Zamknij

Ile naprawdę zarabiają nauczyciele? "Szlag człowieka trafia, jak słyszy te kłamstwa" [RAPORT]

12.09.2022 13:44

- Ministerstwo edukacji podaje kwoty przeszło o 2,5 tys. zł wyższe. Jak ktoś usłyszy te informacje, to powie: o co nam chodzi? Prawda jest zupełnie inna. Nigdy nie było tyle kłamstwa na temat naszych wynagrodzeń - mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. W podcaście "Szkoła marzeń" wyjaśnia skąd te rozbieżności, z czego składa się nauczycielska pensja i ile naprawdę zarabia szkolna kadra.

Nauczyciel w szkole
fot. TADEUSZ KONIARZ/REPORTER

Od miesięcy, niemal lat nie ustaje dyskusja na temat nauczycielskich wynagrodzeń. Ministerstwo Edukacji i Nauki podaje swoje kwoty, związki zawodowe dementują je i podają inne. Emocje i rozbieżności są coraz większe. O żadnych innych pensjach tyle się nie dyskutuje.

- Te emocje są u samych nauczycieli, bo trudno słuchać o tych niebotycznych pieniądzach, które rzekomo dostajemy. Emocje są też po stronie tych, którzy podejmują decyzje i robią wszystko, żeby zakłamać rzeczywistość. Chyba chcą, żeby do tego zawodu nie przychodzili najlepsi - stwierdza w podcaście edukacyjnym „Szkoła marzeń” Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. Bez najlepszych będzie mniej wyedukowane społeczeństwo, a takie bardziej jest narażone na manipulacje i trudniej mu rozpoznać rzetelne informacje.

Średnie wynagrodzenie, kwota bazowa, dodatki motywacyjne. Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, pokazujemy, z czego dokładnie składa się nauczycielska pensja i ile rzeczywiście wynosi.

Pensje nauczycieli. Ile wynoszą i z czego się składają

Wynagrodzenie nauczycieli składa się z płacy zasadniczej i 16 dodatków. Taki złożony system przyjęto pod koniec lat 90, gdy ministrem edukacji był Mirosław Handke. - To co jest pewne, to płaca zasadnicza – zaznacza jednak Baszczyński. Jednym z głównych i pewnych dodatków jest też dodatek stażowy – dostaje się go jednak dopiero w czwartym roku pracy. Wynosi wtedy 4 proc. wynagrodzenia zasadniczego i rośnie o 1 proc. co roku aż do osiągnięcia 20 proc. - więcej się nie da, to maksymalna kwota.

Dodatek przysługuje też za wychowawstwo. - Ustawa uregulowała te kwestię w wypadku szkół, ale nie uregulowała tej kwestii, jeśli chodzi o przedszkola – przypomina Baszczyński w podcaście „Szkoła marzeń”. W szkołach jest to 300 zł brutto, w przedszkolach zależy od samorządów. Dyrektorzy szkół mają jeszcze określoną przez samorząd pulę środków na dodatki motywacyjne. Też dla wybranych. - Był taki czas, że wynosiły one 10 zł. W Łodzi np. teraz to średnio ok. 200 zł brutto – mówi wiceprezes ZNP.

Nauczyciel może dostać jeszcze takie dodatki jak: za pracę w porze nocnej, nagrodę jubileuszową, nagrodę ministra, nagrodę prezydenta miasta czy burmistrza, odprawę emerytalną, czy odprawę z tytułu zwolnienia. - Dodatek za pracę w porze nocnej dostaje garstka. Nagrodę jubileuszową można dostać maksymalnie trzy razy w ciągu pracy, odprawę emerytalną - raz. Nagroda ministra przyznawana jest raz do roku i tylko wybranym. Znam gminy, w których nagroda burmistrza czy prezydenta została zamrożona w danym roku, bo nie ma pieniędzy – wyjaśnia po kolei Baszczyński. - Nie jest możliwe, że pracownik otrzymywał co miesiąc tyle dodatków – dodaje.

Dlatego, jak ocenia Baszczyński, jeśli ktoś myśli przez pryzmat księgowego i chce podnieść średnie wynagrodzenie w samorządzie, to najlepiej zwolnić jak najwięcej nauczycieli. Rośnie wtedy średnia, bo są wypłacane odprawy. A przecież dostaje ją konkretny nauczyciel. Ministerstwo Edukacji i Nauki często podając informację o zarobkach nauczycieli, również wlicza dodatki,np. odprawy emerytalne, których nauczyciele nie dostają co miesiąc.

