Zamknij

"Gazeta Wyborcza" reaguje na policyjną rewizję w mieszkaniu reportera. "To zastraszanie mediów"

02.10.2021 18:36
Policja w domu dziennikarza "Wyborczej"
fot. DarSzach/Shutterstock, Wyborcza.pl Zielona Góra/Facebook (screeenshot)

To uderzenie w fundamentalne w demokracji prawo do tajemnicy dziennikarskiej oraz zastraszanie dziennikarzy - oświadczyła redakcja "Gazety Wyborczej", w reakcji na policyjną interwencję w mieszkaniu zielonogórskiego reportera tego dziennika. Piotr Bakselerowicz, z którego komputera miały zostać wysłane pogróżki do posła PiS, zapewnił, że nie było powodów do policyjnej interwencji.

Policja w sobotni poranek interweniowała w lokalu, w którym w Zielonej Górze mieszka dziennikarz "GW" Piotr Bakselerowicz. "Do mieszkania, które od kilku lat najmuję z partnerką, wkroczyła policja, informując mnie, że z numeru IP przypisanego do tego mieszkania wysłano groźby karalne do jednego z posłów polskiego Sejmu" - napisał reporter w oświadczeniu. 

Chodziło o posła PiS Jerzego Maternę, który miał otrzymać wiadomość z pogróżkami. Policjanci w mieszkaniu Bakselerowicza zabezpieczyli jego smartfon, modem oraz służbowy komputer. "Dane w laptopie objęte są tajemnicą dziennikarską. Z tego też powodu jako człowiek nieznający dogłębnie przepisów prawa zdałem się na polecenia przełożonych i adwokata, który zaoferował pomoc prawną" - przekazał w oświadczeniu dziennikarz "Wyborczej".

Policja w mieszkaniu dziennikarza "Wyborczej". "To usiłowanie tłumienia krytyki prasowej"

Bakselerowicz zapewnił, że "nigdy w swoim życiu nie wysyłał gróźb karalnych do nikogo, w tym polskich parlamentarzystów". "Musiałbym być osobą nie tylko pozbawioną kręgosłupa moralnego, lecz także skończonym idiotą, by z domowego adresu IP, którego nie ukrywam (można to zrobić, korzystając z odpowiedniego oprogramowania), wysyłać groźby karalne do kogokolwiek, a już zwłaszcza osób publicznych, w tym przedstawicieli partii rządzącej" - podkreślił reporter.

Do sprawy odniosło się w sobotę również kierownictwo "GW". Redakcja w oświadczeniu przekazała, że rewizja w domu reportera "to sytuacja bez precedensu, którego funkcjonariusze dopuścili się na polecenie Komendy Stołecznej Policji". "Ktoś tam doniósł, że z komputerowego adresu IP zlokalizowanego w mieszkaniu Piotra Bakselerowicza wysyłane są rzekomo groźby karalne wobec posła PiS Jerzego Materny. Komenda Stołeczna Policji doskonale wiedziała, że chodzi o dziennikarza. Akcję przeprowadzono w kilka dni po donosie" - dodano.

Podkreślono, że reportera potraktowano jak podejrzanego, choć nie usłyszał żadnych zarzutów. "Można było dziennikarza wezwać wcześniej pisemnie na przesłuchanie i próbować zweryfikować, czy są jakiekolwiek podstawy do tak drastycznej decyzji jak zarekwirowanie służbowego sprzętu elektronicznego" - argumentowała redakcja "GW".

Sobotni incydent dziennik określił mianem "usiłowania tłumienia krytyki prasowej - co także jest złamaniem prawa". "Nie przypadkiem bowiem celem tej napaści jest dziennikarz »Wyborczej«. Nasz dziennik jest od lat obiektem ataków prawnych i propagandowych ze strony pisowskiej władzy, jej agend i organów. Zasypywani jesteśmy dziesiątkami pism procesowych i pozwów, co do ich liczby jesteśmy »rekordzistą« wśród polskich niezależnych mediów" - podkreślił dziennik.

"To uderza w fundamentalne w demokracji prawo do tajemnicy dziennikarskiej. Co więcej, nie mamy wątpliwości, że w dzisiejszych warunkach politycznych - kiedy to władza PiS prowadzi masową kampanię przeciwko wolnym mediom - celem tego policyjnego najścia jest zastraszenie dziennikarzy »Wyborczej«" - napisała "GW" w komunikacie.

Policja na Twitterze argumentowała, że "groźby zawierające obraźliwe wpisy wysyłano e-mailem do polskich posłów". "Pokrzywdzeni sami zgłosili ten fakt, sprawdzenie IP doprowadziło pod konkretny adres, a nie do konkretnego dziennikarza. Dopiero pod tym adresem okazało się, że przebywa tam mało znany, lokalny dziennikarz" - napisała policja.

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza