Zamknij

Historycy: Epidemia koronawirusa nie jest czymś wyjątkowym. „Zaledwie epizod”

28.03.2020 19:35
koronawirus historia epidemii
fot. PAP

Pandemia koronawirusa wywróciła porządek świata do góry nogami. Na wszystkich zamieszkałych kontynentach trwa walka z plagą nowego wirusa, przy mniejszych lub większych obostrzeniach rządów. W natłoku tragicznych i smutnych wieści pojawił się nietypowy przekaz historyków. „Epidemia koronawirusa z roku 2020 nie jest zjawiskiem wyjątkowym, ale zaledwie epizodem w długich dziejach zmagań człowieka z niewidzialnymi gołym okiem chorobami – przekonują naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego.

Koronawirus rozprzestrzenił się pod koniec ubiegłego roku w Chinach. Wirus szybko dotarł na inne kontynenty, obecnie najmocniej walczą z nim południowa Europa i Stany Zjednoczone.

Zobacz także

W trakcie wyścigu z czasem (po szczepionkę) i próbie okiełznania patogenu pojawia się zadziwiający przekaz historyków. Zofia Rzeźnicka z Centrum Ceraneum Uniwersytetu Łódzkiego oraz Teresa Wolińska, Paweł Filipczak i Kirił Marinow z Katedry Historii Bizancjum tej uczelni przypominają, że epidemie towarzyszyły ludziom od zarania dziejów.

Już w starożytnej Grecji... 

Jeden z najwcześniejszych, znanych nam opisów epidemii w krajach basenu Morza Śródziemnego, pochodzi z Iliady. Chodzi o „straszliwą zarazę, która przerzedziła szeregi wojsk króla Agamemnona, które oblegały Troję.

Dokładnie opisana jest epidemia z Aten w latach 20. V wieku p.n.e. Zaraza dotarła do Pireusu z Egiptu i Libii. Dotykała nie tylko chorych, ale także ludzi pozbawionych „chorób współistniejących”. Zaczynała się gorączką, następowało przekrwienie oczu i ust, wreszcie katar i silny kaszel. Jak podają historycy, przy tym wszystkim ciało nabierało sinego i czerwonawego koloru, pokrywało się pęcherzami oraz wrzodami.

Identyfikacja „zarazy ateńskiej”, mimo całkiem precyzyjnych danych, przysparza kłopotów. Od kilku lat przeważa jednak hipoteza, że był to tyfus

- mówią naukowcy.

Zdziesiątkowane Bizancjum

Pierwsza średniowieczna pandemia, zwana potocznie dżumą Justyniana, to czas rządów słynnego cesarza Bizancjum (527–565 n.e.). Za jego panowania zdziesiątkowana została populacja imperium.

Przyjmuje się że była to dżuma dymienicza, występująca w postaci klasycznej i płucnej. Objęła zasięgiem Persję i ziemie barbarzyńców, miała przyjść z „albo z Etiopii, albo z Indii”. Pierwszy atak epidemii w Konstantynopolu trwał cztery miesiące. Początkowo śmiertelność nie była szczególnie wysoka, lecz potem gwałtownie wzrosła, by osiągnąć nawet 10 i więcej tysięcy osób dziennie.

Poważnie potraktować trzeba informacje o skutkach społecznych i gospodarczych pandemii: opustoszenie wielu domów, zachwianie tradycyjnego układu społecznego, braki w zaopatrzeniu, zrywanie więzi społecznych. Niektóre miasta i wsie wyludniły się

- mówią naukowcy.

Czarna śmierć koszmarem średniowiecza. Polsce się upiekło

W średniowieczu plagą była pandemia dżumy dymieniczej, tzw. „czarnej śmierci” (1347–51). Dotarła do Europy z Azji Centralnej, wywołała ją bakteria yersinia pestis z jelit pcheł żerujących na różnego rodzajach gryzoniach. Za sprawą mongolskich najeźdźców dotarła na Krym, stamtąd do północnych Włoch, Francji. Łaskawiej potraktowała ziemie Polski.

Czarna śmierć obniżyła światową populację z 450 milionów do zaledwie 350 mln. Ponad połowę ludności straciły Chiny, w Europie straty wyniosły ponad jedną trzecią, a w Afryce jedną ósmą ludności.

"Koronawirus epizodem w historii świata"

Dlatego - jak przekonują historycy z UŁ - epidemia koronawirusa z roku 2020 nie jest dla historyka zjawiskiem wyjątkowym, ale „zaledwie epizodem w długich dziejach zmagań człowieka z niewidzialnymi gołym okiem chorobami".

Choć wydarzenia bieżące nie dobiegły jeszcze końca, nie będzie dużym ryzykiem konkluzja, iż epidemie europejskie, bez względu na epokę, państwo i społeczeństwo, których dotykały, posiadają pewne cechy wspólne: przychodzą z zewnątrz, obnażają niemoc medycyny, zmieniają bieg wydarzeń politycznych, głęboko przekształcają sytuację społeczną i gospodarczą

 - podsumowują historycy.

RadioZET.pl/Opracowanie PAP