Zamknij
Prymitywne zabójstwo, czy zbrodnia doskonała?
Miejsce odnalezienia zwłok Januszka i Moniki
fot: Mateusz Kapera
ZBRODNIA BEZ KARY

Prymitywne zabójstwo, czy zbrodnia doskonała?

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera Redaktor Radia Zet
08.10.2021 12:27
08.10.2021 12:27

9-letni Januszek i 11-letnia Monika zostali uduszeni w lesie na skraju małej wsi na Podlasiu. Prokurator nie znalazł mordercy. Nikt nic nie widział, ani nie słyszał. Oprócz brata, który milczał prawie 30 lat. Uwierzyło mu Archiwum X. Sędzia nawet nie miał okazji.

Jesień, 1989 rok

Ciepłe, bezwietrzne popołudnie. Środek złotej polskiej jesieni. W lesie na skraju wsi Jeńki pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza. Do domu rodziny Faszczewskich jest jakieś 200 metrów. Funkcjonariusze badają teren okalający niewielkie wzniesienie. Ma ono około 40 cm wysokości i nieregularny kształt. Ktoś usypał je ze ściółki leśnej pomieszanej z igliwiem, liśćmi i gałązkami. Ziemia jest wilgotna. Spod niej wystają dwie małe stopy ubrane w granatowe skarpetki. Tuż obok nich ciągnie się naprężony biały sznur, lekko zabrudzony. Przywiązany jest węzłem do drzewka. Kilka centymetrów wyżej od stóp wyłania się dziecięca dłoń. Śledczy w tym momencie muszą przerwać pracę. Zapada zmrok. Wrócą tu jutro. Z kamerą marki Blaupunkt, aby sfilmować miejsce znalezienia zwłok.

Nazajutrz śledczy pod usypaną ściółką leśną ujawniają dwa ciała. Zwłoki ułożone są równolegle do siebie. Funkcjonariusze nie mają już wątpliwości. Odnaleźli ciała poszukiwanych dzieci - 11-letniej Moniki i 9-letniego Januszka Faszczewskich.

Dziewczynka na szyi ma zaciśniętą pętlę ze sznurka przywiązanego do drzewa. Ubrana jest w czerwony sweterek i niebieską plisowaną spódniczkę. Nie ma na sobie majtek. Później śledczy znajdą je zwinięte i odwrócone na drugą stronę w żółtym kaloszu. Tuż obok zwłok. Ręka chłopca spoczywa na policzku siostry. Januszek w dzień śmierci ubrany był w granatową koszulkę z krótkimi rękawami i beżowe kalesonki. Na szyi chłopczyka śledczy dostrzegają bruzdę.

Linka, którą uduszona została 11-letnia Monika
fot. Akta sprawy

Na polnej drodze odchodzącej od lasu funkcjonariusze odnajdują zwój drutu o przekroju 2 milimetrów. Zabezpieczono go około 150 metrów od miejsca zbrodni. W pobliżu śledczy trafiają również na ślady damskiego obuwia. Biegną one przez fragmenty dzikiego i zaoranego pola sąsiadującego z lasem. Trop zaciera się przy drodze w kierunku Łupianki. Pytanie: kto zostawił te ślady? Śledczy będą zadawać sobie jeszcze długo po dokonanej zbrodni.

Dzień wcześniej…

Monika i Januszek mieszkają w Jeńkach, niewielkiej wsi na Podlasiu. Z wioski do Białegostoku jest niewiele ponad 30 kilometrów. To typowa polska wieś, gdzie wszyscy ze wszystkimi się znają.

Cecylia Faszczewska - matka Moniki i Januszka - w Jeńkach mieszka od urodzenia, z małą przerwą. Po ślubie przeprowadziła się do pobliskiej wsi Sokoły, skąd pochodził jej mąż Józef Faszczewski. Ostatecznie osiedlili się w rodzinnym domu Cecylii w Jeńkach. Zamieszkali z jej ojcem Antonim Popławskim.

