Nic szokującego. Tak większość moich rozmówców zareagowała na zilustrowanie materiału “Wiadomości” TVP o migrantach fragmentem z planu filmowego. Wideo, które miało być dowodem na wzrost przestępczości z powodu dużej liczby migrantów, okazało się nagraniem z planu serialu “Snabba cash” w mieście Sundbyberg niedaleko Sztokholmu. Zamiast przyznać się do pomyłki z 30 października, redakcja sztandarowego serwisu informacyjnego TVP uznała, że nie ma sobie nic do zarzucenia. “W materiale o fali przestępczości w Szwecji wykorzystano inscenizowane ujęcie. Autor materiału nie stwierdził, że przedstawia prawdziwe wydarzenie, ale że w podobny sposób wygląda sytuacja w wielu szwedzkich i europejskich miastach oraz państwach. To stwierdzenie jest prawdziwe” - oświadczył zespół “Wiadomości”.
Kiedy politycy przejmują media
Popularne w magazynie
- Nie jestem zaskoczony ostatnim incydentem w "Wiadomościach". Od 6 lat uważnie śledzę tę audycję i z każdym wydaniem widzę, że przekraczana jest kolejna granica propagandy i manipulacji - mówi Grzegorz Sajór, były wydawca “Wiadomości”, a obecnie związany z Radiem 357. Od 2015 r., kiedy PiS zdobyło samodzielną większość w parlamencie i przejęło kontrolę nad mediami publicznymi, “Wiadomości” wielokrotnie oskarżano o stronniczość i sofistykę. “Wiadomości w naszym nowym dzienniku będą dobre lub złe, oby tych ostatnich jak najmniej, ale zawsze prawdziwe” - tymi słowami Wojciech Reszczyński rozpoczął 18 listopada 1989 r. historię “Wiadomości”, które grubą kreską chciały odciąć się od peerelowskiego “Dziennika Telewizyjnego”. Serwis informacyjny nie zdołał jednak obronić się przed zakusami kolejnych ekip rządzących.
- Każda ekipa, która przejmowała władzę, od razu chciała przejąć kontrolę nad mediami publicznymi. Posiadanie takiej tuby propagandowej to dla polityków rzecz bezcenna - wskazuje Maciej Myśliwiec, medioznawca z agencji Social Sky. “Wiadomości” oskarżano o stronniczość za rządów lewicy i prawicy, a gwałtowne zmiany kadrowe nie były rzadkością. Na przykład w 2003 r. z redakcji programu odeszła Katarzyna Kolenda-Zalewska, kiedy została odsunięta od relacjonowania przebiegu komisji śledczej ds. afery Rywina (w tym czasie Telewizją Polską rządzili ludzie związani z SLD). Do momentu "dobrej zmiany" rządowa propaganda TVP nie była aż tak widoczna. Rok 2015 r. okazał się punktem zwrotnym. - Dowodem jest choćby ilość czasu antenowego poświęconego partii rządzącej względem opozycji oraz dobór ekspertów do komentarzy. TVP ma niestety swój cel polityczny do zrealizowania - dodaje Myśliwiec.
Od 6 lat uważnie śledzę tę audycję i z każdym wydaniem widzę, że przekraczana jest kolejna granica propagandy i manipulacji
Rok 2016 - ocenzurowanie słów prezydenta USA Baracka Obamy w sprawie sporu o sędziów Trybunału Konstytucyjnego. 2019 - sugerowanie, że politycy opozycji swoimi słowami przyczynili się do śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. 2020 - faworyzowanie Andrzeja Dudy w prezydenckiej kampanii wyborczej. Było i śmiesznie, kiedy w ubiegłym roku w materiale o ubiorze pierwszej damy “Wiadomości” opublikowały wypowiedź Christiana Paula. Został przedstawiony jako “amerykański projektant mody”. Nawet w wyszukiwarce Google nie można było znaleźć żadnej informacji na jego temat. Żaden inny program informacyjny w Polsce nie ma tylu satyrycznych profili w mediach społecznościowych, a po każdym wydaniu w sieci pojawiają się nowe memy parodiujące “Wiadomości”.
