Zamknij

60-latka umierała, karetka nie przyjeżdżała. Wojewoda: "Zachowano procedury"

28.05.2021 07:59
Karetka spóźniła się do chorej. 60-latka zmarła
fot. PAP

Niemal godzinę od zgłoszenia przyjechała do chorej karetka pogotowia. 60-latka, której stan nagle się pogorszył, zmarła. Po kontroli w Centrum Powiadamiania Ratunkowego wojewoda mazowiecki stwierdził, że przy dwóch zgłoszeniach po karetkę zachowano obowiązujące procedury.

Do tragedii doszło 29 marca tego roku na Mazowszu, a więc w szczytowym punkcie tzw. trzeciej fali zakażeń koronawirusem. Późnym wieczorem rodzina kobiety w wieku ok. 60 lat wezwała telefonicznie pogotowie, dzwoniąc do Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Pacjentka źle się czuła. Tego dnia rano była szczepiona przeciw COVID-19.

Karetka jednak nie przyjeżdżała, uciekały cenne minuty. Stan pacjentki się pogarszał, jeden z członków rodziny po raz kolejny zadzwonił na numer ratunkowy. Dopiero po kolejnym telefonie ratownicy przyjechali bez zbędnej zwłoki. Skończyło się godzinną reanimacją pacjentki na miejscu, jednak nieskuteczną. Kobieta zmarła.

Karetka nie przyjeżdżała, 60-letnia pacjentka zmarła. Wojewoda: Dochowano procedur

Następnie już po północy do tej samej osoby przyjechała kolejna karetka. Ratownicy dowiedzieli się od rodziny, że kobieta już nie żyje. Jak podaje PAP, Mazowiecki Urząd Wojewódzki poprosił Centrum Powiadamiania Ratunkowego o wyjaśnienia. Z przeprowadzonej analizy wynika – jak poinformował urząd - że pierwsza rozmowa z operatorem CPR odbyła się o godzinie 21:12:53 i trwała ok. 5 minut.

"W trakcie rozmowy operator zebrał wywiad medyczny od osoby zgłaszającej, następnie na jego podstawie zakwalifikowano zgłoszenie w kodzie pilności 2 (oznacza on niezbędny wyjazd zespołu ratownictwa medycznego do stanu nagłego zagrożenia zdrowotnego, wymagającego podjęcia medycznych czynności ratunkowych - PAP) i poinformowano o przyjęciu zgłoszenia o godz. 21:17:06 oraz rozpoczęto procedurę poszukiwania wolnego Zespołu Ratownictwa Medycznego (ZRM) zgodnie z kodem pilności" - czytamy.

Dlaczego więc karetka nie wyjechała do chorej potrzebującej natychmiastowej pomocy? "W przedziale czasowym, który dotyczy zgłoszenia wszystkie ZRM w Warszawie były niedostępne z uwagi na m.in.: realizowanie innych zgłoszeń lub były w trakcie dekontaminacji".

Oznacza to, że system został przeciążony do tego stopnia, że zabrakło karetki dla pilnie potrzebującej pomocy. "Następnie o godzinie 21:46:34 operator CPR odebrał ponowne zgłoszenie i na podstawie wywiadu medycznego niezwłocznie zakwalifikował je w kodzie pilności 1 (niezbędny natychmiastowy wyjazd zespołu ratownictwa medycznego, o najkrótszym przewidywanym czasie dotarcia na miejsce zdarzenia w związku ze stanem nagłego zagrożenia zdrowotnego, wymagającym natychmiastowego podjęcia medycznych czynności ratunkowych – PAP) o godzinie 21:47:50 i rozpoczął procedurę instruowania rodziny pacjentki w zakresie przeprowadzenia reanimacji do czasu przybycia zespołu ratownictwa medycznego" – wyjaśnił zespół prasowy.

Od tej "kwalifikacji" karetka pojawiła się na miejscu w przeciągu 13 minut. "Zespół ratownictwa medycznego z Piaseczna dojechał do miejsca pobytu pacjentki w 13 minut, następnie podjął czynności ratunkowe". "Czynności wykonywane przez dyspozytora medycznego w ocenie Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego były wykonywane zgodnie z obowiązującymi procedurami" – ocenił urząd wojewódzki.