Monika i Januszek to najmłodsze dzieci Cecylii i Józefa. Niewielki dom na skraju lasu zamieszkuje jeszcze 12-letni Leszek i trzy nastoletnie córki. Najstarsza Anna ma 17 lat, a najmłodsza Katarzyna - 15. Jest jeszcze Agnieszka, która niedawno skończyła 16. Faszczewscy z trudem wiążą koniec z końcem. Rodzinę utrzymuje Józef z pensji pracownika fizycznego. Zatrudniony jest w składnicy księgarskiej w Białymstoku. Zarabia niewiele powyżej średniej krajowej.

Faszczewscy mają sześcioro dzieci: Annę (17 l.), Agnieszkę (16 l.), Katarzynę (15 l.), Leszka (12 l.) oraz Monikę (11 l.) i Januszka (9 l.).

Jest 23 października 1989 roku. Poniedziałek, który dla rodziny Faszczewskich miał wyglądać jak każdy inny dzień. Józef najwcześniej opuszcza dom. Już po 5 rano wyjeżdża do Białegostoku, gdzie pracuje. Zaraz potem do szkół wyruszają dzieci. Monika i Januszek wychodzą z domu po 7 rano. Do szkoły podstawowej w Łupiance mają około kilometr pieszo. Z matką w domu zostaje tylko Leszek, który obawia się klasówki.

Jeszcze przed południem Januszek wraca ze szkoły. Z kolegami przynosi do domu drut. Godzinę po nim zjawia się Monika. Po obiedzie, około godziny 14, rodzeństwo idzie pobawić się na “smugi” - otwarty teren graniczący z lasem. 

- Gdzie idziecie? - krzyczy do dzieci ich matka Cecylia
- Na “smugi”, szukać pieczarek - odpowiada beztrosko Monika

To wtedy po raz ostatni Cecylia widzi swoje dzieci żywe. Nie martwi się, bo “smugi” są częstym miejscem zabaw dla dzieciaków. Biegające po łące rodzeństwo widzi jeszcze sąsiad, Henryk C., którego dom graniczy ze “smugami”. Śledczym zezna, że zaobserwował, jak Monika skakała na skakance, a Januszek robił za nią koziołki.

Mija kilka godzin, a Monika i Janusz wciąż nie wracają do domu. Po powrocie męża z pracy kobieta prosi 12-letniego syna, Leszka, aby zawołał rodzeństwo. Chłopak wraca jednak bez Moniki i Janusza. Mówi matce, że nigdzie ich nie widział. Coraz bardziej zaniepokojona kobieta sama rusza na poszukiwania dzieci. Dochodzi godzina 17. Zaczyna się ściemniać, więc Cecylia wraca do domu. Mówi Józefowi, że dzieci zaginęły. 

Cała rodzina Faszczewskich angażuje się w poszukiwania Moniki i Januszka. Szukają ich na pobliskiej łące i w lesie. Mija kolejna godzina. Dzieci wciąż nie ma. Faszczewscy proszą o pomoc sąsiadów. Zbiera się około 30 mieszkańców wsi. Jest już wieczór, więc potrzebne są latarki. O 20.30 rodzina postanawia powiadomić milicję o zaginięciu najmłodszego rodzeństwa. Mimo szybkiego wsparcia funkcjonariuszy nie udaje się odnaleźć Moniki i Januszka. Akcja poszukiwawcza zostaje przerwana o 2 w nocy. Milicjanci postanawiają wznowić poszukiwania, gdy tylko wzejdzie słońce.

Trzy godziny odpoczynku, podczas którego i tak prawie nikt nie zmruży oka. 

“Tutaj, tutaj!”

5 rano. Poszukiwania wznowione. Józef, nie czekając na milicjantów, już od godziny sam szuka dzieci. W głowach rodziców pojawiają się różne myśli. Nie dopuszczają tych najgorszych. Cecylia wie, że Januszek był psotnym dzieciakiem, że skarżyli się na niego nauczyciele i sąsiedzi. Uczniem był słabym, miał sporo ocen niedostatecznych. Dzień wcześniej matka została wezwana do szkoły, bo syn wraz z kolegą wlał mocz do przyborów plastycznych koleżanek z klasy. Później podczas przesłuchania Cecylia powie śledczym, że Janusz miał charakter “bardzo ruchliwego i beztroskiego chłopca". Monika jest spokojniejsza i grzeczniejsza od brata. Również uczy się słabo. Mimo tego, że jest starsza, to zwykle słucha, co ma do powiedzenia Januszek. Rodzeństwo jest ze sobą bardzo związane.

