Jan Piekło w Radiu ZET o stosunkach z Ukrainą: Międzyludzkie relacje są znakomite, międzyrządowe w stanie próby

Błażej Makarewicz
13.02.2019 09:53
Jan Piekło w Radiu ZET o stosunkach z Ukrainą: Międzyludzkie relacje są znakomite, międzyrządowe w stanie próby
fot. RadioZET

Były ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło ocenia w Gościu Radia ZET kandydaturę Bartosza Cichockiego, który ma objąć po nim placówkę dyplomatyczną. „Pan minister pracuje tu w Warszawie i często kieruje się wektorem polityki wewnętrznej. Często ten wektor decyduje o polityce zagranicznej. Kiedy nie będzie pracował w centrali, a w Kijowie, szybko zrozumie, że pewne korzystne tutaj zachowania tam mogą się okazać chybione” – mówi w rozmowie z Beatą Lubecką.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Jak były ambasador Polski na Ukrainie postrzegał swoją rolę? „Robiłem za strażaka, który miał gasić pożary. Miałem wyjątkowo złe szczęście, że trafiłem na mocne zaostrzenie stosunków. To wynikało z tego, że pewnym zaskoczeniem dla Ukrainy była wygrana PiS i zmiana narracji, skierowanie jej na tory historyczne” – uważa Jan Piekło.

– Moim zadaniem, przynajmniej tak to sobie wyobrażałem, było utrzymanie komunikacji między rządem polskim i ukraińskim, żeby nie było wywrotki. Czegoś takiego, że mamy problem, bo przestajemy ze sobą rozmawiać – twierdzi gość Radia ZET. Podkreśla przy tym, że czasem „sytuację trzeba zaostrzyć, żeby mogła być złagodzona”.

– Jak ocenia pan relacje polsko-ukraińskie? – pytała swojego gościa Beata Lubecka. „Międzyludzkie relacje są znakomite, międzyrządowe w stanie próby. Jeśli uda nam się przełamać regres wynikający przede wszystkim z wyborów, myślę, że może się to udać” – przewiduje Jan Piekło. Jak dodaje: „Są sygnały ze strony Kijowa, że to wszystko byłoby możliwe”. 

Piekło nie ukrywa, że czuje pewien niedosyt. „Chciałem doprowadzić do końca moją kadencję. Teraz okienko możliwości otworzyło się bardzo szeroko po dwóch wizytach Jacka Czaputowicza. Był pierwszym ważnym politykiem Unii Europejskiej, który przyjechał tam w stanie wojennym” – przytacza przykład.

– Były zarzuty, że był pan zbyt niezależny – zauważa Beata Lubecka. „Całe moje życie starałem się być niezależny, zawsze trochę za to obrywałem. Myślę, że to część mojej natury i nie jestem w stanie się zmienić” – odpowiada były ambasador.

Jan Piekło odniósł się też do zarzutów, że nie reagował, kiedy w obwodzie lwowskim radni zdecydowali, że rok 2019 będzie rokiem Stepana Bandery, a ukraiński Parlament ustanowił państwowe obchody 110. rocznicy urodzin nacjonalisty. „Dlaczego pan nie reagował?” – pytała Beata Lubecka.

– No, w jaki sposób ja mogłem reagować? Nie jestem w stanie zmusić Ukraińców do tego, żeby tego nie robili. To tak, jakby wymagać od ambasadora w Niemczech, żeby wpływał na niemiecką politykę zagraniczną. Nie da się fizycznie czegoś takiego zrobić – tłumaczy Piekło. Dodaje, że nie miał instrukcji, aby wystosować notę w tej sprawie.

– Natomiast rozmawiałem z partnerami z korpusu, rozmawiałem również z ambasadorem Izraela, który jest bardzo krytyczny w stosunku do OUN i UPA. Wie pani, to jest pewna różnica, jeżeli ustami ambasadora Izraela powie się bardzo krytyczne słowa na temat UPA i OUN-u, natomiast jeżeli to mówi ambasador Polski, czyli kraju, który sąsiaduje z Ukrainą i na terenie Polski pracuje około prawie 2 mln Ukraińców, no to jest trochę inna sprawa. Izrael może to zrobić bardziej stanowczo, ponieważ nie ma granicy z Ukrainą i nie ma dwóch milionów Ukraińców pracujących u siebie – dodaje gość Radia ZET.

RadioZET.pl/BM