Pawłowicz broniła odpowiedzialnych za męczenie zwierząt

Mateusz Albin
30.05.2018 12:00
Hodowla w Halinowie
fot. PAP/Pogotowie dla zwierząt

Obrońcy zwierząt odebrali prawie 30 buldogów z podwarszawskiej hodowli, której właściciele mieli znęcać się nad zwierzętami. W obronie pseudohodowców wystąpiła Krystyna Pawłowicz.

– 28 buldogów francuskich odebraliśmy w gminie Halinów pod Warszawą. Urszula i Paulina G. (matka z córką) trzymały tam chore zwierzęta. Rozmnażano je z wadami genetycznymi. Wraz z lekarzem weterynarii, który zaświadczał, iż psy są zdrowe, oszukiwano klientów. Sprawcy mogą odpowiedzieć przed sądem nie tylko za znęcanie się nad zwierzętami, ale także za oszustwo. Grozi im za to jeszcze większa kara – czytamy w komunikacie Pogotowia Dla Zwierząt.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Psy hodowane w ekskrementach

Psy Urszuli i Pauliny G. miały być trzymane w boksach na dworze, we własnych odchodach. Z tego powodu miało dojść m.in. do zapalenia przestrzeni międzypalcowych. Według opisu aktywistów „z uszu lała im się ropa”. Kontrowersyjne praktyki obie kobiety miały stosować wcześniej w przypadku pinczerów, których suczki rozmnażano po pierwszej cieczce. Rodzić miały się upośledzone szczeniaki.

– Kobiety sprzedaż prowadziły także do Niemiec. Jako Pogotowie dla Zwierząt najpierw dotarliśmy do kilku klientów, którzy zakupili u kobiet zwierzęta. Po zakupie psów wymagały one natychmiastowej pomocy weterynaryjnej, a gdy klientom coś nie odpowiadało, Urszula G. zawoziła ich do swojego lekarza Romana M. Ten udawał zdziwionego i zapewniał, iż wszystko jest w porządku. To była jednak nieprawda, bo psy były chore. Ludzie nie oddawali psów, litowali się nad nimi i leczyli je u lekarzy weterynarii, którym zależało na dobru zwierząt, a nie na interesach pań G. Leczenie psów pochłaniało tysiące złotych. Tymczasem matka z córką dalej prowadziły fabrykę psów i oszukiwały ludzi. Na posesji u Urszuli i Pauliny G. pojawiliśmy się z lekarzem weterynarii i funkcjonariuszami z Komisariatu Policji w Halinowie – opisują aktywiści.

Zagłosuj

Jesteś za surowym karaniem przemocy wobec zwierząt?

Liczba głosów:

Krystyna Pawłowicz pisze do prokuratora

Prokuratura przekazała psy pod opiekę organizacji jako dowody rzeczowe. Urszula G. miała jednak się nie poddawać. I tu pojawiła się Krystyna Pawłowicz, która skierowała do prokuratury list z prośbą o interwencję. Według działaczy organizacji przyniosło to skutki. Ze sprawy wyłączono policję z Halinowa i Prokuraturę w Mińsku. Przejęła ją Prokuratura Okręgowa w Siedlcach.

– Ponownie zaczyna się pisanie skarg, pism itp. Właścicielka psów nie daje za wygraną. Wraz z córką skarżą decyzje o zatrzymaniu zwierząt do sądu. Jednak Sąd Rejonowy w Siedlcach, który zapoznał się z całą dokumentacją (ok. 7 tomów akt), przyznaje rację organizacjom pro zwierzęcym, które brały udział w interwencji: Pogotowiu dla Zwierząt oraz Fundacji SOS Bokserom. Odbiór tych zwierząt był słuszny, miał podstawy prawne i był przeprowadzony w sposób prawidłowy. Psy po odbiorze wymagały natychmiastowego leczenia. Potwierdzają to kolejne wizyty odebranych psów u lekarzy weterynarii. Koszty leczenia 27 psów wyniosły do tej pory ponad 20 tys. zł. Teraz czekamy na zakończenie sprawy w prokuraturze. Urszula i Paulina G., nadal szukają sojuszników, szukając poparcia dla swej fabryki psów. Zwierzęta bardzo boją się właścicielek. Podczas okazania w gabinecie weterynaryjnym odebrane psy, widząc Urszulę i Paulinę G., kuliły się ze strachu. Zamierały w bezruchu, gdy te je głaskały. Mamy nadzieję, iż sąd wymierzy dla nich sprawiedliwą karę – czytamy.