Zamknij

Jacek Jaworek żyje i ucieka? Taki trop podjęły psy. "W tym miejscu wsiadł i odjechał"

21.09.2021 14:25
poszukiwania Jacka Jaworka
fot. KASIA ZAREMBA/AGENCJA SE/East News/Policja Śląska

Od potrójnego zabójstwa w Borowcach pod Częstochową minęły ponad dwa miesiące. Według ustaleń służb podejrzany o zbrodnię Jacek Jaworek zastrzelił swojego brata, bratową oraz ich nastoletniego syna. Poszukiwany mężczyzna wciąż jest nieuchwytny. Portal Onet dotarł do nieznanych relacji w sprawie tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. Wiele wskazuje na to, że 52-latek uciekł autem.

Jacek Jaworek poszukiwany jest listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania. Wystawiono za nim również czerwoną notę Interpolu. Policjanci wciąż nie wiedzą, co dzieje się z podejrzanym o potrójne zabójstwo. Sprawdzają kolejne tropy, które okazują się fałszywe.

W ostatnich tygodniach pojawiły się głosy, że 52-letni mieszkaniec Częstochowy widziany był na Podkarpaciu. Jak podaje portal korso24.pl, mężczyzna miał być zauważony na motorze w okolicy Jeziora Tarnobrzeskiego. Zgłoszenia dotyczyły też Zagorzyc pod Sędziszowem Małopolskim, Dębicy oraz okolic województwa - Tarnowa. Żadna z hipotez dotycząca miejsca przebywania uciekiniera się nie potwierdziła. - Każdy sygnał jest sprawdzany - mówiła portalowi korso24.pl Anna Klee-Bylica z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.

Jacek Jaworek wciąż poszukiwany. "Poleciały głowy za zawaloną robotę"

Dotychczasowe ustalenia ws. tragedii podsumował portal Onet. Przypomnijmy, do zabójstwa doszło w sobotę 11 lipca w Borowcach koło Częstochowy. W domu jednorodzinnym znaleziono ciała małżeństwa Justyny oraz Janusza, a także ich 17-letniego syna Kuby. Drugi syn pary - 13-letni Gianni przeżył, bo schronił się u rodziny.

O potrójne zabójstwo podejrzewany jest 52-letni Jacek Jaworek, który mieszkał razem z bratem pod jednym dachem. Według Onetu, który dotarł do nieznanych wcześniej relacji, przekazanych przez osoby znające kulisy sprawy, dzień przed tragedią Jaworek miał uczestniczyć w zakrapianym alkoholem spotkaniu przy ognisku w lesie. Do awantury między domownikami miało dojść po jego powrocie. Mężczyzna zaczął strzelać, najpierw w kierunku brata, a potem bratowej i bratanka. Justyna w ostatniej chwili zdążyła jeszcze zadzwonić na numer alarmowy, ale połączenie urwało się po kilku sekundach. Cała rodzina, oprócz 13-letniego Gianniego, który najpierw się ukrył, a potem uciekł do krewnych, zginęła od ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała.

Mężczyzna odszedł pieszo. Wiadomo, że doskonale znał pobliskie tereny, bo z tamtej okolicy pochodził, a według relacji sąsiadów do lasów chodził strzelać. Jak podaje Onet, śledczy brali pod uwagę kilka hipotez dotyczących ucieczki podejrzanego: ucieczkę za granicę, ukrycie się lub samobójstwo. W poszukiwania mężczyzny zaangażowano ogromne siły: w akcji użyto helikopterów, dronów, kamer termowizyjnych, konnej policji i psów tropiących. Niestety, bez efektu. Według relacji jednego z rozmówców Onetu psy zaprowadziły policjantów w miejsce ogniska. Stamtąd pochodził najsilniejszy zapach, który potem urywał się na drodze. – Wszystko wskazuje, że w tym miejscu wsiadł w samochód i odjechał – przekazał portalowi.

poszukiwania Jacka Jaworka
fot. KASIA ZAREMBA/AGENCJA SE/East News

I tu pojawia się problem. Poszukiwania rozpoczęły się dopiero kilka godzin od ujawnienia zbrodni. Policja założyła, że 52-latek ucieka pieszo lub targnął się na swoje życie i nie zablokowano dróg. Według informatora Onetu poszukiwania inaczej by wyglądały, gdyby ogłoszono alarm. - Jaworek nie miałby tyle czasu na ucieczkę – mówił. Mógł złapać stopa, ktoś mógł go podwieźć lub dotarł na dworzec do Koniecpola, gdzie wsiadł do pociągu.

Policja oficjalnie mówi, że trwają czynności operacyjne i sprawdzany jest każdy trop. Według nieoficjalnych doniesień Onetu jednak w komendzie w Koniecpolu "poleciały głowy za zawaloną robotę". Gdzie w takim razie ukrywa się Jaworek? – Wszyscy spoglądają w stronę Niemiec, ale myślę, że rozsądniej jest przyglądać się naszej wschodniej granicy – mówi portalowi jeden z rozmówców.

Według prokuratury motywem zbrodni mógł być konflikt rodzinny wokół podziału ojcowizny. Wiadomo, że 52-letni mieszkaniec Częstochowy nosił przy sobie broń. Kilka dni przed tragedią brat Jaworka Janusz i jego żona Justyna mieli zgłosić się na policję, bo 52-latek miał im grozić. Spekulowano, także, że para doniosła, że Jaworek ma nielegalną broń. Tę informację zdementowała jednak prokuratura. – Było to zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jacka Jaworka na ich szkodę, a miało polegać na kierowaniu wobec nich gróźb karalnych. Chodziło o groźby werbalne. To zawiadomienie jest dość zwięzłe w treści. Nie było mowy o żadnej broni – przekazał Onetowi prokurator Krzysztof Budzik z częstochowskiej prokuratury.

RadioZET.pl/Onet.pl/korso24.pl