Zamknij

Efekt Lex Czarnek. Ogromne zainteresowanie edukacją seksualną, Tęczowy Piątek w podziemiu

27.10.2021 09:57
Uczniowie w szkole
fot. STANISLAW KOWALCZUK/East News

- Tęczowy piątek, halloween, a z drugiej strony jasełka - nad wszystkimi takimi akcjami trzeba się teraz dwa razy zastanowić - opowiadają nauczyciele i przyznają ze smutkiem: cios za cios, szkoła staje się areną tej bitwy. Są też plusy: ogromne zainteresowanie edukacją seksualną. Dlaczego?

- Zajęcia prowadzimy. Gdzie? Tego nie powiem – ucina Aleksandra Dulas z Fundacji Nowoczesnej Edukacji SPUNK, która prowadzi lekcje z edukacji seksualnej w Łodzi dla dzieci w wieku 13-15 lat. Dlaczego konkretnych szkół nie chce wymienić? Powody podać może. - Zaraz na zajęcia wpadnie mi Ordo Iuris czy inna taka organizacja. Ale telefonów z prośbą o poprowadzenie lekcji mamy zatrzęsienie - opowiada.

Lex Czarnek. Efekt odwrotny do zamierzonego

To poniekąd efekt Lex Czarnek. Kilka miesięcy temu minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiedział zmiany m.in. dotyczące zapraszania fundacji, stowarzyszeń, czy po prostu gości do szkół. Do tej pory każdorazowo wejście takich osób było konsultowane z radą rodziców, potem rodzice musieli podpisać zgody na zajęcia, a dyrekcja szczegółowo zapoznać się z programem spotkań.

Według pomysłu Ministerstwa Edukacji i Nauki dyrektor miałby mieć teraz obowiązek uzyskania pozytywnej opini kuratora oświaty. Co najmniej dwa miesiące przed zajęciami trzeba będzie też przekazać kuratorowi program zajęć czy materiały, jakie będą wykorzystane na lekcjach prowadzonych przez organizację. Dla nauczycieli to sygnał jednoznaczny: przez skomplikowane i długie procedury nie będą nikogo zapraszać i problem organizacji niesprzyjających władzy się skończy. Choć oficjalnego zakazu nie ma.

Posłuchaj podcastu

Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021, nie ukrywa, że właśnie ta zmiana - spośród wielu zaproponowanych przez resort - budzi jego największe obawy.

- Na razie autonomia jeszcze jest, natomiast niepokoją mnie próby jej ograniczania. Obawiam się, że do rodziców właściwie nie będą trafiały informacje, bo pierwszym recenzentem zaproszeń będzie kurator oświaty – komentował w rozmowie z RadioZET.pl.

Przedsmak mieliśmy już w Dobczycach w Małopolsce. Uczniowie tutejszej podstawówki uczestniczyli w akcji „Tour de Konstytucja” organizowanej przez Fundację Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych. Dyrektorka szkoły została potem za to zawieszona, choć zmiany pod hasłem Lex Czarnek nie weszły jeszcze w życie.

Więcej edukacji seksualnej

Póki jednak autonomia oficjalnie jest, szkoły starają się ją wykorzystać jak mogą. Do Fundacji SPUNK dzwonią wychowawcy, pedagodzy, dyrektorzy, czasem rodzice.

- Nie wiedzą, jak będzie później, czy ministerstwo, kuratorium nie zamkną im tej drogi, więc spieszą się i chcą teraz zorganizować zajęcia z edukacji seksualnej - wspomina swoje rozmowy ze szkołami Dulas.

Bo też edukacja seksualna najbardziej przyprawia obecną władzę o gęsią skórkę. Przypomnijmy, że są to zajęcia dodatkowe, najczęściej prowadzone przez organizacje z zewnątrz i nie we wszystkich miastach. Łódź jest jednym z nielicznych, która finansuje program edukacji seksualnej dla chętnych szkół.

Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości Aleksandra Dulas wymienia, jakie tematy poruszane są na ich zajęciach: proces dojrzewania, bezpieczne wejście w seksualność, co to jest świadoma zgoda, co to znaczy, że się zakochuję, jak sobie poradzić z nieszczęśliwym zakochaniem, gdzie zaczynają się sytuacje depresyjne, co znaczy być dobrym rodzicem, do tego antykoncepcja, choroby, cielesność. I przy tym ostatnim temacie zazwyczaj pada najwięcej pytań od młodzieży.

