Zamknij

Edukacja seksualna nawet wbrew ministrowi Czarnkowi. "Nauczyciele wymyślą, jak to zrobić"

24.01.2022 12:34
Uczniowie na lekcji
fot. STANISLAW KOWALCZUK/East News

- Politycy, którzy trzęsą się ze strachu przed edukacją seksualną, wcale jej się nie boją. Mają ją gdzieś. To po prostu gra polityczna, temat, na którym można dużo wygrać, bo on maskuje inne rzeczy. Łatwiej rozmawiać o edukacji seksualnej niż mówić o tym, jakie skutki dla małych firm niesie Polski Ład - mówi Anna Jurek, edukatorka seksualna, w kolejnym odcinku podcastu edukacyjnego "Szkoła marzeń".

Przegłosowana przez Sejm nowelizacja prawa oświatowego nazywana popularnie „lex Czarnek” znacząco wzmacnia rolę kuratorów oświaty. To oni, jeśli przepisy wejdą w życie, będą decydowali m.in. kto i jakie zajęcia dodatkowe będzie mógł prowadzić z uczniami. Nauczyciele przewidują, że zmiany przepisów uderzą przede wszystkim w edukację seksualną, która dla wielu polityków PiS, w tym dla ministra edukacji Przemysława Czarnka, jest synonimem „demoralizacji dzieci”.

Posłuchaj podcastu

- Zagadnienia dotyczą dojrzewania, budowy narządów płciowych, ale też tego, jak się komunikować, czy potrafię powiedzieć komuś "nie". Wszystko zależy od odbiorcy, młodszych uczniów będzie bardziej interesować to, skąd się biorą dzieci, dlaczego na świecie są chłopcy i dziewczynki. Z młodzieżą rozmawiamy o chorobach przenoszonych drogą płciową, antykoncepcji, orientacji seksualnej, ale też o byciu w sieci – wyjaśnia, o czym tak naprawdę są lekcje edukacji seksualnej w podcaście "Szkoła marzeń" Anna Jurek, edukatorka seksualna z łódzkiej Fundacji SPUNK.

Fundacja zajęcia z edukacji seksualnej prowadzi od 10 lat, program lekcji był tworzony we współpracy z młodzieżą. Tematy przez ten czas w większości nie zmieniły się, chociaż ostatnio doszły zagadnienia dotyczącego sextingu, czy identyfikacji płciowej. - Teraz więcej o tym wiemy, bo jest więcej badań na ten temat i młodzież też chce częściej o tym rozmawiać – tłumaczy Jurek.

Edukacja seksualna od przedszkola

Z drugiej strony ekspertka zwraca uwagę na to, że argumenty przeciwko edukacji seksualnej w większości są takie same od początku XX wieku. - Myślę, że politycy, którzy się trzęsą ze strachu przed edukacją seksualną, wcale jej się nie boją. Mają ją gdzieś. To po prostu gra polityczna, temat, na którym można dużo wygrać, bo on maskuje inne rzeczy. Łatwiej rozmawiać o edukacji seksualnej niż mówić o tym, jakie skutki dla małych firm niesie Polski Ład. Jak się nie ma tu podstawowej wiedzy, to trudno nawet jakąś głupotę powiedzieć, a powiedzieć głupotę o edukacji seksualnej jest bardzo łatwo – mówi Anna Jurek w podcaście edukacyjnym "Szkoła marzeń".

Jej zdaniem teraz i tak edukacja seksualna prowadzona jest w bardzo okrojonym wymiarze. Pierwsze jej elementy według ekspertki mogłyby pojawić się już w przedszkolu. - To powinny być rozmowy o higienie, o tym jak mówić o ciele, ale też o tym, jak budować relacje – wylicza Anna Jurek. W podstawówce dzieci powinny kontynuować te tematy, do tego mogłyby dojść wątki korzystania z mediów, bo nieraz uczniowie napotykają na treści związane z cielesnością, seksualnością, ale nie wiedzą, dlaczego i na jakiej zasadzie te informacje im się wyświetlają.

- Później trzeba rozmawiać z młodzieżą o wchodzeniu w relacje romantyczne, intymne. Na TED-Ed jest bardzo ciekawa animacja o tym, jak się zakochujemy, że ta idea miłości romantycznej nabija nas w butelkę. Pojawił się też świetny dokument na Netflixie o banałach, jakie stosowano w filmach Hollywood, z których, niestety, czerpiemy – wylicza Jurek. Jej zdaniem więcej trzeba by też rozmawiać z młodzieżą o tym, jak się poruszać w sieci, jaka jest różnica pomiędzy ciałem wyglądem, a wizerunkiem.

- Do tego dochodzi kwestia związana z pornografią, bo młodzież nieraz z niej korzysta, ale nie wie, w jaki sposób ona wiąże się prostytucją, handlem ludźmi – mówi Anna Jurek i dodaje: - Te wszystkie zagadnienia są super ciekawe dla młodzieży i takie dyskusje mogłyby się ciągnąć godzinami. Przede wszystkim jeśli młodzież ma więcej wiedzy, to dojrzewanie nie jest już tak straszne jak jej się wydaje.

Edukacja seksualna poza szkołą?

Jej zdaniem oprócz tematów dostosowanych do wieku i rozwoju potrzebny jest równocześnie dobry dostęp do służby zdrowia tak, żeby młodzież np. wiedziała, jakie badania robić w jakim wieku. Sprawnie działa to np. w Holandii. - Potrzeba u nas przebudowy systemu, ale do tego przede wszystkim trzeba rządzących, którzy sami mają dobre życie seksualne, którzy siebie lubią, a mam wrażenie, że tak nie jest. Życzyłabym ministrowi Czarnkowi, wszystkim politykom, żeby lubili swoje ciało, siebie - stwierdza Jurek. - Często arogancja jest przykryciem lęku i braku pewności siebie – dodaje.

Co dalej z edukacją seksualną? Edukatorka mimo wszystko podchodzi do kolejnego roku szkolnego z optymizmem. - Piłka w grze po stronie rodziców – uważa i przypomina, że zna szkoły, w których nikt się nie zająknie nawet o "lex Czarnek". - Wiem, że są dyrektorzy, którzy się boją. Mnie jest łatwo mówić, bo kurator oświaty mnie nie może odwołać, ale trzeba się zastanowić się nad odwagą cywilną. Łatwo się zachowywać fair, gdy są sprzyjające okoliczności. Tylko obecna władza nam ich nie zapewnia, więc jeśli dyrektorowi, dyrektorce zależy na dzieciach, to wymyśli, jak zrobić zajęcia z edukacji seksualnej – mówi Jurek.

Przypomina też, że nauczyciele mogą cały czas oferować rodzicom takie zajęcia - jeśli nie w szkole to poza szkołą. - To doskonały moment na to, żeby się samoorganizować – zachęca rodziców.

RadioZET.pl

C