W lesie trwają poszukiwania. Jest około 12, gdy Józef wraz z milicjantami przemierza las. Nagle trafia na wydarty z ziemi mech. Mężczyzna w pierwszej chwili myśli, że były tutaj dziki. Rozgarnia butem mech i nagle spostrzega kawałek wystającego dziecięcego sandała ze sprzączką. Przerażony wykrzykuje do milicjantów: “tutaj, tutaj!”. Nie wierzy, że pod ziemią leżą jego dzieci. Pamięta, jak żona mówiła mu, że dzieci wyszły z domu w gumowych butach. 

Obcy we wsi

Tego samego dnia Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckim wszczyna śledztwo w sprawie zabójstwa Moniki i Janusza Faszczewskich. Wyniki sekcji zwłok wykazują, że dzieci zostały uduszone. Córka Faszczewskich została powieszona, a synowi zaciśnięto pętlę na szyi. Chłopiec miał lekkie zadrapania i otarcia, które mogły powstać po śmierci, gdy jego ciało zostało przykryte ściółką leśną. Dziewczynka miała rozdartą błonę dziewiczą. Prawdopodobnie została uszkodzona wąskim narzędziem. Niewykluczone, że ktoś chciał ją zgwałcić.

W zeznaniach mieszkańców powtarza się, że Monika miała skakankę z tworzywa sztucznego, a Januszek drut. Funkcjonariusze na posesji Faszczewskich zabezpieczają linkę, która służy do rozwieszania prania. Chcą sprawdzić, czy stanowi całość z kawałkiem tej, która oplatała szyję zamordowanej dziewczynki. Biegli ustalają, że jest to możliwe.

Sąsiedzi zeznają funkcjonariuszom, że w dniu zabójstwa Moniki i Janusza widzieli we wsi parę nieznajomych. Prawie miesiąc po dokonanej zbrodni śledczy publikują w lokalnej gazecie komunikat. Piszą w nim, że trwa intensywne śledztwo w sprawie zabójstwa dzieci w Jeńkach. Publikują portrety pamięciowe kobiety i mężczyzny, którzy w dniu morderstwa Moniki i Januszka byli widziani we wsi. Opisane osoby lub wszystkich tych, którzy ich rozpoznają, proszą o kontakt z milicją lub prokuraturą.

Komunikat w "Gazecie Współczesnej"

12-letni syn Faszczewskich przekazuje śledczym, że w dniu morderstwa rodzeństwa widział dziadka, Antoniego Popławskiego, wychodzącego z lasu. Było to około godziny 15:30, gdy na polecenie matki szukał Moniki i Januszka. Popławski dwa dni po śmierci wnuków nie zeznał, aby w dniu zabójstwa dzieci był w lesie. Niewiele powiedział śledczym, bo zasłaniał się sklerozą. Chciał szybko zakończyć przesłuchanie, bo twierdził, że boli go głowa.

Śledczy ponownie przesłuchują dziadka Moniki i Januszka. Mężczyzna broni się, że nie był w lesie, tylko na pastwisku sąsiada. Za chwilę przypomina sobie, że jednak był tam, ale około 12-tej lub 13-tej godziny, czyli przed tym, jak dzieci wyszły z domu. Mówi też, że będąc drugi raz w lesie, spotkał Leszka szukającego rodzeństwa, ale za chwilę prostuje, że było to jednak na łące przy zagajniku. 

Prokurator zleca zbadanie śladów, które zabezpieczono na jednym z butów przy zwłokach dzieci. Chce wiedzieć, czy zostawiło je małżeństwo Faszczewskich lub dziadek Moniki i Januszka. Okazuje się, że jeden ze śladów na pewno nie pochodzi od rodziców ani dziadka rodzeństwa, drugiego nie udaje się zbadać. Nie ma też pewności, czy materiał biologiczny nie pochodzi od samych dzieci.

