Brutalne morderstwo w Grabinach. Sprawca wcześniej trafił na oddział psychiatrii

03.09.2019 12:00
Brutalne morderstwo w Grabinach. Sprawca wcześniej trafił na oddział psychiatrii
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Na jaw wychodzą nowe informacje na temat zabójstwa, do którego doszło tydzień temu w miejscowości Grabiny, koło Dębicy (województwo podkarpackie). Jak się okazuje, sprawca morderstwa miał wcześniej leczyć się psychiatrycznie a dwa dni przed dokonaniem zbrodni - trafił na oddział psychiatryczny szpitala w Straszęcinie. Jednak stamtąd przekierowano go na SOR w Dębicy, z którego po prostu samodzielnie się oddalił. Dlaczego w straszęcińskim szpitalu nie podjęto decyzji o zatrzymaniu go na oddziale? Dlaczego na oddziale w Dębicy nikt nie zwrócił uwagi, kiedy mężczyzna wyszedł? Wokół sprawy narasta wiele niejasności i pojawia się pytanie, czy wszelkie procedury w związku z obecnością Tomasza B. w Zespole Opieki Zdrowotnej w Dębicy zostały przeprowadzone prawidłowo? Albo, patrząc z zupełnie innej strony: czy szpital miał realne warunki na przyjęcie kolejnego pacjenta i dlaczego personel oddziału psychiatrycznego nie ma do dyspozycji tomografu?

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

O brutalnym morderstwie pisaliśmy 26 sierpnia. W niedzielę 25 sierpnia na terenie miejscowości Grabiny (województwo podkarpackie) nad Wisłoką znaleziono zmasakrowane ciało 66-letniego rowerzysty. Tragedia miała miejsce dokładnie na przysiółku Grabiny – Rędziny. Starszy mężczyzna wybrał się tam na przejażdżkę.

Sprawcą zabójstwa okazał się 30-letni Tomasz B., pochodzący z Cmolasu, z gminy Kolbuszowa. W wyjątkowo okrutny sposób zamordował 66-latka.

Zobacz także

Jak potwierdza policja oraz Prokuratura Rejonowa w Dębicy, narzędziem zbrodni – zabezpieczonym na miejscu zdarzenia – okazała się być metalowa rura. Twarz mężczyzny, który został zamordowany, była praktycznie nie do zidentyfikowania. Należy podkreślić, że napastnik i ofiara nie mieli ze sobą nic wspólnego.

W sprawie tej jednak wciąż wychodzą na jaw nowe fakty, które rzucają zupełnie inne światło na dotychczas znany przebieg zdarzeń. W perspektywie tych informacji pojawia się fundamentalne pytanie: czy tragedii można było uniknąć? Otóż mężczyzna, który dopuścił się zbrodni, wcześniej trafił na oddział psychiatryczny szpitala w Straszęcinie, należącego do Zespołu Opieki Zdrowotnej w Dębicy. Nie został jednak przyjęty. Z zgromadzonych do tej pory informacji wynika, że był leczony psychiatrycznie znacznie wcześniej, ponadto dopuszczał się przestępstw - głównie za granicą. Według informacji, które przekazała RadioZET.pl prokuratura, były to w większości kradzieże.

Zobacz także

Tomasz B. w Dębicy znalazł się już w piątek – ustaliła prokuratura. Mężczyzna jechał pociągiem, najprawdopodobniej kierował się w stronę Wrocławia. Na wysokości Dębicy został jednak wyrzucony  przez konduktora  kiedy okazało się, że nie ma biletu.

Jakiś czas później znalazł się na terenie dębickiego parku. Jego nietypowe zachowanie zwróciło uwagę przechodniów – miał on zaczepiać dzieci i zbierać odpadki z chodnika. Kiedy ktoś wezwał straż miejską, odmówił wylegitymowania się, nie podał swoich danych osobowych, miał też mówić sam do siebie. Funkcjonariusze poprosili o pomoc policję. Gdy ta przyjechała na miejsce, podjęto decyzję o wezwaniu karetki , którą przywieziono 30-latka na oddział psychiatryczny szpitala w Straszęcinie.

Samodzielnie opuścił SOR

Jak podkreśla zastępca Prokuratora Rejonowego w Dębicy Mirosław Michno w rozmowie z portalem RadioZET.pl, formalnie mężczyzna nie został zatrzymany przez policję. – Rola policji skupiła się na samej asyście – mówił. Jak zaznaczył, w owym czasie mężczyzna nie wykazywał żadnych przestępczych zachowań, nie było również formalnego zgłoszenia przestępstwa, więc policja – po tym, jak trafił do Straszęcina – odstąpiła od dalszych czynności.

Zobacz także

- W tym momencie został przekazany do dyspozycji szpitala w Straszęcinie, i szpital dalej prowadził diagnostykę. Następnie, został przetransportowany karetką do szpitala w Dębicy (na Szpitalny Oddział Ratunkowy – red.) . W Dębicy wykonano badania lekarskie i trafił z powrotem do szpitala w Straszęcinie – informował zastępca Prokuratora Rejonowego. Warto zaznaczyć, że mężczyzna  formalnie nie został przyjęty ani na oddział psychiatryczny, ani na SOR.

- W Straszęcinie lekarz potrzebował przeprowadzenia diagnostyki za pomocą tomografu komputerowego. Tomograf znajduje się na oddziale w Dębicy, więc ponownie tam go przewieziono i oczekiwał w kolejce (do badania –red.) – tłumaczył Mirosław Michno.

Zleconego badania jednak nie udało się przeprowadzić. Mężczyzna - z udokumentowaną przeszłością przestępczą, którego przewieziono na SOR po wstępnym ustaleniu u niego zaburzeń psychicznych– nie będąc przez nikogo pilnowanym, samodzielnie oddalił się z poczekalni.

