jeszcze maski, unikanie zatłoczenia, oczyszczanie powietrza i testowanie - podsumowuje. 

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"