Komentarze kontra rzeczywistość
Stronniczość i powielanie rządowej agendy zarzucają programowi nie tylko opozycja i krytycy TVP. W 2019 r. krakowscy eksperci w raporcie napisanym na zlecenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, podkreślali, że treści w “Wiadomościach” są propagandowe, brak w nich pluralizmu, a komentarze nie są oddzielone od informacji. W tym samym roku Rada Języka Polskiego stwierdziła, że trzy czwarte pasków zapowiadających materiały w “Wiadomościach” miały wpływać na odbiorcę, kreować rzeczywistość oraz były nacechowane emocjami. “Opozycja chce islamizacji Polski?”, “Lewacki faszyzm niszczy Polskę”, “Polski sukces drażni Niemców” - to tylko trzy z setek przykładów pasków, które zamiast informować, oceniają wydarzenia.
- Kiedy wydawałem "Wiadomości", ani razu nie spotkałem się z naciskami dotyczącymi materiałów politycznych. Również żaden polityk nie wpływał na to, co jest emitowane o 19:30. Przytrafiały nam się błędy, ale na pewno nie uprawialiśmy propagandy - podkreśla Grzegorz Sajór. Główne wydanie “Wiadomości” TVP ogląda średnio po 2-3 mln widzów. Jak wynika z sondażu IBRiS z 2019 r., aż 80 proc. z nich to wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Jednocześnie zaufanie do informacji podawanych w TVP ma tylko jedna czwarta Polaków (według tegorocznego badania CBOS). Dla porównania - dziewięć lat temu aż połowa respondentów uznawała informacje z TVP za wiarygodne.
Kiedy wydawałem "Wiadomości", ani razu nie spotkałem się z naciskami dotyczącymi materiałów politycznych. Również żaden polityk nie wpływał na to, co jest emitowane o 19:30
- Czy obecne "Wiadomości" choć raz pokazały treść maili ze skrzynki Michała Dworczyka? Nic o tym nie wiem. Pewnie nie, bo kompromitują obóz władzy. Natomiast gdy w 2014 r. za rządów PO wybuchła afera podsłuchowa, dzień w dzień szeroko o tym informowaliśmy. Publikowaliśmy te nagrania. Nikt nie stosował cenzury - mówi Kamil Dziubka, który przez 11 lat pracował w redakcji “Wiadomości” i obecnie jest dziennikarzem portalu Onet. O tym, że media publiczne w rękach jednej partii zamieniają się w tubę propagandową, widać również na Węgrzech. Híradó, czyli miejscowy odpowiednik “Wiadomości”, jest często wykorzystywany przez rządzący Fidesz i premiera Viktora Orbana do własnych politycznych celów. Dowodem były nagrania z kolegiów węgierskiej telewizji, na których instruowano dziennikarzy, jak tworzyć negatywne materiały o migrantach i społeczności LGBT+.
- "Wiadomości" często przekazują te same informacje, co konkurencja, ale obudowuje je jednostronnymi komentarzami. Od 6 lat wypowiadają się praktycznie te same osoby, jak Adrian Stankowski, Miłosz Manasterski czy Tomasz Sakiewicz oraz bracia Karnowscy - tłumaczy Grzegorz Sajór. Wymienione przez niego nazwiska to prawicowi publicyści, którzy w materiałach “Wiadomości” komentują tematy polityczne czy gospodarcze. Zawsze zgodnie z rządową agendą. Materiały, obudowane komentarzami, nie tylko filtrują dobór informacji (z ang. gatekeeping), ale także je ramują (ang. framing). Oznacza to, że widzowie od razu dostają ocenę i interpretację danego wydarzenia. W przypadku “Wiadomości” TVP sprowadza się to do podkreślania sukcesu rządu oraz szkodliwości opozycji i ich sojuszników.