Tajemniczy anonim

Mija trzeci miesiąc od podwójnego morderstwa w Jeńkach. Wciąż nie wiadomo, kto zabił Monikę i Januszka. Na wniosek prokuratora śledztwo zostaje przedłużone. Śledczy chcą przeprowadzić pełną rekonstrukcję wydarzeń z 23 października i przesłuchać ponownie całą rodzinę Faszczewskich. 

We wsi pojawiają się plotki. Mówi się, że zabójstwo dzieci mogła zaplanować ich matka. Do Antoniego Popławskiego przychodzi anonim. Nadawca chce, aby dziadek Moniki i Januszka przyznał się do ich zabicia. Mężczyzna podejrzewa, że za listem stoi jego córka Celina. 

Prokurator decyduje się przeprowadzić konfrontację, aby wyjaśnić sprzeczne zeznania Antoniego Popławskiego i jego wnuka Leszka. Chłopiec utrzymuje, że w dniu morderstwa jego rodzeństwa widział dziadka wychodzącego z lasu, z czym Popławski stanowczo się nie zgadza. Śledczy dopytują Leszka, czy jego matka kazała mu tak zeznawać, ale on zapewnia, że nie.

Aby wyjaśnić te rozbieżności, śledczy postanawiają przeprowadzić wizję lokalną. Uczestniczą w niej Cecylia Faszczewska i jej syn Leszek oraz Antoni Popławski. Kobieta wskazuje, że jej ojciec o godzinie 15 wyszedł z domu po drewno do lasu. Pół godziny później poprosiła Leszka o to, aby poszukał Moniki i Januszka. Syn Cecylii pokazuje śledczym, w którym miejscu widział dziadka wychodzącego z lasu. Zgodnie z relacją 12-latka Popławski był 80 metrów od miejsca znalezienia zwłok dzieci.

Później w raporcie z wizji prokurator napisze, że widoczność z miejsca, z którego Leszek zobaczył dziadka, była bardzo słaba. A z samym chłopcem kontakt był utrudniony. 

Prokurator prosi Popławskiego, aby przedstawił swoją wersję wydarzeń. Mężczyzna wskazuje miejsce w zagajniku olszynowym, w którym wyłamał drzewko. Następnie pokazuje śledczym drogę, jaką przebył, niosąc roślinę oraz punkt na łące, w którym spotkał wnuka.

Kto zabił? Nie wiadomo

Dwa miesiące później prokurator Henryk Żochowski umarza śledztwo w sprawie zabójstwa Moniki i Januszka z powodu niewykrycia sprawcy. W uzasadnieniu pisze, że 12-letni Leszek składał odmienne relacje. Raz twierdził, że widział dziadka Antoniego w lesie, a innym razem mówił, że spotkał go na łące, gdy ten szedł od strony zagajnika. Sam Popławski zdecydowanie zaprzeczył, aby był wtedy w lesie. Żadna z przesłuchiwanych osób nie widziała nikogo podejrzanego w okolicy miejsca znalezienia zwłok Moniki i Januszka. Według ustaleń śledczych Janusz i Monika Faszczewscy zginęli między godziną 14 a 15. Funkcjonariuszom nie udało się zidentyfikować dwóch nieznanych osób, które były widziane w Jeńkach w dniu morderstwa dzieci. 

Widok lasu, w którym zamordowano dzieci, z drogi publicznej
fot. Mateusz Kapera

Dwa lata później we wsi znów mówi się o zabójstwie Moniki i Januszka. Do morderstwa dwójki dzieci przyznaje się 18-letni Andrzej Machowski, który podejrzewany jest o zabójstwo Roksany i Sylwii z Gliwic. Mężczyzna zostaje przesłuchany w związku z morderstwem rodzeństwa z Jeniek, ale jego zeznania nie są wiarygodne. Prokurator wyklucza, aby Andrzej Machowski zabił Monikę i Januszka.

