Czy pyton może zaatakować człowieka? Ekspert ostatecznie rozwiewa wszelkie wątpliwości

11.07.2018 18:52

– Podejrzewam, że wąż przebywający nad Wisłą to samica, samce osiągają mniejsze wielkości – powiedział PAP Adam Hryniewicz z herpentarium warszawskiego zoo. Jego zdaniem pyton atakuje człowieka tylko, gdy poczuje się zagrożony.

Pyton fot. Pixabay

Policja i Animal Rescue Polska od soboty szukają pytona tygrysiego, którego ponad 5-metrową wylinkę znaleziono nad Wisłą koło Konstancina-Jeziorny. Od rozpoczęcia poszukiwań odnaleziono ślady węża na mule w miejscach, gdzie wychodził z wody albo się w niej zanurzał. Były długie i szerokie na około 40 centymetrów.

O obyczajach pytonów PAP rozmawia z Adamem Hryniewiczem, zoologiem, który od lat prowadzi herpentarium w warszawskim zoo, gdzie ma pod opieką krokodyle, węże, jaszczurki i żółwie.

PAP: Co to jest za zwierzę ten pyton tygrysi?
Adam Hryniewicz: To wąż, duży dusiciel. Groźny ze względu na swoją siłę i rozmiary – może osiągnąć nawet 8 metrów długości i ważyć do 100 kg. Ten, który przebywa nad Wisłą, może ważyć koło 50 kilogramów. W warszawskim zoo jest podobny i zrzuca identyczną wylinkę. Nasz wąż jednak mieszkał tu i nadal mieszka, więc to nie ten sam.

PAP: Czym żywi się taki wąż?

A.H.: To drapieżne zwierzę, więc je inne zwierzęta, ale tylko takiej wielkości, które da radę zjeść. Głowa takiego węża jest dosyć duża i nie ma stawów między górną a dolną szczęką. Skóra pozwoli mu ją rozciągnąć do wielkości np. dużego królika lub dużej kury. Może zjeść kota albo większego psa – to raczej sfera upodobań pytonów. Historie o tym, że pyton lubuje się w jedzeniu ludzi albo czyha na krowy i sarny, są bzdurne.

PAP: Jak dużo pokarmu potrzebują pytony, żeby się najeść, i jak często jedzą?

A.H.: Na raz pyton może zjeść ze dwa, może trzy takie przykładowe króliki, ale wtedy ma trzy tygodnie, do miesiąca, przerwy w jedzeniu. To też zależy od warunków atmosferycznych. Węże to zwierzęta zmiennocieplne, więc jeśli jest ciepło, to te procesy są szybsze, a okres między posiłkami może być krótszy – np. dwa tygodnie. Nie sądzę, by było to mniej.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

PAP: Jak długo żyją pytony? Jakich potrzebują warunków do przeżycia?

A.H. Większość dusicieli żyje 25-30 lat; to średnia norma. Ten wiek jest też uzależniony od temperatury, intensywności karmienia czy stanu chorobowego. To zwierzęta egzotyczne, nie występują w Europie w warunkach naturalnych. Lubią ciepło. Pytony tygrysie można spotkać w Azji, Afryce, Australii oraz w Ameryce Południowej.

PAP: W takim razie nad Wisłą nie znajdzie warunków, by się zaaklimatyzować.

A.H.: Jeśli już, to tylko do jesieni. Jesienią będzie już zbyt zimno, by taki wąż mógł przeżyć.

PAP: Pytony potrafią doskonale pływać.

A.H.: Wszystkie węże są wspaniałymi pływakami i na powierzchni, i w zanurzeniu.

PAP: Czy w takim razie mógł sobie przepłynąć na drugą stronę Wisły z miejsca, w którym znaleziono jego wylinkę? Z doniesień medialnych wynika, że widziano go w Otwocku.

A.H.: Według mnie nie jest możliwe, aby był aż w Otwocku. Czy przepłynął na drugą stronę Wisły? Teoretycznie jest to możliwe, ale czy tak w linii prostej? Wisła ma dosyć silny nurt, myślę, że mógłby go znieść dużo dalej niż na tę samą wysokość, gdzie była wylinka.

PAP: Wisła ma silny nurt, ale pyton też jest silny.

A.H.: Tak, ale jest też długi i nie wiem, czy na tyle silny, żeby przepłynąć w linii prostej na drugi brzeg. Czasem łódki mają z tym problem. To moje domniemania, ale wydaje mi się, że on jest nadal na tym samym brzegu Wisły, na którym był. To jednak moje zdanie i mogę się mylić.

PAP: Skąd w takim razie to przypuszczenie?

A.H.: Węże trzymają się terenu, który znają. Myślę więc, że siedzi tam, gdzie był, na terenie, który poznał. W większych przestrzeniach węże się boją i tracą orientację. Wcale nie korci ich, żeby zwiedzać niewiadome.

PAP: Czy można przewidzieć kierunek, w jakim mógłby chcieć powędrować taki wąż nad Wisłą?

