Zamknij
Katastrofa ekologiczna na Odrze
fot: ROBERT STACHNIK/REPORTER

Katastrofę na Odrze można było zatrzymać. „Bylibyśmy w zupełnie innym miejscu”

Maciej Walsek
Maciej Walasek Redaktor Radia Zet
18.08.2022 23:01

Na pewno moglibyśmy być w zupełnie innym miejscu, gdyby na samym początku reakcja władz była odpowiednia. Co z tego, że teraz minister Anna Moskwa mówi, że pobierają próbki wody i ryb do badania, jak wędkarze donoszą, że pierwsze próbki ryb wysłali do Instytutu Weterynarii w Puławach na samym początku? Sam instytut odmówił przeprowadzenia badania, tłumacząc się brakiem odpowiednich odczynników. Potem te ryby zutylizowano, czyli, krótko mówiąc, zlikwidowano dowody zbrodni. To jest tak ogromna skala, że aż mi brakuje słów - mówi Jacek Engel z Fundacji Greenmind i Koalicji Ratujmy Rzeki.

Maciej Walasek: We wtorek i środę był pan na Odrze. Czym pan się tam dokładnie zajmował?

Jacek Engel, Fundacja Greenmind, Koalicja Ratujmy Rzeki: Według mojej wiedzy nikt nie prowadzi metodycznych badań strat. W związku z tym Koalicja Ratujmy Rzeki i Fundacja Greenmind opracowała metodykę, jak ocenić straty na Odrze. Jednym z elementów jest liczenie martwych ryb na brzegach. Razem z ekipą jeździliśmy nad Odrę i liczyliśmy je na dziesięciometrowych transektach, żeby można było coś powiedzieć o ilości i samych gatunkach. Dane, które do tej pory są, mówią nam jedynie o liczbie worków, kilogramów i tonach. Nikt nie mówi o całej reszcie, dlatego na tej podstawie próbujemy oszacować wielkość strat.

Jak wygląda sytuacja na Odrze?

Właśnie dziś wróciłem do domu. Na szczęście mieszkam w Słońsku, w ujściu Warty i tam jest wszystko w porządku. Byłem w okolicach Krajnika i Widuchowej (wsie w województwie zachodniopomorskim przyp.red.). Tam już przeszła fala trucizny i wszędzie dookoła na brzegach leży masa martwych ryb. Żołnierze rzeczywiście je zbierają, ale to wszystko odbywa się bez żadnej koordynacji, więc większość tych ryb i tak tam zostaje. One się tam rozkładają, więc unoszący się fetor jest ogromny. Ani radio, ani telewizja nie są w stanie tego oddać. Sam wróciłem z tego wyjazdu i nawet po wyrzuceniu ubrań i wzięciu prysznica, wciąż czuję zapach tych ryb. Mało się o tym mówi, ale bardzo współczuję wszystkim ludziom, którzy mieszkają nad Odrą, bo ten smród będą wąchać jeszcze przez paręnaście dni.

Jakie mogą być przyczyny tej katastrofy na Odrze? Bardziej hydrologiczne, czy raczej spowodowane działalnością człowieka?

Nie wierzę w to, co się ostatnio lansuje przez różne instytucje, czy rząd, że za sytuację na Odrze odpowiadają przyczyny naturalne. Rzeka jest zatruta na kilkuset kilometrach długości i właśnie zaczęły padać ryby pod Szczecinem. Gdyby to było coś naturalnego, wówczas taka przyducha, brak tlenu występowałyby tylko lokalnie. Natomiast zawartość tlenu jest bardzo duża. Przy okazji badaliśmy przewodnictwo, które mówi o m.in. zawartości jonów, czyli zawartości soli w wodzie. Na tamtym odcinku Odry standardowe przewodnictwo wynosi ok. 300 uS/m, a u nas było około 1200. Widać, że w dalszym ciągu ta rzeka jest mocno zasolona.

W ostatnim czasie pojawiało się dużo informacji na temat obecności rtęci w wodzie. Czy to jest możliwe?

Nie jestem w staniedo tego się odnieść. Gdyby faktycznie była to kwestia błędów w tłumaczeniu, to jedynie pokazuje kompletny imposybilizm władzy nawet w tak prostej kwestii. Rozmowy z Niemcami o zatruciu przez nas rzeki granicznej są wrażliwe, więc tłumaczenie musi być perfekcyjne. Ten imposybilizm po raz pierwszy objawił się w marcu, a potem w kwietniu na Kanale Gliwickim, kiedy zignorowano zgłoszenia pierwszych przypadków śnięcia ryb i nie pobrano żadnych próbek wody i martwych ryb do analiz. Władza nie jest nawet w stanie zorganizować profesjonalnej akcji usuwania martwych ryb.

Czy tę katastrofę można było przewidzieć?