Cecylia i Józef Faszczewscy tracą nadzieję, że morderca ich dzieci zostanie złapany. Nie zdają sobie też sprawy z tego, że za niespełna 30 lat na nowo będą przeżywać śmierć Moniki i Januszka.

Słynne Archiwum X

25 lat po zabójstwie Moniki i Janusza Faszczewskich. W Polsce sprawcę morderstwa ściga się maksymalnie 30 lat. Po tym czasie sprawa ulega przedawnieniu. Za pięć lat morderca dzieci z Jeniek będzie mógł odetchnąć z ulgą. 

Jest 24 kwietnia 2015 roku, gdy policjanci pobierają od Stanisława K. materiał genetyczny. Ktoś poinformował śledczych, że spokrewniony z rodziną Faszczewskich mężczyzna może stać za zabójstwem Moniki i Janusza. K. w przeszłości wielokrotnie karany był za nadużycia seksualne na małoletnich. Leczył się też psychiatrycznie. Niedługo po zabójstwie dzieci w Jeńkach zjawił się u Faszczewskich, ale został odprawiony z kwitkiem. W 1999 roku niedaleko Jeniek zgwałcił 6-letnia dziewczynkę.

Śledczy wykluczają z grona podejrzanych Stanisława K.

Prokuratura chce, aby Instytut Genetyki Sądowej w Bydgoszczy zbadał, czy na dowodach rzeczowych ze sprawy zabójstwa dzieci znajdują się ślady biologiczne Stanisława K. Biegli oceniają, że z psychologicznego punktu widzenia mało prawdopodobne jest, aby on zabił rodzeństwo Faszczewskich. Mężczyzna w dniu zabójstwa Moniki i Januszka odbywał karę więzienia z dala od Jeniek.

W lipcu Instytut wydaje opinię, że na materiale dowodowym doszło do znaczących degradacji DNA, co uniemożliwiło biegłym odpowiedzieć na pytania prokuratury. Śledczy nie dają jednak za wygraną i dwa lata później proszą Zakład Medycyny Sądowej w Gdańsku o wydanie opinii w identycznej sprawie. Biegli z Gdańska nie wykluczają, że na zabezpieczonej lince, która oplatała szyję Moniki, jest obecne DNA Józefa Faszczewskiego i Leszka. Nie ma tam na pewno śladów biologicznych Dariusza K. oraz Krzysztofa i Janusza C., których śledczy wzięli na celownik. 

Sekret Leszka i dziadka

Tuż przed 28. rocznicą śmierci Moniki i Janusza funkcjonariuszki z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku odwiedzają Leszka. 40-latek zwierza się policjantkom z tajemnicy, którą skrywa od wielu lat. Mężczyzna zdradza, że dziadek Antoni zabronił mu mówić, że jego rodzeństwo zamordował Jerzy K. i jego syn Dariusz - ówczesny 13-latek. Śledczy badający sprawę w latach 90. ustalili, że K. byli w dniu zabójstwa w pobliżu miejsca znalezienia zwłok dzieci. Naprawiali przyczepę ciągnika przy drodze koło lasu. Według Leszka Popławski powiedział, że Jerzy z synem chcieli zgwałcić Monikę, ale przeszkodził im Janusz. Dziadek miał usłyszeć krzyki dzieci, ale nie zdążył im pomóc. Jerzy K. miał zagrozić mu, że jak ich wyda, to pozabija mu wszystkie wnuki.

Krzyż w pobliżu, którego Dariusz i Jerzy K. naprawiali przyczepę. W tle las, w którym doszło do zbrodni
fot. Mateusz Kapera

Śledczy zlecają opinię psychologiczną dotyczącą Leszka, aby sprawdzić, czy mężczyzna mówi prawdę na temat udziału dziadka oraz Jerzego i Dariusza K. w zabójstwie Moniki i Janusza. Biegły uważa, że mężczyzna nie jest w stanie precyzyjnie relacjonować wydarzenia z przeszłości.

Leszek ma również tendencję do konfabulacji. 