- Mediów publicznych już nie ma, a "Wiadomości" powinny ponownie nazywać się "Dziennikiem Telewizyjnym". Myślą, że jak czegoś nie pokazują, to nie istnieje, a przecież nie żyjemy w dobie jednego źródła informacji - mówi Beata Tadla, która w latach 2012-16 prowadziła “Wiadomości”. Podkreśla, że kiedy pracowała w "Wiadomościach", nie dzwonił do niej żaden polityk, aby wpływać na program. - Poza jednym - Zbigniewem Ziobrą, który chciał, żebym potraktowała łagodnie w rozmowie po "Wiadomościach" kandydata Solidarnej Polski w wyborach. Efekt oczywiście był odwrotny od zamierzonego - wspomina. - Nikt sobie nie wyobrażał, żeby nie relacjonować afer i sporów wewnętrznych w Platformie albo programów publicystycznych bez reprezentacji każdej strony. Kiedy prezydent Bronisław Komorowski popełniał gafy, publikowaliśmy je. Dziś coś takiego z Andrzejem Dudą byłoby nie do pomyślenia.
Opowieści z “mchu i paproci”
- Przez 11 lat, które spędziłem w tym programie, nigdy nie miałem poczucia, że ktoś próbuje łamać mi kręgosłup. A warto przypomnieć, że za czasów rządów Platformy redaktorem naczelnym "Wiadomości" był na przykład Jacek Karnowski. Wówczas pewne bezpieczniki działały, a teraz nie ma żadnych hamulców - dodaje Kamil Dziubka. - Oczywiście w TVP zawsze było pewne napięcie polityczne, jednak moimi szefami zawsze byli dziennikarze, a nie funkcjonariusze partyjni. Uprawialiśmy dziennikarstwo.
Mediów publicznych już nie ma, a "Wiadomości" powinny ponownie nazywać się "Dziennikiem Telewizyjnym". Myślą, że jak czegoś nie pokazują, to nie istnieje
Główne wydania “Wiadomości” prowadzi obecnie Danuta Holecka (szefowa redakcji programu, związana z TVP od 28 lat), Michał Adamczyk (były dziennikarz TVN, chętnie uderza w opozycję również na Twitterze) oraz Edyta Lewandowska (w TVP od 1997 r., nazywana przez znajomych po fachu “telewizyjnym zwierzęciem”). Wśród członków redakcji znajdują się osoby m.in. z doświadczeniem w pracy w Telewizji Republika (prawicowa stacja powiązana z “Gazetą Polską”) i Telewizji Trwam (część medialnego imperium ojca Tadeusza Rydzyka). Zarobki zespołu programu pozostają tajemnicą. TVP nie podaje również dokładnych kosztów działalności “Wiadomości”. Wiadomo za to, że na produkcję kanału informacyjnego TVP Info (gdzie również nadawane są “Wiadomości”) w ubiegłym roku wydano co najmniej 170 mln zł.
- Od momentu wejścia dobrej zmiany "Wiadomości" przestały być podpisywane nazwiskami wydawców. Może to dlatego, że z tego co słyszałem wydawcą "Wiadomości" jest Jarosław Olechowski, który jest szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Czyli jest de facto szefem i podwładnym w jednej osobie. Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia - mówi Grzegorz Sajór. To o tyle istotne, że to wydawca każdego wydania bierze oficjalnie odpowiedzialność za jego treść.
Zdaniem prof. Tadeusza Kowalskiego, medioznawcy z Uniwersytetu Warszawskiego, część widzów włącza telewizor o godz. 19:30 w poszukiwaniu informacji niemal rytualne i robi to z przyzwyczajenia. - Wątpię, czy większość widzów traktuje "'Wiadomości" jako ważne źródło informacji i wiedzy. W takim kształcie ta audycja będzie trwała tak długo, jak rządzi obecna władza. W przypadku zmiany układu rządzącego obecna formuła jest nie do utrzymania - wyjaśnia. - Zastanawiam się, co może kolejnego pojawić się w "Wiadomościach", aby weszły na poziom bajek skierowanych dla dorosłych oraz opowieści z "mchu i paproci".
PS Zapytałem biuro prasowe TVP o komentarz ws. “Wiadomości”. Do momentu publikacji tekstu, nie otrzymałem odpowiedzi. Z kolei Jarosław Olechowski, szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, nie odbierał telefonów i nie odpowiedział na SMS-a.