Policja przez kilka godzin pilnowała zwłok na ulicy. Bo nie było lekarza, który wypisałby akt zgonu

Mikołaj Pietraszewski
05.02.2019 15:35
Policja
fot. Damian Klamka/East News

Przez kilka godzin gliwiccy policjanci musieli pilnować leżącego na ulicy ciała zmarłego mężczyzny. Wszystko przez to, że szukano lekarza, którzy wystawi konieczny w takich przypadkach akt zgonu.

Sytuacja, o której informuje gliwicka „Gazeta Wyborcza”, wydarzyła się w czwartek po południu. Idący ul. Wiślaną starszy mężczyzna nagle upadł na ziemię i zmarł. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, otrzymali polecenie pilnowania zwłok aż do momentu przyjazdu lekarza.

Szukali lekarza kilka godzin

Powyższa procedura jest bowiem w takich przypadkach niezbędna. Bez wypisanego aktu zgonu, sygnowanego przez wykwalifikowanego lekarza, ciało nie może trafić do zakładu pogrzebowego, a rodzina nie może zacząć przygotowywać się do pochówku. 

Niestety procedury trwały tym razem aż kilka godzin. Wszystko dlatego, że władze Gliwic nie podpisały umowy z jedną konkretną placówką medyczną, która w takich przypadkach mogłaby wysłać odpowiedniego lekarza na miejsce zdarzenia. Jako że mieszkaniec Gliwic już nie żył, nie mogła do niego przybyć karetka pogotowia.

Akt zgonu wystawiono dnia następnego

Rodzina zmarłego przez cały ten czas szukała specjalisty, który wystawiłby stosowny dokument, w poszukiwaniach uczestniczyła także policja. Bezskutecznie. „My także kontaktowaliśmy się z lekarzami w kilku przychodniach, ale mieli wielu pacjentów i twierdzili, że nie mogą przyjechać. Podobnie było w szpitalach, do których dzwoniliśmy. Wszyscy odmawiali” – potwierdził w rozmowie z „Wyborczą” podinspektor Marek Słomski, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach. 

Gazeta przypomina, że za wystawienie aktu zgonu Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci, ponieważ nie zalicza go do kategorii świadczeń medycznych. To powoduje, że wielu lekarzy, jeżeli nie są oni zobowiązani żadną inną umową, unika tej procedury. 

„Po czterech godzinach bezskutecznego poszukiwania lekarza prokurator wydał policjantom polecenie, aby ciało leżącego na ulicy Wiślanej mężczyzny przetransportować do prosektorium. Akt zgonu wystawiono dopiero następnego dnia” – czytamy w „Wyborczej”.

Urząd Miasta Gliwice odpowiada

„GW” napisała do gliwickiego magistratu maila z pytaniem o to, czy miasto zamierza w jakikolwiek sposób uregulować prawnie ten problem. Poniżej odpowiedź, którą do redakcji przesłał Marek Jarzębowski, rzecznik prasowego UM:

„Zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego chorego w ostatniej chorobie. Zgodnie z otrzymaną interpretacją Ministerstwa Zdrowia aktualnie odpowiada to definicji lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy udzielają również świadczeń w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej [...]. Natomiast prezydent miasta jest właściwy do powołania lekarza lub innej osoby do stwierdzenia zgonu i jego przyczyny wyłącznie w przypadku niemożności ustalenia lekarza zgodnie z ww. przepisami. A zatem zadanie starosty należy traktować jako wyjątek od ogólnej reguły. Nie ma podstawy prawnej do tego, by w sytuacji, gdy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej odmawia stwierdzenia zgonu lub wskazuje na odległy czas przybycia na miejsce, zadanie to wykonywała osoba wskazana przez prezydenta miasta”.

RadioZET.pl/gliwice.wyborcza.pl/MP