Mimo negatywnej opinii psychologicznej syn Cecylii i Józefa ponownie jest przesłuchiwany w sprawie morderstwa. Mówi, że dzieci zostały zamordowane w sąsiednim olszynowym lasku, a nie w lesie sosnowym, gdzie odnaleziono zwłoki. Tam dopiero później ciała przenieść miał dziadek Antoni. 

Śledczy na nowo postanawiają zbadać sprawę. Analizując akta umorzonej w 90. roku sprawy, typują osoby, które mogą mieć związek z morderstwem. Na liście jest prawie 20 osób. Na podstawie protokołów przesłuchań wnioskują, że największe rozbieżności są w zeznaniach Jerzego, Janusza i Dariusza K. Mężczyźni byli przesłuchiwani kilka razy i zmieniali wersję wydarzeń. Panowie K. nie byli zgodni, czy przy zepsutej przyczepie został tylko Jerzy, czy także jego syn Dariusz. Dla śledczych to kluczowe, bo Leszek zeznał, że rodzeństwo zamordował Jerzy K. z synem Dariuszem - ówczesnym 13-latkiem.

Tuż po zabójstwie dzieci Faszczewskich Darek przyznał się milicjantowi, że wraz z kolegami dokuczał Monice. Opowiadał, że raz nawet zmusili ją, aby ściągnęła majtki. Później będzie stanowczo temu zaprzeczać.

Prokuratura prosi biegłych psychologów o stworzenie portretu psychologicznego sprawcy lub sprawców morderstwa. Specjaliści wskazują, że zabójcą raczej nie jest osoba spoza wsi lub okolicy. Zwłoki dzieci zostały zakopane, co jest charakterystyczne dla morderców, którzy znają teren i mieszkają w pobliżu miejsca zabójstwa. Zyskują tym czas, aby spokojnie wrócić do domu i opracować plan odpowiedzi na pytania śledczych. Na ukrywanie zwłok nie mają czasu przyjezdni, którzy muszą szybko ulotnić się z miejsca zbrodni, aby nie wpaść podczas policyjnej obławy. 

Biegli wnioskują, że sprawca prawdopodobnie zaatakował swoje ofiary, aby rozładować popęd seksualny. Po zabójstwie powinien uzależnić się od alkoholu lub narkotyków, co byłoby jego reakcją na popełnione morderstwo. Typowe byłoby również opuszczenie wsi  lub popełnienie samobójstwa przez sprawcę morderstwa. Eksperci uważają, że istnieje jeszcze możliwość, że zabójca w Jeńkach był przejazdem. W takim wypadku dokonałby kolejnych morderstw w innych rejonach kraju. Eksperci wnioskują, że najprawdopodobniej był jeden sprawca morderstwa. Działający na tle emocjonalno-seksualnym. Nie potrafią jednak określić konkretnego wieku zabójcy.

Pod koniec października śledczy organizują eksperyment społeczny. Chcą, aby wezwani świadkowie zawiązali węzeł na patyku. Liczą na to, że ktoś zawiąże go w identyczny sposób, co morderca dzieci w lesie. Okazuje się, że węzeł sporządzony przez Celiną Faszczewską jest tożsamy z tym, który ujawniono na miejscu zbrodni.

Z lewej węzeł zawiązany przez mordercę. Z prawej węzeł sporządzony przez Celinę Faszczewską podczas eksperymentu
fot. Akta sprawy

W sierpniu 2018 roku prokuratura  prosi o zbadanie Leszka przez biegłego psychologa. Śledczy chcą być pewni, że przełomowe zeznania mężczyzny są wiarygodne, a nie wymyślone lub złożone pod naciskiem innych osób. Biegły stwierdza, że wypowiedzi syna Cecylii i Józefa na temat wydarzeń związanych z zabójstwem rodzeństwa są realistyczne i zgodne z tym, co przeżył i doświadczył.

Funkcjonariusze z podlaskiego Archiwum X chcą ponownie przesłuchać Leszka, ale ten odmawia. Będzie mówił tylko w obecności psychologa, który z nim ostatnio rozmawiał. Po jego przyjeździe opowiada śledczym, że widział, jak dziadek Antoni Popławski i Janusz C. przenosili ciała Moniki i Januszka w dniu morderstwa. Mówi też, że kilka dni po pogrzebie dzieci do dziadka przyjechał Jerzy K., który chciał się upewnić, że Popławski nie powie nikomu, co się stało w lesie.