- Np. dziewczyny pytają, czy to normalne, że biust jest nierówny, że mają rozstępy. Kładziemy też duży nacisk na akceptowanie swojego ciała, tłumaczymy, że to część nas, nie oceniamy tego w kategoriach urody. Młodzież bardzo chce o tym rozmawiać, bo dotyka jej to na co dzień, uczennice, uczniowie są oceniani przez pryzmat wyglądu – wyjaśnia Dulas.

O czym jeszcze klasy chcą rozmawiać?

- O orientacji psychoseksulanej i tożsamości płciowej. Widać, że chcą wiedzieć więcej o tym, bo temat często przewija się w mediach i potrzebują objaśnienia, chociaż i tak jestem pod wrażeniem, bo mają naprawdę dużą wiedzę i w większości wykazują się dużą tolerancją – opowiada Dulas.

WDŻ priorytetem MEiN

O tolerancji, o antykoncepcji, o przemocy, o asertywności – Magda Konkolewska na wychowaniu do życia w rodzinie (przedmiot wiążący się z edukacją seksualną, ale wpisany w podstawę programową klas siódmych i ósmych, jeśli rodzic chce, może dziecko z niego wypisać, tak jak z religii) poruszała różne tematy. I widzi to samo: młodzież jest żądna rozmów, wiedzy.

- W domach różnie bywa, jest lepiej niż 20 lat temu, ale wciąż nie każdy temat uczniowie mogą poruszyć z rodzicami. Poza tym w szkole jest się bardziej anonimowym i ma się ludzi na podobnym poziomie i z podobnymi problemami – wyjaśnia nauczycielka biologii i WDŻ z łódzkiego liceum.

Widząc, jak ten przedmiot jest potrzebny, tym bardziej obawia się zapowiadanych zmian i kolejnej reformy. Bo akurat w wypadku WDŻ ministerstwo zapowiedziało wsparcie tego przedmiotu. W ubiegłym tygodniu podczas debaty z okazji Dnia Praw Rodziny Przemysław Czarnek stwierdził, że WDŻ może „spełniać jeszcze lepszą rolę, niż spełniał do tej pory”, dlatego MEiN wpisało go jako zasadniczy punkt polityki oświatowej. Np. będzie można dowolnie ustawiać go w planie lekcji (do tej pory lądował na końcu albo na początku dnia pracy uczniów). Wszystko po to, by przedmiot był bardziej popularny, a przez to dawał dzieciom „porcję prawdziwych informacji o rodzinie”. Minister mówił też, że w ten sposób można odeprzeć "potężny atak na rodzinę”.

- Opłaca się zakładać rodzinę, wstępować w związek małżeński i mieć dzieci – przekonywał, mówiąc o tym, co będzie na WDŻ.

- Obawiam się, że jak przedmiot będzie narzucony odgórnie, a przede wszystkim treści na nim prezentowane, to nie będzie chętnych – odpowiada od razu Magda Konkolewska.

Uczniowie i nauczyciele nie ukrywają, że WDŻ już staje się jak religia, tzn. kto może to z niego rezygnuje. I wcale nie z powodu przekonań czy poglądów. W grę wchodzi oszczędność czasu.

- Jesteśmy specyficzną szkołą, bo mamy klasy sportowe, ale policzyłem, że nasi uczniowie, wliczając treningi, zawody, dodatkowe zajęcia, prace domowe, spędzają na nauce nawet 50-60 godzin tygodniowo – tłumaczy Paweł Maślej, dyrektor SP nr 5 w Krakowie.

Liczy się więc każda wolna godzina. Z drugiej strony Magda Konkolewska przypomina sobie ubiegły rok szkolny. WDŻ prowadziła w piątki na dziewiątej godzinie lekcyjnej. Na zajęcia logowały się dzieci z innych klas.

- Wie pani dlaczego? Bo chciały rozmawiać o szeroko pojętej tolerancji, dopytywali o pomoc prawną dla młodzieży i o tym rozmawialiśmy. Nie unikałam tych tematów. Poza tym nie wyobrażałam sobie, żeby mówić o niektórych rzeczach, które były w podręcznikach do tego przedmiotu. Czytając je, nie wierzyłam, że autor jest człowiekiem wykształconym i zaleca to młodzieży – opowiada i na dowód pokazuje fragmenty z książek. A tam np. przy skutkach antykoncepcji taki cytat: „człowiek wyrządza krzywdę nie tylko sobie, ale także jedności, miłości i wierności małżeńskiej”. Na innej stronie jako środek wczesnoporonny podano wkładkę wewnątrzmaciczną, czyli metodę antykoncepcyjną.

