Ochraniali WOŚP po raz pierwszy. Nowe informacje o firmie „Tajfun” i nowy wątek w prokuratorskim śledztwie

Redakcja
16.01.2019 17:18
Ochraniali WOŚP po raz pierwszy. Nowe informacje o firmie „Tajfun” i nowy wątek w prokuratorskim śledztwie
fot. PAP

Firma „Tajfun”, która  ochraniała finał WOŚP w Gdańsku, z organizatorami współpracowała po raz pierwszy. Pełnomocnik firmy Łukasz Isenko podkreśla jednak, że „Tajfun” ma doświadczenie w ochranianiu widowisk kulturalno-artystycznych.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Łukasz Isenko poinformował, że w niedzielę podczas finału WOŚP zaangażowanych było około 50 ochroniarzy.

- Umowa przewidywała 47, natomiast firma, jakkolwiek to brzmi w tych okolicznościach, chciała się należycie wywiązać, dlatego zaangażowała więcej osób – powiedział Polskiej Agencji Prasowej.

Podkreślił jednocześnie, że firma miała już „doświadczenie w zleceniach ochrony widowisk kulturalno-artystycznych”, ale z Regionalnym Centrum Wolontariatu w Gdańsku, organizatorem finału WOŚP, weszła we współpracę pierwszy raz.

Zobacz także

W poniedziałek rozpoczęła się kontrola firmy. W biurze pojawili się przedstawiciele Departamentu Zezwoleń i Koncesji MSWiA.

- Zabezpieczona została cała dokumentacja związana z zarejestrowaniem firmy i jej prowadzeniem. Teraz wszystkie te dokumenty podlegają weryfikacji kontrolerów – mówił Isenko.

Zobacz także

W niedzielę wieczorem 27-letni Stefan W. wszedł na scenę podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i trzykrotnie ugodził nożem prezydenta miasta Pawła Adamowicza.  Adamowicz zmarł kilkanaście godzin później. Według doniesień napastnik miał mieć przy sobie podrobiony identyfikator z napisem „media”.

Łukasz Isenko podkreślił jednak, że „żaden z pracowników ochrony nie miał możliwości oględzin tego identyfikatora”.

Stefan W. został pobity?

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Gdańsku poinformowała, że w ramach śledztwa dotyczącego organizacji i zabezpieczenia niedzielnego finału WOŚP, będzie badała też zachowanie ochroniarzy po tym, jak zatrzymali  już Stefana W.

Napastnik miał na palcu opatrunek i „ślad na nosie”. Pytany przez prokuratora skąd ma te obrażenia, odpowiedział, że doznał ich właśnie w czasie zatrzymania przez ochroniarzy. Miało się to dziać poza sceną.

Zobacz także

Poproszony o komentarz w sprawie Łukasz Isenko powiedział, że „z informacji, które posiada wynika, że zatrzymany już po zatrzymaniu bardzo się wyrywał, w związku z czym zostały zastosowane wobec niego chwyty obezwładniające”. Zdaniem pełnomocnika firmy „na pewno nie było tam działań celowych”.

RadioZET.pl/PAP/JŚ