W sobotę rano po prostu wyszedł z budynku.

Dlaczego Tomasza B. nie zatrzymano na oddziale psychiatrycznym?

Jak się okazało, szpital jednak zgłosił jego zniknięcie.

- Doktor dyżurujący około 10.00 w sobotę zgłosił oddalenie się (Tomasza B. – red.) z tego szpitala – mówił Mirosław Michno. Jak podkreślił, wyjścia mężczyzny nie rozpatrywano w kategoriach ucieczki ponieważ wciąż nie był formalnie przyjętym pacjentem.

Dosłownie dzień później, Tomasz B. zamordował starszego mężczyznę,  jeżdżącego rowerem nad rzeką.

Zobacz także

Mirosław Michno zwraca między innymi uwagę na fakt, że gdyby szpital zgłosił konieczność asysty policji w trakcie prowadzonej diagnostyki, służby podjęłyby działania.  Natomiast pierwsze pytanie, które nasuwa się na myśl zaraz po analizie całej chronologii zdarzeń, dotyczy zasadności odesłania mężczyzny ze szpitala psychiatrycznego na SOR w Dębicy. Dlaczego, pomimo niepokojącego zachowania, nie został on zatrzymany w Straszęcinie? Czy można było uniknąć dramatu, które miał miejsce zaledwie dzień później? Dlaczego mężczyzny, który trafił początkowo na oddział w asyście policji, nikt nie pilnował w trakcie oczekiwania na badanie tomografem? Czy wszelkie procedury w przypadku diagnostyki 30-latka zostały przeprowadzone prawidłowo?

Odpowiedzi szuka Prokuratura Rejonowa  w Dębicy, która prowadzi postępowanie w sprawie.  – Na razie zabezpieczamy wszelką dokumentację, ustalamy tożsamość wszystkich osób, które miały z nim styczność i będziemy dalej wyjaśniać okoliczności. Dokumentacja częściowa została zabezpieczona, m.in. również rozmowa  osoby zgłaszającej z oficerem dyżurnym – podkreśla Michno.

Szpital nie komentuje

Tomasz B. poczeka na rozprawę w areszcie w Krakowie. Dębicka Prokuratura Rejonowa wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie aresztu tymczasowego na okres 3 miesięcy, który został przyjęty przez sąd.

Zobacz także

30-latek zarzuty usłyszał już we wtorek, 27 sierpnia. Jak dowiadujemy się z prokuratury, jeden z nich to zarzut zabójstwa. Drugi zaś dotyczy zastosowania przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych. Mężczyzna nie przyznał się do winy, co więcej - odmówił składania wszelkich wyjaśnień.

O bieg wydarzeń, które miały miejsce tydzień temu, oraz powody odesłania Tomasza B. z oddziału psychiatrycznego w Straszęcinie, zapytaliśmy sam szpital. Po zatelefonowaniu do gabinetu ordynatora usłyszeliśmy, że szpital nie jest upoważniony do udzielania jakichkolwiek komentarzy w tej sprawie.

Czy to wina systemu? Zaniedbania w obszarze polskiej psychiatrii są ogromne

Na sprawę można patrzeć dwojako. Analizę sytuacji utrudnia brak komentarza ze strony szpitala psychiatrycznego, jednak warto przyjrzeć się pewnemu aspektowi: psychiatria jest jednym z najbardziej zaniedbanych filarów państwowej służby zdrowia. Oddziały psychiatryczne są skrajnie niedofinansowane, często brakuje na nich odpowiedniego sprzętu. To jednak nie wszystko.

Problemy w obszarze państwowej opieki psychiatrycznej obecne są od wielu lat. Mowa nie tylko o braku działań wdrażających opiekę środowiskową.To przede wszystkim deficyt kadrowy - brak wystarczającej liczby specjalistów, szczególnie psychiatrów dziecięcych. Według obecnych danych, na oddziały psychiatryczne w Polsce przeznacza się 3,4 procent z budżetu służby zdrowia, co jest nieporównywalne ze średnią w Unii Europejskiej, która wynosi 6 procent.

Zobacz także

Eksperci apelują: zaniedbania w filarze psychiatrii nie zwalczy się działaniem doraźnym. Potrzebne jest wprowadzenie długofalowych zmian w systemie.

Dla przykładu: według danych Eurostat z 2018 roku, w Polsce jest średnio 900 psychiatrów na milion mieszkańców. Statystyki te sytuują nasz kraj pod tym względem na przedostatnim miejscu w Europie. Danymi na ten temat dysponuje również Naczelna Izba Lekarska, według której w Polsce jest 3,5 tysiąca psychiatrów. Jak z kolei wynika z danych NFZ, liczba ta wynosi 4 tysiące. To wciąż bardzo mało w porównaniu z krajami zachodniej Europy. Jak podaje w wywiadzie dla portalu rynekzdrowia.pl profesor Piotr Gałecki, konsultant krajowy w zakresie psychiatrii, w Niemczech psychiatrów jest 18,2 tysiąca, a we Francji ich liczba wynosi 15,2 tysięcy (dane z 2018 r.).

Pojawiają się więc kolejne pytania: czy Szpital Psychiatryczny w Straszęcinie dysponuje odpowiednimi środkami, by przyjmować na swoje oddziały kolejnych pacjentów? i dlaczego placówka nie posiada do dyspozycji tomografu? Czy istnieje ustalona procedura, według której szpital postępuje w takich, jak opisany wyżej, przypadkach?

RadioZET.pl/rynekzdrowia.pl