Zamknij

Jak żyje się na obrzeżach strefy stanu wyjątkowego? "Uchodźcy do domu się nie dobijają"

07.10.2021 10:55
Straż Graniczna
fot. TOMASZ MATUSZKIEWICZ / SUPER EXP/AGENCJA SE/East News

– Szkoda ich i szkoda nas. Trzeba spokoju, a tutaj tego spokoju jakoś nie widać – mówi o sytuacji uchodźców na granicy z Białorusią mieszkanka wsi Szymki na Podlasiu. Reporter Radia ZET Maciej Bąk pytał, jak wygląda teraz codzienność na obrzeżach stanu wyjątkowego.

Stan wyjątkowy został wprowadzony 2 września na 30 dni, a po ich upływie rządzący przedłużyli go o kolejne 60 dni przy mocnym sprzeciwie opozycji. Mimo podjęcia nadzwyczajnych środków na granicy polsko-białoruskiej nadal trwa kryzys humanitarny. Umarło już co najmniej sześć osób (część z wyziębienia), a rodziny z dziećmi wysyłane są do lasu – taka sytuacja miała miejsce w Michałowie na Podlasiu.

Stan wyjątkowy. Relacje mieszkańców z przygranicznych wiosek

Jak żyje się mieszkańcom wsi na obrzeżach strefy stanu wyjątkowego? Jest dużo patroli straży granicznej, co jakiś czas przejeżdża wojsko i mieszkańcy regularnie spotykają migrantów. W Szymkach, gdzie z mieszkańcami rozmawiał nasz reporter Maciej Bąk, życie mimo tego cały czas płynie raczej powoli.

– Raz tu na ławce posiedzieli o drugiej w nocy. Do domu się nie dobijają, a my się zamykamy o szóstej godzinie już na wieczór – powiedziała jedna z mieszkanek.

– Czasem się idzie do lasu po grzyby i widać, jakieś materace leżą. No widać, że byli uchodźcy – przyznał inny mieszkaniec. 

Szkoda ich i szkoda nas. Trzeba spokoju, a tutaj tego spokoju jakoś nie widać.

mieszkanka wsi Szymki

Straż Graniczna odnotowała 667 prób nielegalnego przekroczenia granicy minionej doby. Tak wynika z oficjalnych rządowych informacji, których jednak nie jesteśmy w stanie zweryfikować z uwagi na stan wyjątkowy.

Zdaniem polskich służb to najwyższy wynik od początku kryzysu migracyjnego. Tymczasem działająca na miejscu aktywistka z fundacji Ocalenie Karolina Zięba powiedziała, że zbyt często rząd lekceważąco mówi o tych ludziach: migranci ekonomiczni.

– Wydaje mi się, że w przypadku uchodźctwa nie należy poszukiwać, z jakiego powodu, czy gdzieś spadła bomba, czy jest wojna. Ktoś musi być naprawdę bardzo zdesperowany, żeby się decydować na taką ucieczkę, bardzo trudną w zagrożeniu życia – uważa Zięba.

Noce na Podlasiu z dnia na dzień są coraz zimniejsze. Aktywiści każdej doby wyjeżdżają po kilka razy na interwencje do koczujących w lesie osób.

Stan wyjątkowy będzie trwać do początku grudnia. Są jednak obawy, że do tego czasu nie uda się powstrzymać sterowanego z Białorusi kryzysu migracyjnego.

RadioZET.pl/Maciej Bąk/oprac. AK

C