- Albo taki tekst, że „miesiączka to płacz macicy za niepoczętym dzieckiem”. Jeśli ktoś coś takiego przeczyta, a to jest w końcu zatwierdzony podręcznik do tego przedmiotu, to z jaką wiedzą wyjdzie? - mówi nauczycielka.

A braki u niektórych wciąż zadziwiają.

- Nadal jest młodzież, która nie wie, kiedy kobieta może zajść w ciążę – podaje przykład Konkolewska.

- Brakuje wiedzy stricte biologicznej, czyli jak jesteśmy zbudowani, jak przebiega proces dojrzewania. Więcej trzeba też rozmawiać o kwestiach psychologicznych, np. jak sobie radzić w relacjach, jak reagować na odrzucenie - mówi o swoich obserwacjach Aleksandra Dulas.

Tęczowy Piątek? Oficjalnie nie, ale...

Zmiany zaproponowane przez Przemysława Czarnka nie dotkną jednak tylko takich przedmiotów jak edukacja seksualna czy wychowanie do życia w rodzinie. Chodzi tu o wszystkie podejmowane przez uczniów czy kadrę akcje i inicjatywy. Zdaniem nauczycieli w gorszej sytuacji są licea i technika.

- W podstawówce współpracujemy z fundacjami, stowarzyszeniami na rzecz zwierząt, zdrowia, to są stałe punkty i nie zamierzamy tego zmieniać. W szkołach średnich ta różnorodność pewnie jest większa - wyjaśnia Dorota Kuchta, dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie.

Chociaż np. Tęczowy Piątek (akcja pokazująca solidarność z osobami LGBT+) to już zagwozdka dla wielu liceów, techników i podstawówek. W tym roku wypada on 29 października. Szkoły formalnie nie przystępują do niego, ale uczniowie i tak planują ubrać się na kolorowo albo wziąć ze sobą tęczową torbę czy maseczkę i w ten sposób oddolnie przyłączyć się do akcji.

- Możemy myśleć, że czegoś nie będzie, ale i tak będzie. W latach 70. i 80. Katyń został wykreślony z treści programowych, a kiedy chodziłem do szkoły średniej, to na historii o tym rozmawialiśmy, a uczyła nas nauczycielka, która była sekretarzem podstawowej organizacji partyjnej. Wiedziała, że nie można pomijać pewnych rzeczy. Tak samo będzie tutaj. Możemy udawać, że coś nie istnieje, ale to jest tylko udawanie - przewidywał Bogusław Olejniczak, dyrektor XI LO w Łodzi przed początkiem roku szkolnego.

W rozmowie z RadioZET.pl stwierdził też, że szkoła, a przynajmniej niektóre jej elementy, zejdzie do podziemia, bo młodzież, zwłaszcza gdy narzuca jej się jeden wzór, buntuje się. I scenariusz ten wydaje się sprawdzać.

- Tęczowy piątek, halloween - nad wszystkimi takimi historiami trzeba się dwa razy zastanowić, żeby dodatkowe zajęcia, akcje były niepodważalne. Z drugiej strony jest grupa osób, którym przeszkadzają jasełka. Cios za cios, szkoła staje się areną – podsumowuje Michał Różański, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Łodzi.

Tak już jest teraz, co będzie jak Lex Czarnek wejdzie w życie?

- Bierzemy pod uwagę robienie warsztatów w domach kultury, bibliotekach, ale robi się z tego cyrk. Program naszych zajęć wpisuje się w podstawę programową biologii, WDŻ, godzin wychowawczych, to po co to robić po godzinach poza szkołą? Zwłaszcza, że młodzież i tak ma mnóstwo zajęć - stwierdza Aleksandra Dulas.

Optymizmu na koniec próbuje dodać dyrektor krakowskiej podstawówki.

- Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od lat w naszej szkole była i niezależnie od spojrzenia władzy funkcjonuje i nasze dzieci aktywizuje. Tak będzie też w tym roku, nie chowamy się, robimy swoje, władza się zmienia a szkoły trwają - stwierdza.

RadioZET.pl