- To jest klucz do skończenia tej dyskusji, ping ponga, kto tutaj mówi prawdę - stwierdza w „Szkole marzeń” Baszczyński i dodaje: - Jeśli nie zostanie zmieniony system wynagradzania, to ciągle będziemy słyszeć od ministra, że nauczyciel dyplomowany ma 7 tys. Wczoraj pytałem koleżanki z Częstochowy, ile zarabiasz? Na rękę ma 4120 zł i ma dodatek stażowy i za wychowawstwo, to jest ta prawda o pensjach.

Nauczyciele dodatkowe pieniądze dostają jeszcze za godziny ponadwymiarowe i doraźne zastępstwa, których teraz przy braku kadry nie brakuje. Te kwoty zależą od stopnia awansu zawodowego i samorządów, zazwyczaj to ok. 30,40 zł. - To wszystko się jeszcze kręci przez to, że są te godziny ponadwymiarowe i zastępstwa, które wchodzą za miejsca wakatów. Godzina ponadwymiarowa jest dobrodziejstwem dla budżetu, bo jest tańsza niż zatrudnienie na etat kogoś. Ale to się dzieje kosztem i ucznia i nauczyciela. Ci biegają od szkoły do szkoły, żeby jakoś żyć. Na tym ma to wszystko polegać? – wyjaśnia Baszczyński.

MEiN: 2,5 tys. więcej. Skąd ta różnica?

Wróćmy teraz do pensji zasadniczej. Zależy ona od stopnia awansu zawodowego. Do niedawna były cztery stopnie: nauczyciel stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Teraz stażysta i kontraktowy został zamieniony na początkującego. - Awans zawodowy również powstał za ministra Handkego. Był poprzedzony wieloma konsultacjami, prace trwały wiele miesięcy, a tu między poniedziałkiem a środą wszystko zostało przyjęte. Jedna wielka farsa. Jak można w trakcie jednego posiedzenia Sejmu rozwiązać kwestię awansu zawodowego? - nie ukrywa irytacji Baszczyński.

W podcaście edukacyjnym odnosi się też do ministra edukacji Przemysława Czarnka, który tłumaczył, że ta zmiana przyciągnie młodych ludzi do zawodu. - Wszystkich wrzucono do jednego worka. Ta zmiana oznacza dwa lata nieuporządkowanego stosunku pracy, bo nauczyciel początkujący dostaje zatrudnienie na podstawie umowy na czas określony. Czyli ten młody człowiek będzie pozbawiony nawet możliwości zakupu telefonu komórkowego – mówi w podcaście Baszczyński.

A ile wynosi wynagrodzenie zasadnicze, czyli pensja podstawowa nauczyciela początkującego? 3424 zł brutto. - Na początek i ten początek będzie trwał dwa lata – przypomina Baszczyński. - Minister twierdzi, że 4,3 tys. zł, bo znów liczy średnią. A na stronie MEiN czytam jeszcze, że nauczyciel początkujący w tym roku otrzyma 1224 zł więcej. Szlag człowieka trafia. Osoba spoza branży powie, o co chodzi tym nauczycielom, a prawda jest zupełnie inna. 3424 zł brutto - podkreśla Baszczyński.

Po czterech latach pracy taki nauczyciel może przystąpić do egzaminu państwowego. Musi mieć też co najmniej dobrą ocenę swojej pracy i spełnić 9 podstawowych kryteriów (plus dwa do wyboru z 15). Wszystko po to, żeby stać się nauczycielem mianowanym. - I dostać 173 zł brutto więcej wynagrodzenia zasadniczego – mówi Baszczyński. Czyli dokładnie 3597 zł brutto.

Pensja podstawowa nauczyciela dyplomowanego wynosi 4224 zł. Do tego mianowany i dyplomowany mają dodatki stażowego i np. za wychowawstwo. - Inne dodatki mogą być, ale nie muszą. Wszystko zależy od tego, jaka jest sytuacja w gminie, w szkole – przypomina Baszczyński w podcaście. - Dlatego tak istotna jest płaca gwarantowana, zasadnicza. Bo MEiN mówi o ustawowych 6795,97 zł dla nauczycieli dyplomowanych. To przeszło 2,5 tys. różnicy. Jak ktoś usłyszy tę informację o średnich, to powie o co nam chodzi? Ale nie ustawą i średnią się płaci. Nigdy nie było tyle kłamstwa i nieprawdziwych informacjo o naszych wynagrodzeniach – dodaje

Strajk w szkołach? ZNP chce informować i rozmawiać

Wraz z początkiem roku szkolnego 2022/2023 ZNP ogłosiło pogotowie protestacyjne. M.in. po to, by szeroko mówić, jak naprawdę wyglądają płace w szkołach. Akcję związek podjął po nieudanych rozmowach z MEiN na temat podwyżek dla szkolnej kadry. Sprawdziliśmy więc też, jak one wyglądały w ostatnich latach.