A.H.: Nie sądzę. Na razie jest mu tam dobrze; ma dobre warunki. Gęstwiny, trudno dostępne tereny, dużo oczek wodnych – on się gdzieś tam chowa i sobie funkcjonuje. Będzie się poruszał w stosunkowo małym, choć trudno ocenić jak małym, obszarze. Głównym motorem dla wędrówek takiego węża jest poszukiwanie pokarmu lub partnera do rozmnażania, a że jedzą rzadko, to ten znad Wisły będzie sobie funkcjonował i czekał na okazję. Warto też podkreślić, że pytony nie wkopują się w ziemię.

PAP: Czy możliwe jest znalezienie pytona na tak dużym obszarze?

A.H.: Trzeba mieć trochę obustronnego szczęścia. Albo ci, którzy go szukają, będą mieli szczęście, że go znajdą, albo ten wąż tego szczęścia nie będzie miał. Pożyje sobie tam, ale przyjdzie zima i zakończy swój żywot w Polsce.

PAP: Jak szybko porusza się taki wąż?

A.H.: Zakładając, że w ogóle ma ochotę się poruszać, to przykładowo pokonanie kilometra zajmie mu kilka godzin. Może 3-4 godziny. Jakby chciał, to mógłby pokonać go i w godzinę, ale czy on by chciał sobie wędrować tyle czasu? Nie wiadomo.

PAP: Jak atakują pytony?

A.H.: Zależy, po co i dlaczego atakują – czy są głodne, czy się bronią. Węże robią się agresywne, gdy się boją, a gdy się boją, to chcą się bronić. 5-metrowy pyton, taki jak ten uciekinier znad Wisły, podczas obrony może ugryźć dosyć boleśnie, ale nie śmiertelnie, bo nie ma jadu. Może się też owinąć i np. połamać kończyny; ostatecznie w akcie obrony – udusić. Ale pytony nie polują na ludzi.

PAP: Czyli pyton nie jest zainteresowany jedzeniem ludzi.

A.H.: Nie. Do śmierci człowieka może doprowadzić, broniąc się, dlatego nie należy go zaskakiwać swoją obecnością ani nie niepokoić – nie łapać, nie przesuwać, nie dotykać. Nie robić nic, co by go mogło zaniepokoić i zmotywować do obrony. Nawet jeśli spotka się takiego węża, to trzeba spokojnie odejść, on nie będzie gonił. Ten wąż, który jest nad Wisłą, może mieć 5-7 lat, to zależy od warunków utrzymania.

PAP: Czyli ten wąż naprawdę jest nad Wisłą.

A.H.: Wylinka jest na pewno, były też ślady wędrującego węża i to jest prawda. Natomiast nikt nie potrafi powiedzieć, że na pewno widział tego węża. Wiadomo też, że – wbrew niektórym doniesieniom medialnym – nie ma 6 metrów długości. Ci, którzy tak mówią na podstawie wielkości wylinki, nie wiedzą chyba, że wylinka jest zawsze o 10-20 proc. większa niż właściciel, który ją nosił. To elastyczna skóra, która rozciąga się w czasie zrzucania.

PAP: Skąd mógł się wziąć kilkumetrowy pyton tygrysi nad polską Wisłą?

A.H.: Ten pyton albo uciekł, albo został porzucony. Trudno określić, ale takie zwierzę można kupić w sklepie zoologicznym jako małego, metrowego wężyka. Potem nagle zaczyna rosnąć, okazuje się, że przerasta warunki lokalowe i nie wiadomo, co z tym zrobić. Ja bym namawiał wszystkich, żeby nie ulegali modom i nie kupowali zwierząt egzotycznych, nie mając do końca wiedzy, jakie to zwierzę będzie.

PAP: Co się stanie z tym pytonem, jeśli się znajdzie?

A.H.: To trudny werdykt i trudna odpowiedź. Teoria powinna wyglądać tak, że straż miejska przewiezie go do azylu dla zwierząt, które podlegają Konwencji Waszyngtońskiej (konwencja ograniczająca transgraniczny handel m.in. zwierzętami – PAP), a duże dusiciele jej podlegają. Przejdzie okres kwarantanny, bo to wąż niewiadomego pochodzenia, który nie wiemy, jak długo funkcjonował na wolności, a potem trzeba mu znaleźć nowy dom. Tu jest problem, bo zwierzęta objęte Konwencją Waszyngtońską nie mogą trafiać do rąk prywatnych. Nie potrafię jednoznacznie określić jego losu, natomiast w warszawskim zoo już raczej nie mamy miejsca dla kolejnego takiego węża. Może pojedzie za granicę, może ktoś będzie chciał go do stada rozrodowego. Sądzę, po rozmiarach, że to samica – samce osiągają mniejsze rozmiary. To jednak pieśń przyszłości, jeszcze go nawet nie złapaliśmy.

RadioZET.pl/pap/maal

Oceń
Tagi