Trzy godziny na reakcję po pierwszym telefonie. "Bardzo przykra sytuacja"

Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" SPZOZ w Warszawie Karol Bielski podczas ostatniego posiedzenia komisji zdrowia sejmiku mazowieckiego również wyjaśniał okoliczności związane z tym wydarzeniem. Przyznał, że pierwsze ze zgłoszeń, o godz. 21.10 "zostało przekazane do jednego z zespołów po północy". Alarmowo zrealizowano drugie zgłoszenie, tuż przed godz. 22.

"Była bardzo przykra sytuacja, że z tego zawiadomienia pierwszego, początkowego o 21, zlecenie zostało przekazane do ambulansu po północy i zespół przyjechał do miejsca zdarzenia, czyli do miejsca, gdzie ta pacjentka miała być i tam dowiedział się na miejscu, że już dwie godziny wcześniej, wcześniejszy zespół interweniował" - oznajmił Bielski.

Oświadczenie Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego ws. zgłoszenia pacjentki

Do sprawy odniósł się Mazowiecki Urząd Wojewódzki, który po naszej publikacji przesłał oświadczenie. "W związku z artykułem opublikowanym na Państwa stronie 28 maja br., pod tytułem: 60-latka umierała, karetka nie przyjeżdżała. Wojewoda: "Zachowano procedury", w którym Państwo powołują się na informację Polskiej Agencji Prasowej, uprzejmie informujemy, że odpowiedź Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego przesłana do ww. redakcji została błędnie zinterpretowana. Analiza dotyczyła zgłoszenia z 29 marca br. do pacjentki (a nie funkcjonowania CPR)" – czytamy we wstępie. Pełną treść publikujemy poniżej.

Uprzejmie informujemy, że Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie przeanalizował szczegółowo historię zgłoszenia z 29 marca br. do pacjentki, u której zgłaszano duszności. Z przeprowadzonej analizy wynika, że pierwsza rozmowa z operatorem Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR) odbyła się o godzinie 21:12:53 i trwała ok. 5 minut. W trakcie rozmowy operator zebrał wywiad medyczny od osoby zgłaszającej, następnie na jego podstawie zakwalifikowano zgłoszenie w kodzie pilności 2 i poinformowano o przyjęciu zgłoszenia o godz. 21:17:06 oraz rozpoczęto procedurę poszukiwania wolnego Zespołu Ratownictwa Medycznego (ZRM) zgodnie z kodem pilności. Z analizy wynika, że dyspozytor medyczny prawidłowo ocenił kod pilności zgłoszenia. W przedziale czasowym, który dotyczy zgłoszenia wszystkie ZRM w Warszawie były niedostępne z uwagi na m.in.: realizowanie innych zgłoszeń lub były w trakcie dekontaminacji.

Następnie o godzinie 21:46:34 operator CPR odebrał ponowne zgłoszenie i na podstawie wywiadu medycznego niezwłocznie zakwalifikował je w kodzie pilności 1 o godzinie 21:47:50 i rozpoczął procedurę instruowania rodziny pacjentki w zakresie przeprowadzenia reanimacji do czasu przybycia zespołu ratownictwa medycznego. Od momentu przekazania zgłoszenia w kodzie pilności 1, zespół ratownictwa medycznego z Piaseczna dojechał do miejsca pobytu pacjentki w 13 minut, następnie podjął czynności ratunkowe.

Każdy etap procedury tj.: zbieranie wywiadu, dysponowanie ZRM, dojazd do miejsca zdarzenia został wnikliwie zbadany przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Czynności wykonywane przez dyspozytora medycznego, w ocenie Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, były wykonywane zgodnie z obowiązującymi procedurami.

Później dyspozytor medyczny omyłkowo utworzył dodatkowe zlecenie wyjazdu pod adres pacjentki, u której wcześniej stwierdzono brak czynności życiowych, co skutkowało ponownym zadysponowaniem ZRM o godzinie 00:03. Mazowiecki Urząd Wojewódzki nie posiada informacji, czy prokuratura podjęła działania w tej sprawie.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku 

RadioZET.pl/PAP/Mazowiecki UW