Zamknij

"Wszędzie goniły nas bomby". Świadek wspomina naloty na Wieluń z 1 września 1939

01.09.2021 14:10
Mieszkanka Wielunia wspomina bombardowanie
fot. Muzeum Ziemi Wieluńskiej

"Bardzo się bałam. W koszulach nocnych, boso, uciekałyśmy z Mamą przez okno" - jeden z ostatnich żyjących świadków bombardowania Wielunia wspomina w Radiu ZET wydarzenia 1 września 1939 roku.

Zofia Burchacińska w momencie wybuchu drugiej wojny światowej miała 11 lat. – Tata poszedł do wojska, brat uczył się w tym czasie w gimnazjum w Warszawie. Mieszkałyśmy z mamą same.  1 września przed godziną 5 obudził mnie dziwny odgłos, jakiś taki ryk, nie wiedziałam, co to jest. Mama powiedziała do mnie: "lepiej wstań z łóżka". Zdążyłam wstać, gdy nadleciały samoloty, uderzyła bomba. W budynku wyleciały okna. Wyskoczyłyśmy z mamą na podwórko. Początkowo schowałyśmy się w jednej z piwnic, później w schronie, ale bałyśmy się, ze nas zasypie. Zaczęłyśmy więc uciekać w kierunku pól. Po drodze widziałyśmy już ogień, palący się Wieluń. Na ulicach było mnóstwo gruzu. Nie dawałam rady przejść, mama musiała mnie ciągnąć za rękę. Wszędzie nas goniły bomby.

Zofia Burchacińska w rozmowie z reporterem Radia ZET, Mateuszem Szkudlarkiem wspomina emocje, jakie czuła będąc dzieckiem.

Zofia Burchacińska wspomina bombardowanie Wielunia. "Jeśli nas mają zabić, to we dwie" 

- Jedenastoletnia dziewczynka, gdy trzyma mamę za rękę, wie, że jej się nic nie stanie. Gdy leciały bomby, mama kładła się na mnie. Pytałam: Dlaczego? Odpowiedziała: "Jeśli nas mają zabić, to we dwie". Trudno to wyjaśnić, ale z mamą czułam się bezpiecznie, chociaż bardzo się bałam – powiedziała.

Świadek wydarzeń z 1 września 1939 roku opowiedziała też który obraz z bombardowania utkwił jej w pamięci najbardziej. – Pamiętam ten płonący wieluński rynek, tłum uciekających ludzi, rannych wzywających pomocy. Zofia Burchacińska wspomina drogę ucieczki i wsparcie, jakie dostała z mamą od innych osób. – Uciekaliśmy rowami, a nie drogą, by w razie przelotu samolotu móc się schować. Jeden z mężczyzn powiedział do mojej mamy: Nie może pani iść boso, dam pani buty – otworzył walizkę, w której było pełno butów. Ponieważ mama była w koszuli nocnej wzięła pantofle. W tych pantoflach chodziła później bardzo długo.

Po wojnie nie poznała miasta. "Wszystko było w gruzach"

Burchacińska po raz kolejny zobaczyła Wieluń dopiero po wojnie. – Nie poznałam miasta. Wszystko było w gruzach. Dom, w którym mieszkałyśmy, już nie istniał. Zofia Burchacińska podkreśla, że obchody wybuchu drugiej wojny światowej co roku mają dla niej szczególne znaczenie.

Zofia Burchacińska udziela wywiadu
fot. Muzeum Ziemi Wieluńskiej

- Zawsze pierwszego września jestem na uroczystościach na rynku. W czasie 80 rocznicy spotkałam się z prezydentem Niemiec. Zapytał mnie, czy jestem w stanie wybaczyć Niemcom za to, co zrobili. Odpowiedziałam, że ponieważ jestem katoliczką - powinnam wybaczyć. Ale podkreśliłam: zabraliście mi dzieciństwo, odebraliście mi młodość, straciłam ojca, brat zginął w Powstaniu Warszawskim, więc bardzo ciężko jest mi wybaczyć - odpowiada.  

Atak na Wieluń 1 września 1939 roku trwał do godziny 14. W tym czasie Luftwaffe zrzuciło na miasto w sumie 380 bomb o łącznej wadze 46 ton. Miasto zostało doszczętnie zniszczone. Zginęło co najmniej 1200 osób. Zdaniem historyków Wieluń został zbombardowany, by przetestować sprzęt i zastraszyć ludność cywilną. W momencie ataku w mieście nie stacjonowały żadne jednostki polskiego wojska. Nie było tam też stanowisk obrony przeciwlotniczej.

RadioZET.pl/oprac. BCh