Od września 2019, czyli po strajku w oświacie, nauczyciele dostali 9,6 proc. podwyżki (od wynagrodzenia zasadniczego). Kolejny skok był we wrześniu 2020 – 6 proc. - I cały rok 2021 wynagrodzenia były zamrożone – przypomina Baszczyński.

Od maja 2022 nauczycielska kadra dostała o 4,4 proc. wyższe pensje. - W uzasadnieniu stwierdzono, że chodzi o podniesienie prestiżu zawodu, na tyle go wyceniono. To skandal – mówi wiceprezes ZNP w podcaście. Z kolei od września 2022 rząd przyznał kolejne podwyżki, ale tylko dla wybranej grupy, czyli dla początkujących nauczycieli. - Ten granat, który Sejm wrzucił do rad pedagogicznych wybuchnie. Trzeba albo bardzo nas nie lubić, albo robić wszystko, żeby nas podzielić. Jak można zwiększyć wynagrodzenie tylko 15 proc. nauczycieli, a pozostałym zamrozić? – mówi Baszczyński. Nauczyciele początkujący dostali ok. 20 proc. więcej, czyli 345 zł brutto. - Gdyby nie to, mieliby mniej niż minimalne wynagrodzenie – podkreśla Baszczyński.

Pod koniec sierpnia minister edukacji spotkał się z przedstawicielami związków zawodowych, by rozmawiać o kolejnych podwyżkach. MEiN zadeklarowało wzrost pensji o 9 proc. od stycznia 2023. - Szybko przyszło sprawdzam. W projekcie budżetu na najbliższy rok, który przyjął Sejm, czytam, że kwota bazowa (to podstawa do wyliczenia średniego wynagrodzenia dla nauczycieli poszczególnych stopni awansu) rośnie o 4,2 proc. To oznacza 156 zł podwyżki – wyjaśnia w „Szkole marzeń” Baszczyński.

Dodatkowo zaznaczono tam, że środki socjalne dla nauczycieli zostają zamrożone na poziomie 2019 roku. - Żeby była jasność ani nie przyjęliśmy, ani nie odrzuciliśmy propozycji MEiN na 2023 rok. Chcieliśmy rozmawiać o roku, który jeszcze trwa, o nauczycielach mianowanych i dyplomowanych, którzy mają zamrożone wynagrodzenia – mówi Baszczyński.

Normalność w roku szkolnym 2022/2023

Jego zdaniem największym składnikiem nauczycielskiego wynagrodzenia, jeśli chodzi o udział procentowy, powinna być płaca zasadnicza. Po drugie dodatki nie powinny wchodzić w skład wynagrodzenia, którym posługuje się minister. Do tego trzeba podnieść jakość pracy szkoły i wprowadzić większą przewidywalność i normalność. A wszystko to należałoby spiąć klamrą większe pieniądze na edukację w roku szkolnym 2022/2023. - Nie myślałem, że w moich marzeniach będzie takie pojęcie, że chce normalności, bo ja i inni nauczyciele nie chcemy niczego więcej – mówi na koniec podcastu Baszczyński.

Dlatego w ramach akcji protestacyjnej ZNP chce też rozmawiać o kondycji szkoły, ogromnych brakach kadrowych, przyczynach tych braków, o tym, że szkoła jest nieprzewidywalna przez ciągłe zmiany, jakie fundują rządzący. - Jednym z celów jest rozmowa z rodzicami, opinią publiczną, żeby odkłamać to, co się od wielu lat zakłamuje. Żeby pokazać do czego jest zdolna władza w kreowaniu nieprawdziwych informacji. Bo takiej głupoty, obłudy, nieprawdziwych informacji, które nam zgotowują ci kreatorzy polityki edukacyjnej nie było – podsumowuje Baszczyński.

loader

RadioZET.pl