4 października śledztwo w sprawie zabójstwa Moniki i Januszka przejmuje Prokuratura Okręgowa w Łomży. Kilka dni później prokurator okręgowy Piotr Bukowski przedłuża śledztwo do 23 lutego 2019 roku. Zbierać materiał dowodowy będzie jednak Wydział Dochodzeniowo-Śledczy KWP w Białymstoku.

Mamy mordercę! Czyżby?

23 października 2018 roku, 6 rano. Na rok przed przedawnieniem się sprawy morderstwa Moniki i Januszka policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku wchodzą do domu rodziny K. Jerzy zostaje zakuty w kajdanki i doprowadzony do prokuratury w Łomży pod zarzutem zabójstwa dzieci z Jeniek. To, co nie udało się śledczym na przełomie lat 90., teraz staje się faktem. 

Do prokuratury przewieziony zostaje też Dariusz K. - syn Jerzego. Występuje w roli świadka. Mężczyźni zostają przesłuchani oraz przebadani wariografem. Wieczorem policjanci zawożą jeszcze Dariusza na miejsce odnalezienia zwłok dzieci. Po oględzinach zwalniają go do domu. Okazuje się, że tego dnia przesłuchany zostaje również Janusz K. Następnego dnia rodzina zatrudnia prawnika, który próbuje interweniować w sprawie zatrzymanych mężczyzn. Jego zdaniem czynności wobec panów K. powinny zostać przeprowadzone w trybie wezwania do stawienia się w prokuraturze. Pełnomocnik rodziny K. składa skargę na działania policji.

Śledczy odpierają zarzuty mecenasa, twierdząc, że wobec Dariusza K. nie zastosowano środków przymusu bezpośredniego. Do policyjnego wozu miał wsiąść dobrowolnie. Na badanie wariografem udzielił zgodę. Zdaniem funkcjonariuszy podobnie sytuacja wyglądała w przypadku Janusza K. Dariusz i Janusz zostali wypuszczeni jeszcze tego samego dnia. Jerzy prokuraturę opuścił następnego dnia wieczorem bez postawionych zarzutów. Oprócz panów K. wezwani na przesłuchanie w roli świadka byli również Janusz i Henryk C. Wszyscy zostali przebadani wariografem.

Cztery miesiące po głośnym zatrzymaniu panów K. prokuratura postanawia przedłużyć śledztwo do 23 czerwca 2019 roku. W uzasadnieniu zaznacza, że kluczowymi dowodami, które miały wpływ na wznowienie umorzonego postępowania w sprawie zabójstwa rodzeństwa Faszczewskich były zeznania Leszka. Mężczyzna przekazał śledczym, że jego dziadek wraz z Januszem C. przenosił zwłoki dzieci.

Na podstawie wyników badań poligraficznych i zeznań biegły stwierdza, że Dariusz i Jerzy K. mogli zabić lub pomagać w dokonaniu zabójstwa Moniki i Januszka. Według psychologów śledczych Dariusz mógł także próbować zgwałcić najmłodszą córkę Faszczewskich.

Śledczy zwracają się do pełnomocnika rodziny K. z pytaniem, czy Jerzy i Dariusz zgadzają się na przeprowadzenie badań przez biegłego seksuologa. Mężczyźni odmawiają, więc funkcjonariusze proszą profesora Zbigniewa Lwa-Starowicza, aby sporządził opinię na podstawie samych akt śledztwa. Wnioski z opinii są jednak tylko hipotetyczne.

“Sprawę wykreślić, jako załatwioną w inny sposób”

Dwa lata po medialnym zatrzymaniu Jerzego K. i przesłuchaniu jego syna Dariusza prokuratura decyduje się na zaskakujący krok. 30 października 2020 roku Zastępca Prokuratora Okręgowego w Łomży Rafał Kaczyński postanawia przekazać akta sprawy dotyczące morderstwa Moniki i Januszka Faszczewskich do III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Wysokiem Mazowieckim. Tym samym z rejestru Prokuratury Okręgowej w Łomży sprawę zabójstwa wykreślono. Uznano, że została “załatwiona w inny sposób”.