Na pewno moglibyśmy być w zupełnie innym miejscu, gdyby na samym początku reakcja władz była odpowiednia. Co z tego, że teraz minister Anna Moskwa mówi, że pobierają próbki wody i ryb do badania, jak wędkarze donoszą, że pierwsze próbki ryb wysłali do Instytutu Weterynarii w Puławach zaraz na samym początku? Sam instytut odmówił przeprowadzenia badania, tłumacząc się brakiem odpowiednich odczynników. Potem te ryby zutylizowano, czyli krótko mówiąc, zlikwidowano dowody zbrodni. Z upływem czasu i brakiem postępów w dochodzeniu do prawdy, już niespecjalnie wierzę, że sprawca zatrucia Odry zostanie wykryty i poniesie konsekwencje tego czynu.

W marcu wędkarze zgłaszali śnięcia ryb na Kanale Gliwickim

Czy śnięcie ryb to jedyne zagrożenie dla ekosystemu, czy zagrażają też inne substancje?

Nie mówimy tylko o rybach. One są spektakularne, bo jeśli wyławia się metrowe szczupaki i wielkie leszcze, to takie obrazki robią wrażenie. Zatruty jest cały ekosystem. Na razie widzieliśmy jedynie ryby, bo one zawsze wypływają jako pierwsze. Mam tu na myśli ryby pęcherzowe. Część ryb, które nie mają pęcherzy osiada na dno, dlatego one wypływają później. Teraz najprawdopodobniej płyną w okolicach Widuchowej. Jest też ogromna śmiertelność małż i ślimaków. Było to widoczne szczególnie we wtorek, jak byliśmy koło Krajnika. Wówczas Odrą płynęła ławica martwych małż. Oznacza to, że zginęły nie tylko ryby, ale organizmy mniejsze, czyli zwierzęta, które żyją na dnie i są ważnym elementem łańcucha pokarmowego dla całego ekosystemu. Są one pokarmem dla ryb, ptaków, więc jeżeli ich nie ma, to odbudowanie ekosystemu będzie długotrwałe.

Jak wygląda monitoring wody w rzekach? Jak są badane?

Beznadziejny monitoring jest jedną z przyczyn tego, że sprawca nie został wykryty od razu. Monitoring wygląda tak, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ) raz na miesiąc standardowo przeprowadza badanie jakości wody w rzekach. Przeprowadzane są także badania w przypadku zgłoszenia konkretnych przypadków, ale też nie zawsze. W marcu wędkarze zgłaszali śnięcia ryb na Kanale Gliwickim. Nie słyszałem, żeby jakiekolwiek próbki wody zostały pobrane. WIOŚ pracuje od poniedziałku do piątku od 7:00 do 15:00, więc jeżeli zrzut następuje w weekend, to oni nie są w stanie zareagować, bo w weekend nikt tam nie pracuje. Tak z grubsza wygląda monitoring wód w rzekach.

A jak powinien on wyglądać?

Świetnym przykładem jest moment, w którym sprawa z Odrą stała się głośna. Przede wszystkim zaczęto mówić na ten temat, kiedy zaczęła rosnąć liczba martwych ryb i zrobiło się ich naprawdę dużo. Wtedy fala trucizny dopłynęła do Wrocławia. Tak naprawdę największy informacyjny szum w mediach zrobił się w momencie, kiedy ta fala dotarła do granicy, czyli do granicy z Niemcami. Oni mają stałe stacje monitoringu, które są zamontowane w rzekach i przez cały czas monitorują najważniejsze parametry. To nie są stacje, wykrywające metale ciężkie, czy inne skomplikowane związki, ale analizują takie parametry, jak pH, czy przewodność lub zawartość tlenu, co zupełnie wystarcza. W mediach społecznościowych krążą wykresy ze stacji z Frankfurtu, na których widać, jak parę parametrów zmieniło się bardzo mocno. Gdybyśmy w Polsce mieli takie stacje, od razu byłoby to widoczne, że z wodą w rzece coś się dzieje. Wtedy WIOŚ pobrałby próbki wody, przeprowadził szczegółowe badania i od razu wiedzielibyśmy, co tam się stało.

Co ile takie stacje mogłyby być rozmieszczone?

Jeżeli rozmieszczono by je co 50 kilometrów, to szansa na wykrycie zrzutu i sprawcy jest prawie 100-procentowa.

Czy montowanie takich stacji na całej długości rzeki nie byłoby zbyt kosztowne?

Wody Polskie zafundowały sobie wypasione samochody za 30 milionów złotych, kupując 300 aut. Za te pieniądze można zakupić 300 porządnych, a 200 bardzo porządnych stacji monitoringu. To nie są ogromne kwoty. Trzeba zbudować system i trzeba chcieć. A jeżeli u nas mamy rozmycie odpowiedzialności, to nie ma chętnego, który by się tym zajął.

fot. NewsLubuski/East News

Kto mógłby się tym zająć?

Za to powinien wziąć się WIOŚ, ale mają inną podległość, inne kompetencje. A Wody Polskie podlegają ministrowi infrastruktury, a konkretnie wiceministrowi Markowi Gróbarczykowi. Teraz zajmuje się tym minister Moskwa, co dla mnie jest chore, bo tak naprawdę za gospodarkę wodną odpowiada minister Gróbarczyk i to on powinien być na pierwszej linii frontu.

