Zamknij

Jak przygotować uczniów na powrót do szkoły? "Nie straszyć szkołą, nie użalać się nad dzieckiem"

19.08.2021 07:48

- Jeśli dziecko nie chce wrócić do systemu sprzed pandemii, to musimy mu tłumaczyć, że są z tego korzyści. W większości nie chce wracać młodzież, która już wcześniej miała problemy w szkole, np. nie dogadywała się z rówieśnikami. Przestrzeń online była dla nich bezpieczna, bo nie musiały walczyć o pozycję w klasie - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl prof. Zofia Dołęga, psycholożka.

Uczniowie w szkole
fot. Dawid Tatarkiewicz/East News

Aleksandra Pucułek: - Ból brzucha, stres, niektórzy rodzice mówią nawet o traumie u dzieci, gdy pojawia się hasło powrót do szkoły. Jest aż tak źle z samopoczuciem uczniów przed wrześniem po miesiącach lekcji zdalnych?

Prof. Zofia Dołęga, psycholożka, specjalistka w zakresie psychologii rozwojowej, edukacyjnej z Uniwersytetu SWPS: - Przede wszystkim wyróżniłabym kilka grup, czyli dzieci idące po raz pierwszy do szkoły, dzieci, które zaczęły naukę w ubiegłym roku i zanim zdążyły zaadaptować się do warunków szkolnych na dobre, to nauka przeniosła się do domów. Odrębnie jeszcze trzeba traktować młodzież, która już ma za sobą kilka lat doświadczeń szkolnych, w tej grupie są dzieci młodsze i starsze.

To zacznijmy od uczniów, którzy chodzili do szkoły przed pandemią.

- Młodsze, z klas 4-6, mają jeszcze niedopracowaną zdolność adaptacji do różnych warunków. W ich wypadku trzeba wzmocnić po prostu obserwację wychowawczą, więcej rozmawiać.

Dzieci starsze, czyli siódma, ósma klasa i szkoły średnie łakną relacji rówieśniczych. Powrót do szkoły będzie więc dla nich nagrodą, codzienny kontakt z kolegami, koleżankami wynagrodzi im to, na co narzekali wcześniej, a z pewnością narzekali, bo szkoła to jednak obowiązek. Trauma jest teraz słowem nadużywanym, tu raczej mówimy o trudnościach adaptacyjnych, które powinny zniknąć, gdy dzieci złapią rytm sprzed pandemii i skorzystają ze swoich dawnych doświadczeń.

Niektórzy rodzice opowiadają, że dzieci nie chcą wrócić, bo zobaczyły korzyści z nauki zdalnej: nie muszą wstawać wcześnie, dojeżdżać do szkoły, nie ukrywają też, że mogły oszukiwać w trakcie lekcji zdalnych. Jak wzbudzić w nich chęć powrotu do szkolnej ławki?

- Jeśli dziecko nie chce wrócić do systemu sprzed pandemii, to musimy mu tłumaczyć, że są z tego korzyści, że to powrót do normalności. W większości nie chce wracać młodzież, która już wcześniej miała problemy w szkole, np. nie dogadywała się z rówieśnikami. Przestrzeń online była dla nich bezpieczna, nie musiały walczyć o pozycję w klasie, bo grupa rówieśnicza, tak jak w życiu, ustawia dzieci w pewnych rolach, jedni są wyżej, inni niżej.
Uczniowie, którzy nie chcą wracać, bo mieli takie problemy, to nie są pojedyncze przypadki, ale też nie jest to większość.

Jak im ułatwić powrót do szkoły?

- Przez rozwój zainteresowań, np. sport. Tylko to sport ma się dopasować do dziecka, a nie dziecko do sportu. To znaczy: uczeń nie biega szybko, ale umie grać w szachy, więc warto go zapisać na takie zajęcia, żeby odnalazł swoje mocne strony, wzmocnił poczucie wartości. Trzeba liczyć się przy tym z dużą pracą obserwacyjną, ale wtedy możemy pokazać, że szkoła daje szansę na znalezienie niszy dla siebie. Takich zajęć nie musi być dużo, bo rodzice nieraz przesadzają z liczbą aktywności i uważają, że syn czy córka musi spróbować wszystkiego. Dziecko wykazuje naturalne preferencje i szybko można się zorientować, jakie ma predyspozycje.