Prokuratura w uzasadnieniu postanowienia tłumaczy swoją decyzję tym, że morderstwa w 1989 roku dokonał ówczesny 13-latek. Dziś to 46-letni mężczyzna. Zgodnie z przepisami osoba poniżej 15. roku życia nie odpowiada karnie nawet za popełnienie morderstwa. Nieletni może odpowiadać wyłącznie przed sądem rodzinnym.

Dariusz K. to krewny rodziny Faszczewskich.

Śledczy ustalili, że Dariusz K. siłą doprowadził 11-letnią Monikę do obcowania płciowego, po czym ją udusił. W taki sam sposób zabił 9-letniego Janusza. Funkcjonariusze z Archiwum X swoje ustalenia oparli przede wszystkim na zeznaniach Leszka i opiniach biegłych z zakresu psychologii śledczej. Istotne miały być też rozbieżności w zeznaniach rodziny K. Dariusz zachowywał się nerwowo podczas pytań o okoliczności zabójstwa dzieci. Biegli spostrzegli, że mężczyzna odczuwa znaczne napięcie emocjonalne podczas rozmów na temat morderstwa rodzeństwa Faszczewskich.

Miesiąc później sąd rodzinny przekazał sprawę do II Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Łomży. Najsurowszy wymiar kary, jaki sąd opiekuńczy może zastosować, to umieszczenie nieletniego w zakładzie poprawczym. W przypadku Dariusza K. nie było to możliwe, bo mężczyzna dawno skończył 21. rok życia, a tylko do tego wieku można przebywać w poprawczaku. 

Sąd Okręgowy w Łomży zwrócił jednak ponownie sprawę do sądu rodzinnego w Wysokiem Mazowieckim. Sędzia wskazał, że w przypadku morderstwa Moniki i Janusza Faszczewskich nie zachodzą wyjątki od ogólnej zasady postępowań w sprawach, których sprawcą przestępstwa jest nieletni. Postępowanie karne wobec mężczyzny zostało umorzone.

Apelację do wyroku złożył prokurator oraz pełnomocnik Dariusza K., a także mecenas reprezentujący Cecylię i Józefa Faszczewskich. Sąd Apelacyjny w Białymstoku nie uwzględnił zażaleń żadnej ze stron.

Obrońca Dariusza K. - mecenas Michał Wąż - już w pierwszym zażaleniu na postanowienie sądu rodzinnego z grudnia 2020 roku wskazywał, że "opieranie twierdzeń i przekonań na wnioskach z opinii poligraficznych, wykonanych po 30 latach od zdarzenia godzi w fundamentalne zasady opisane w kodeksie postępowania karnego". Zarzucał śledczym, że oskarżyli jego klienta o morderstwo nie posiadając na to żadnych rzeczowych dowodów. Podkreślał, że Prokuratura Okręgowa w Łomży w postanowieniu o przekazaniu sprawy sądowi rodzinnemu sama stwierdziła, że "brak jest kluczowych dowodów rzeczowych, które mogłyby przyczynić się do ustalenia sprawcy zabójstwa rodzeństwa Faszczewskich". 

Rodzina Faszczewskich już od kilku lat nie mieszka w Jeńkach. Dom, który zajmowali został wyburzony. Cecylia i Józef nie chcą wracać pamięcią do 23 października 1989 roku. Wkrótce minie 32. rocznica tragicznej i tajemniczej śmierci 9-letniego Januszka i jego 11-letniej siostry Moniki.

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera

Dziennikarz RadioZET.pl. Podejmuję tematy interwencyjno-śledcze. Wcześniej dziennikarz programu Uwaga! TVN i krakowskich redakcji Polska Press. Były członek Stowarzyszenia MediaTory. Masz temat? Napisz:  mateusz.kapera@radiozet.pl. 

Twitter:  https://twitter.com/MateuszKapera