Jak zmiana przepisów w zakresie ochrony środowiska może wpłynąć na podobne wydarzenia, które mogą mieć miejsce w przyszłości?

O prewencyjnym znaczeniu przepisów decydują wysokość kary i jak to mówią prawnicy: adekwatność kary do czynu oraz nieuchronność kary. Zacznę od tego drugiego. Jeśli WIOŚ pracuje od poniedziałku do piątku, to wszystkie zrzuty ścieków, które mają miejsce w weekendy są kompletnie bezkarne i należy o tym mówić. Powszechną praktyką w Polsce na komunalnych oczyszczalniach ścieków, jest regularne zrzucanie nieoczyszczonych ścieków do wód w weekendy. Dzięki temu redukują swoje koszty. Rzeczywiście gdybym miał firmę i chciał zaoszczędzić na wywózce nieczystości, to też bym zrzucał ścieki w piątek wieczorem, bo miałbym pewność, że do poniedziałku rano nikt się tym nie zajmie. Drugą sprawą są obecne kwoty kar. To jest kabaret. Nie stanowią one żadnego problemu dla sprawców przestępstw.

Czyli jakby kary były mocno zaostrzone, tak jak stało się to z karami dla kierowców, to mielibyśmy dużo mniej takich rzeczy?

Gdyby podnieść kary dla kierowców do kwot, jakie obowiązują np. w Finlandii, to byłoby idealnie. Wtedy proporcjonalne kary dla sprawców przestępstw przeciwko środowisku były równie wysokie, to oczywiście miałoby  pewne cechy prewencyjne. Pod warunkiem, że mielibyśmy do czynienia z nieuchronnością kary. A przede wszystkim tego elementu brakuje. Sprawca jest spokojny, że nikt go nie złapie, a dopiero potem się martwi, jak go złapią. Jednak ta kara okazuje się być na tyle śmieszna, że jest spłacana bez żadnego problemu.

Jaka wyobraża pan sobie następne kroki w sprawie oczyszczania Odry, tak aby zapobiegać takim sytuacjom w przyszłości?

Jeśli chodzi o monitoring, to pierwszym krokiem jest wyposażenie wszystkich głównych rzek w Polsce, czyli Wisły, Odry i ich głównych dopływów w odpowiednią sieć stacji monitoringu, która na bieżąco będzie śledzić pewne parametry wody. Po drugie przeprowadziłbym kompletną reorganizację państwa w dziedzinie środowiska. Potrzebujemy agencji ochrony środowiska na wzór angielskiej, szkockiej, czyli połączenia Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska z regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska razem z wyłączeniem z Wód Polskich odpowiedzialności za ochronę i zarządzanie zasobami wodnymi. Niech ministerstwo infrastruktury ma swoją część dotyczącą żeglugi, energetyki, czyli tę gospodarczą, ale cała reszta gospodarowania wodą powinna być z tego wyłączona i włączona z powrotem do ministerstwa środowiska, czyli do nowej agencji. Jeślli agencja byłaby wyposażona w uprawnienia policji środowiskowej i funkcjonowałaby 7 dni w tygodniu 24 godziny na dobę, to zapewniłoby dobrą ochronę rzek w Polsce.

Jeśli chodzi o Odrę, to z przerażeniem słucham deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego, który mówi "teraz będziemy zarybiać Odrę". To jest kompletnie nieodpowiedzialne i oczekuję, że rząd powoła zespół ekspertów, ale nie rządowych, ale najlepszych hydrobiologów, ichtiologów, specjalistów od morfologii rzek w Polsce. Wówczas taki zespół mógłby określić zasady, kroki i sposób przywracania naturalnych warunków na Odrze bez PR-owych akcji, które mogą tylko zaszkodzić. Oprócz tego zaproponowałbym wycofanie się ze wszystkich inwestycji hydrotechnicznych, czyli głównie żeglugowych na Odrze, Wiśle i innych polskich rzekach.

Jacek Engel - członek Koalicji Ratujmy Rzeki, prezes fundacji Greenmind. Były członek Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko i Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Autor, współautor, redaktor ekspertyz i publikacji dotyczących gospodarki wodnej, ochrony przyrody i ocen oddziaływania na środowisko.

Maciej Walsek
Maciej Walasek

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Sportem pasjonuje się od dziecka. Od lat śledzący wydarzenia ze świata piłki nożnej, siatkówki, Formuły 1 i skoków narciarskich. Gdy tylko ma okazję, dzieli się sportowymi wydarzeniami z każdym, kogo napotka na swojej drodze. Uparcie wierzy w sukces polskich piłkarzy na mundialu i tytuł mistrza świata F1 dla Roberta Kubicy. Kiedy okazało się, że na karierę sportowca jest już za późno, postanowił, że zamiast medali, będzie dostarczał kibicom samych dobrych wiadomości o sukcesach polskich zawodników na Sport.radiozet.pl. Prywatnie miłośnik aktywnego spędzania wolnego czasu, podróży i dobrej muzyki.

Twitter: @maciej_walasek. E-mail: maciej.walasek@radiozet.pl.

C