36 lat po tragedii w kopalni Wujek: Tu Solidarność przeszła najwyższą próbę

Redakcja
16.12.2017 18:39
36 lat po tragedii w kopalni Wujek: Tu Solidarność przeszła najwyższą próbę
fot. PAP

Modlitwą i Apelem Pamięci przed Krzyżem-Pomnikiem przy katowickiej kopalni Wujek upamiętniono w sobotę dziewięciu górników, którzy zginęli od milicyjnych kul podczas pacyfikacji strajkującej kopalni na początku stanu wojennego.

Tu Solidarność przeszła najwyższą próbę – mówiono podczas uroczystości z udziałem m.in. wicepremier Beaty Szydło i innych przedstawicieli rządu, związkowców, parlamentarzystów oraz rodzin zamordowanych górników. Uczestnicy obchodów wskazywali na potrzebę kultywowania pamięci o ofierze górników z Wujka.

W sobotę minęła 36. rocznica tragicznych wydarzeń w kopalni, zakończonych śmiercią dziewięciu górników. W swoim liście do uczestników obchodów prezydent Andrzej Duda przypomniał, że kopalnia Wujek była wśród 40 spacyfikowanych wówczas w Polsce zakładów, z czego znaczną część stanowiły kopalnie i zakłady na Śląsku.

''To tu opór przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego był największy” – napisał prezydent, wskazując, iż ofiara życia górników przez lata inspirowała innych do walki o Polskę. „Do walki zwycięskiej, do walki, która zwróciła nam wolność, która przywróciła Polsce suwerenność, która przywróciła godność Polakom” – napisał Andrzej Duda w liście, odczytanym podczas obchodów przez ministra w jego kancelarii, Andrzeja Derę.

Zobacz także

Prezydent ocenił, że „stan wojenny był jawnym złamaniem umowy zawartej przez władze z Polakami. Był zdradą i aktem agresji przeciwko własnemu społeczeństwu. W kopalni Wujek atak ten przybrał najbrutalniejszą formę i przyniósł najtragiczniejsze żniwo” – czytamy w liście głowy państwa.

Duda ocenił, że komunistyczna władza chciała zastraszyć i podzielić Polaków. „Wiemy dziś, że to niemożliwe, że duch wolności jest tym, co określa naszą narodową tożsamość, że idea Solidarności, łączące nas poczucie wspólnoty, są silniejsze niż jakiekolwiek formy represji i terroru” – wskazał prezydent.

Ostatnia szychta w życiu

Protest kopalni Wujek rozpoczął się na wieść o aresztowaniu szefa zakładowej Solidarności Jana Ludwiczaka. 14 grudnia 1981 r. pierwsza zmiana rozpoczęła strajk, żądając zwolnienia z więzienia Ludwiczaka i innych działaczy "S" z całego kraju, respektowania Porozumienia Jastrzębskiego oraz niewyciągania konsekwencji wobec protestujących. Do strajku przyłączali się górnicy z kolejnych zmian, którzy sformułowali dalsze postulaty - zniesienia stanu wojennego i przywrócenia działalności Solidarności.

16 grudnia kopalnię otoczyły siły milicji i wojska z czołgami i wozami pancernymi. Negocjacje strajkujących z władzami nie przyniosły rezultatu. Przed godziną 11. czołgi sforsowały kopalniany mur, a uzbrojone oddziały ZOMO wkroczyły na teren zakładu. Do akcji wprowadzony został pluton specjalny ZOMO, padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, jeden umarł kilka godzin po operacji, dwóch kolejnych na początku stycznia 1982 r.

Dla Józefa Czekalskiego, Krzysztofa Gizy, Ryszarda Gzika, Bogusława Kopczaka, Zenona Zająca, Zbigniewa Wilka, Andrzej Pełki, Jan Stawisińskiego i Joachima Gnidy była to ostatnia szychta w życiu. 22 górników zostało postrzelonych. Dopiero po upadku PRL, po wielu latach procesów, na kilkuletnie kary więzienia skazano kilkunastu b. członków plutonu specjalnego ZOMO, którzy strzelali do górników w Wujku, a dzień wcześniej w kopalni Manifest Lipcowy, gdzie ranili czterech górników.

RadioZET.pl/PAP/DG