Jacek Żalek z kwiatami u protestujących. Przeprasza za słowa o „żywych tarczach”

Redakcja
10.05.2018 15:31
Jacek Żalek z kwiatami u protestujących. Przeprasza za słowa o „żywych tarczach”
fot. PAP

Jacek Żalek przyszedł z kwiatami do protestujących rodziców i opiekunów osób z niepełnosprawnościami. — Chciałem was przeprosić — powiedział, odnosząc się do swoich słów o „żywych tarczach” i wykorzystywaniu dzieci z niepełnosprawnościami przez rodziców. 

Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Białegostoku mówił, że matki niepełnosprawnych używają ich jak „żywe tarcze”. 

– Po tym, jak się zachowują opiekunowie w Sejmie, jestem przekonany, że nie można dać im tej gotówki. Bo jeżeli jako żywe tarcze traktują swoje dzieci, to cóż dopiero dzieje się w domu, a mogą zdarzyć się niestety zwyrodniali rodzice. Dzieci te czasami nie mają głosu. Bo są zamknięte, bo nie chodzą do szkoły – powiedział Jacek Żalek w Tok.fm. 

Na antenie Radia ZET Konrad Piasecki dopytywał polityka o te słowa. Ten jednoznacznie się z nich nie wycofał, dodaj jedynie, że niektórzy rodzice mogą okazać się „zwyrodnialcami”. — Jesteśmy świadkami reality show, w którym dzieci użyto jako zakładników. Czy rządzący są zobowiązani do przyjęcia każdego szantażu, każdego protestującego?! — pytał na antenie. 

Jacek Żalek z kwiatami u protestujących w Sejmie

— Słowo rani. Moje słowa zostały przeinaczone. Nie chodzi mi o moją dumę, tylko o dobro niepełnosprawnych dzieci — mówił dziś w Sejmie Jacek Żalek, który przyszedł do protestujących. Żalek dodał, że wycięto 15 sekund z jego wypowiedzi, a później jeszcze przypisano słowa, których nie powiedział. 

Żalek nazwał swoje wypowiedzi „niefortunnymi” i zapewnił, że nie miał zamiaru nikogo obrażać. 

Protestujący prowadzą rozmowę z Jackiem Żalkiem. Jedna z protestujących matek, Iwona Hartwig, zaznacza, że protest nie jest polityczny, a zawsze wychodzi tak, że pomaga opcja opozycyjna. — To będzie mały kroczek. Pomóżcie najsłabszej grupie — apeluje. Dodała, że postulaty protestujących nie zostały spełnione. Chodzi o 500 zł renty w gotówce, a nie w postaci bonów. — Państwo posiada pieniądze — dodała Hartwig. 

Dyskusja jest burzliwa i emocjonalna. — Niech pan spojrzy w twarz Adrianowi i powie mu, że ma przeżyć za kilkaset złotych miesięcznie — powiedziała jedna z matek.

Żalek zaznaczył, że fundusze się protestującym należą, ale problem w tym, że „pieniędzy nie ma”.

To wywołało oburzenie protestujących. — A na księdza Rydzyka są miliony — było słychać podczas dyskusji. — W 2014 roku Radio Maryja nie odstępowało nas na krok. Teraz się nami nie interesują — dodała Hartwig. Żalkowi nie spodobało się wywoływanie ojca Rydzyka. Prosił o uspokojenie emocji i „rzeczowe argumenty”.

— Chyba trzeba kupić aparaty słuchowe, bo nie słyszycie naszych postulatów — krzyczała jedna z protestujących. — Znów chcecie te chore osoby zamknąć w domu — było słychać podczas spotkania.

Jacek Żalek obiecał, że porozmawia z minister Rafalską i innymi przedstawicielami rządu. 

— Jako katolicy, jak tutaj wszyscy siedzimy, wybaczamy Panu i prosimy: niech Pan zadzwoni do minister Rafalskiej i przedstawi jej naszą sytuację — apelowała Hartwig. 

— Dziękuję i jeszcze raz przepraszam. Państwa sytuacja wymaga nadzwyczajnej pomocy. 

Hartwig odpowiedziała, że protestujący czekają na osoby decyzyjne, które zaczną z nimi rozmawiać. 

— Koleżanka wyszła na ważną sprawę sądową i już nie wróciła. Poprzednie rządy były bardziej empatyczne. Mój syn już 1,5 tygodnia nie może do nas dołączyć. Nie pozwalacie nam wychodzić. Przyszliśmy tu żebrać o 500 zł, mi jako matce jest wstyd — powiedziała inna z protestujących. 

RadioZET.pl/KM