Tak miał zginąć Zbigniew Ziobro. Ujawniono szokujące informacje

04.06.2019 08:38
Zbigniew Ziobro
fot. Grzegorz Banaszak/REPORTER

Poszukiwany listem gończym Jan S., zwany „królem dopalaczy”, zlecił podłożenie bomby pod samochód ministra sprawiedliwości Zbigniewa Zbiory – pisze we wtorek „Super Express”.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

„Jan S. został zatrzymany w listopadzie w Holandii. Trafił nawet do aresztu. Wydawało się, że ekstradycja do Polski jest tylko kwestią czasu. Ale po kilkunastu dniach zawieszono areszt, a rozprawę w jego sprawie odroczono do marca” – pisze „Super Express”. Zdaniem rozmówcy gazety po wyjściu z aresztu S. „miał zlecić zabójstwo ministra”.

Jak czytamy, „to wtedy, przez jeden z komunikatorów internetowych, otrzymał informację o tym, że resort Ziobry zaostrza kary za handel dopalaczami”. „Król dopalaczy zlecił »Chemikowi«, aby podłożył bombę pod samochód ministra sprawiedliwości” – pisze gazeta. „Zaoferował za to 100 000 zł, w tym 10 000 zł zaliczki. Wiedział, że »Chemik« potrafi skonstruować bombę” – powiedział w rozmowie z „SE” jego informator. „Kiedy »Chemik« odmówił, król dopalaczy zaczął mu grozić” – czytamy.

„Prokuratura prowadzi śledztwo także w innych sprawach przeciwko Janowi S. Miał zlecić także zabójstwo prokuratora i trzech policjantów” – podaje „SE”.

Celem nie był tylko Zbigniew Ziobro 

Oprócz pozbycia się ministra, który stanął na przeszkodzie nielegalnym interesom, Jan S. miał planować zemstę także na trzech policjantach, którzy rozbili jego grupę przestępczą – pisze we wtorek „Rzeczpospolita”.

Zobacz także

Jak podaje dziennik, zgodnie z informacjami prokuratury poszukiwany w całej Europie 28-letni S. chciał usunąć ze swojej drogi wszystkich, którzy udaremnili lewy biznes, przynoszący gangowi zyski rzędu miliona złotych miesięcznie. „Rz” przypomina, że kilka dni temu ujawniła szczegóły śledztwa w sprawie „zlecenia na Ziobrę” i jednego z prokuratorów, do których zabójstwa miał nakłaniać S.

Z informacji dziennika wynika ponadto, że S. próbował ustalać adresy policjantów tropiących jego interesy, a wiele wskazuje na to, że służyć miał do tego „patent” z wysyłaniem przesyłek na nazwiska funkcjonariuszy. Odebranie przesyłek miało ustalić, gdzie mieszkają poszczególni policjanci.

Skala rozmachu, z jaką działał gang, w którym Jan S. miał pełnić kluczową funkcję, sięgała poza granice kraju. Dopalacze sprzedawane poprzez sklep S. kupiło w ciągu kilku lat 16 tys. osób.

RadioZET.pl/PAP