Zamknij

Rozpędzone auto wbiło się w rowerzystkę z rocznym dzieckiem. Rozpoczął się proces kierowcy

Redakcja
21.02.2018 13:22
Rozpędzone auto wbiło się w rowerzystkę z rocznym dzieckiem. Rozpoczął się proces kierowcy
fot. Straż Pożarna

Ruszył proces kierowcy, który rozpędzony wjechał w rowerzystkę jadącą z rocznym dzieckiem. Kobieta zmarła, a jej syn w ciężkim stanie trafił do szpitala. Świadkowie zdarzenia zeznali, że kierowcy na drodze ścigali się ze sobą.

3 sierpnia 2016 r. na skrzyżowaniu ulic Fieldorfa i Meissnera na warszawskim Gocławiu doszło do tragicznego wypadku. 62-letni kierowca leciwej toyoty chciał skręcić w lewo na skrzyżowaniu. W przeciwnym kierunku jechał kierowca sportowego 300-konnego forda focusa.

Auta zderzyły się na skrzyżowaniu

Auta zderzyły się ze sobą, a siła odrzutu była tak duża, że ford wypadł na chodnik i wbił się w rowerzystkę wiozącą roczne dziecko. 41-latka nie przeżyła, a jej syn w ciężkim stanie trafił do szpitala. Ucierpieli też rodzice z synem, którzy szli nieopodal na przystanek autobusowy. Tego dnia ich samochód był w warsztacie i wyjątkowo musieli skorzystać z komunikacji miejskiej.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku.

Wbił się w rowerzystkę z dzieckiem

Zdaniem prokuratora wina leży po stronie kierowcy toyoty, który skręcając w lewo, miał nie ustąpić pierwszeństwa jadącemu na wprost kierowcy forda, który jak się okazało, przekroczył dozwoloną prędkość.

Czy przyznaje się pan do zarzutu? — Spytała sędzia podczas rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe. — Mogę jedynie przyznać się do tego, że nie zastosowałem się do zasady ograniczonego zaufania. Nie mogłem przypuszczać, że na mojej drodze pojawi się nieodpowiedzialny kierowca. Uznałem, że pojazd (ford — red.) był na tyle daleko, że zdążę przejechać, a kierowca poruszał się z nadmierną prędkością, nie zachował zdrowego rozsądku — mówił 62-latek.

Dzieciom odebrano matkę

Podczas rozprawy jeden ze świadków twierdził, że kierowca forda ścigał się z motocyklistą. Ten zaprzeczył jednak, gdy sędzia spytała o ten fakt. Mąż zmarłej rowerzystki w dniu wypadku był poza Warszawą. Pięć dni przed tragedią wyprawiali razem urodziny 5-letniej córki. — Obecnie sam wychowuję dzieci. Syn za dwa dni kończy 11 lat, córka w lipcu skończy osiem. Żona jeździła rowerem do pracy, miała dobry wzrok, korzystała z kasku — mówił mężczyzna cytowany przez reporterów TVN Warszawa. Wszyscy czekają na finał głośnej sprawy. Niestety potrąconej rowerzystce nic już nie przywróci życia.

Zdjęcia z dnia tragedii:

RadioZET.pl/tvnwarszawa.tvn24.pl/strz