Poza tym rola ucznia przygotowuje do życia, więc bez nacisku, ale powinniśmy powtarzać dziecku, że teraz to jest twoja życiowa rola i ominą cię różne ciekawe rzeczy bez tego.

Jak pomóc drugoklasistom, którzy rok temu w pandemii zaczęli naukę w szkole?

- Pierwszy, drugi rok jest bardzo ważny, bo wtedy powstają umiejętności szkolne jak pisanie, czytanie, liczenie, ale też siedzenie w ławce, zapamiętywanie co było zadane. W to dzieci nie wdrożyły się do końca, startują z dziwnej pozycji, dlatego trzeba im poświęcić więcej uwagi, muszą mieć margines błędów. Nasi pedagodzy są w tym dobrzy, tylko, niestety, mamy duży deficyt nauczycieli wczesnoszkolnej i znowu na barkach rodziców zostaje obserwacja.

U małych dzieci, jeśli wcześniej występował stres związany z rozłąką, teraz mógł on się zwiększyć, nawet do tego stopnia, że mogą odmawiać chodzenia do szkoły. Dotyczy to jednak zaledwie kilku procent maluchów.

Jak przygotować pierwszaki i przedszkolaki do września, zwłaszcza że rodzic nie będzie mógł dowolnie wchodzić do szkoły, nie było dni adaptacyjnych w przedszkolach?

- Trzeba przypominać, że szkoła jest, że idą tam wszystkie dzieci, że jest to coś normalnego. Nie samemu kupować wyprawkę, tylko pójść razem z dzieckiem, żeby sobie wybrało, co mu pasuje, wtedy można też pokazać, jakie przybory będą potrzebne. I przede wszystkim nie straszyć szkołą, typu “zobaczysz, pójdziesz do szkoły to pani...” i nie jojczyć, nie lamentować, co często robią babcie, np. trzeba będzie wcześnie wstawać, nosić ciężki tornister. Nie wolno powiększać lęków, a jeśli one się pojawią, to trzeba o nich rozmawiać, wyjaśniać na bieżąco.

Widzę inny problem, dzieci rozbrykały się cyfrowo. Rodzice pracowali z domu, starsze rodzeństwo siedziało przed komputerem, młodsze obserwowało to i oswoiło się z siecią. Widzę to też po swoich wnukach, trudno odciągnąć ich od komputerów, telefonów. To główne wyzwanie dla rodziców: jak dawkować sieć, jak zachęcić do zabaw ruchowych, spaceru.

Z czym przyjdzie się zmierzyć dzieciom we wrześniu? Bo niepewność wzmaga stres, wpływa na kondycję psychiczną, która i tak nie jest dobra u dzieci i młodzieży.

- Dostęp do lekarzy, psychologów był ograniczony, więc teraz we wrześniu problemy rzeczywiście mogą się nawarstwić. Przez pandemię wiele osób odzwyczaiło się od roli ucznia, że trzeba rano wstać, spakować się, być punktualnie w klasie. Dzieci powinny mieć ułatwienie ze strony środowiska, czyli potrzeba uważności rodziców, otwartości nauczycieli, aby móc do tego wrócić. A na pewno wrócą, bo młode osoby szybko przystosowują się do zmian.

Potrzebne jest też zrozumienie, że uczniowie idą różną prędkością, To jest zadanie specjalistów, czyli nauczycieli. Muszą oni rozpoznać, z kim mają do czynienia po lekcjach zdalnych, jak bardzo rozwarstwiła się klasa, nie zalewając przy tym uczniów kartkówkami i klasówkami. Dzieci mogą wrócić bardzo różne choćby ze względu na to, że miały inne warunki w domach, różne wsparcie od rodziców, nawet różny internet, a co za tym idzie różny dostęp do wiedzy. W grę wchodzi więc wiele czynników nie leżących po stronie dziecka tylko po stronie systemu szkolnego.

loader

RadioZET.pl