Jeśli Przystanek Woodstock się nie odbędzie, może zabraknąć krwi

Redakcja
23.06.2017 13:08
Przystanek Woodstock
fot. ons.pl

Zamieszanie wokół Przystanku Woodstock trwa. W swojej opinii w sprawie festiwalu gorzowska policja zarzuciła organizatorom zaniżanie liczby jego uczestników - czyli oszczędzanie na bezpieczeństwie. Tymczasem stacje krwiodawstwa alarmują, że jeśli impreza się nie odbędzie, w Polsce może zabraknąć krwi do przetaczania.

Od wielu lat na Przystanku Woodstock obecne są krwiobusy, w których festiwalowicze oddają krew. Akcja krwiodawstwa cieszy się dużym zainteresowaniem uczestników Przystanku, dlatego co roku podczas imprezy zbierane są ogromne zapasy krwi wszystkich grup.

Zdaniem dyrektorów centrów krwiodawstwa właśnie ta krew, zebrana podczas kilku dni festiwalu w Kostrzynie, jest wielkim zastrzykiem dla całego kraju. Krzysztof Olbromski, dyrektor RCKiK w Poznaniu, w wypowiedzi dla rp.pl przyznaje, że latem sytuacje, kiedy krwi zaczyna brakować, zdarzają się bardzo często. Podczas ubiegłorocznej edycji Przystanku Woodstock, nawet podczas deszczu, zainteresowanie oddaniem krwi nie słabło i zebrano aż tysiąc jednostek. "Bardzo ratuje ona [krew - dop. aut.] sytuację w trudnym dla nas okresie" - mówi Olbromski.

Rzecznik prasowy WOŚP Krzysztof Dobies wyjaśnia, że coroczne zbiórki krwi na Przystanku Woodstock napawają organizatorów dumą. "Z tej akcji krwiodawstwa jesteśmy dumni, bo pokazuje ona niesamowicie obywatelską postawę ludzi, którzy przyjeżdżają na Woodstock" - mówi.

W związku z negatywną opinią policji w sprawie festiwalu pojawiły się obawy, że impreza nie dojdzie do skutku. Nadanie Przystankowi statusu imprezy podwyższonego ryzyka wiąże się z koniecznością zapewnienia lepszej ochrony i nakłada na organizatorów więcej związanych z tym obowiązków. Podobna sytuacja miała już miejsce rok temu, dlatego Krzysztof Dobies przyznaje, że takiej opinii się spodziewali. Wtedy festiwal się odbył, więc najpewniej odbędzie się i tym razem.

W wywiadzie dla Onetu rzecznik prasowy WOŚP odniósł się do słów ministra Błaszczaka, jakoby organizatorzy celowo zaniżali liczbę uczestników Przystanku. Przyznał, że taka sytuacja po prostu nie ma miejsca. "Przystanek Woodstock zajmuje obszar ponad 200 ha, a teren odbywających się w ramach Przystanku imprez masowych to tylko niewielka część tego obszaru. Z tego powodu tych liczb nie da się porównać" - tłumaczy.

RadioZET.pl/rp.pl/Onet/SA