Zabójstwo Adamowicza. Proces Stefana W. może ruszyć dopiero...za rok. „Ścisłe terminy”

Mikołaj Pietraszewski
17.01.2019 11:41
Stefan W.
fot. PAP

Proces nożownika Stefana W., który zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, może ruszyć dopiero za rok. Trzeba zbadać wszystkie dowody i przebadać sprawcę – pisze czwartkowa „Rzeczpospolita”.

„Świadkiem tragicznych wydarzeń podczas 27. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy były tysiące ludzi. Za sprawą mediów nawet miliony. Wszyscy słyszeli słowa nożownika, który wykrzyczał, jak się nazywa i dlaczego targnął się na życie Adamowicza” – czytamy w gazecie.

Akt oskarżenia możliwy dopiero za rok

Jak podkreślono, postępowanie przygotowawcze zakończone sporządzeniem aktu oskarżenia może zająć od sześciu do dwunastu miesięcy. Jako powód wskazuje się długie procedury, „ścisłe terminy” oraz możliwości odwoławcze od decyzji prokuratury.

Według ustaleń „Rz” pierwszym etapem śledztwa może być przesłuchanie świadków zdarzenia. „Kilkanaście osób przesłuchano już w nocy z niedzieli na poniedziałek, tuż po zdarzeniu. To pozwoliło odtworzyć m.in., jaką drogą i jak nożownik dostał się niezatrzymany na scenę” – czytamy.

Zobacz także

Dziennik podaje również, że istotnym elementem śledztwa będzie „zabezpieczenie i odtworzenie z udziałem biegłych od teleinformatyki wszelkich nagrań: monitoringu wizyjnego, telefonów komórkowych świadków czy relacji telewizyjnej”. 

Zamach na Adamowicza

Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek 14 stycznia po tym, jak dzień wcześniej, podczas 27. Finału WOŚP na Targu Węglowym w Gdańsku został trzykrotnie ugodzony nożem przez 27-letniego Stefana W.

Zobacz także

Prezydent trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, operacja trwała pięć godzin. W poniedziałek poinformowano, że jego życia nie udało się uratować. Adamowicz miał 53 lata. Rozpoczynał szóstą kadencję na stanowisku prezydenta miasta. Pełnił tę funkcję przez ponad 20 lat.

Sprawca zamachu, 27-letni Stefan W., usłyszał zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Nie przyznał się do popełnienia przestępstwa i trafił do aresztu. 

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/MP