Zamknij

Pirat drogowy z Sopotu nie musi się leczyć w zakładzie zamkniętym

Redakcja
23.05.2017 16:21
Pirat drogowy z Sopotu nie musi się leczyć w zakładzie zamkniętym
fot. East News

Michał L., który w 2014 rozpędzony taranował ludzi na głównym deptaku w Sopocie, nie będzie nawet przebywał w zakładzie psychiatrycznym, zdecydował prawomocnie sąd. Mężczyzna nie będzie musiał się leczyć w zakładzie zamkniętym.

Zażalenie prokuratury z 6. kwietnia na decyzję sądu o zwolnieniu Michała L. zostało oddalone przez Sąd Okręgowy w Gdańsku i mężczyzna nie będzie musiał brać udziału w terapii w zakładzie zamkniętym. Orzeczenie jest prawomocne.

Posiedzenie za zamkniętymi drzwiami

Posiedzenie sądu odbywało się za zamkniętymi drzwiami. Niejawne było również orzeczenie i uzasadnienie. O utrzymaniu w mocy postanowienia sądu I instancji - za zgodą sądu - poinformował dziennikarzy obrońca sprawcy wypadku, Jacek Potulski. – Proces leczenia Michała L. jest na tyle zaawansowany, że jego przebywanie na wolności nie stanowi żadnego zagrożenia. Trzymanie go w zamkniętym zakładzie nie jest zasadne. Stosowane wobec niego środki w zupełności wystarczają na zapewnienia bezpieczeństwa zarówno jemu, jak i innym osobom – mówił Potulski w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Adwokat bronił swojego klienta w rozmowie z dziennikarzami. – Mój klient stara się odnaleźć w rzeczywistości, choć to nie jest proste. Nie da się ukryć, że dotknęła go zwłaszcza w internecie przerażająca fala hejtu. Radzi sobie, na razie ma wielkie wsparcie rodziny – komentował.

Kierowca taranował przechodniów

19 lipca 2014 r. późnym wieczorem na główny deptak w Sopocie wjechała rozpędzona honda, za której kierownicą siedział Michał L., syn pracownicy jednego z sądów. W wyniku rajdu Michała L. ranne zostały 23 osoby. Sprawdza został zatrzymany przez przechodniów i przekazany policji. Nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Jak podaje PAP, prokuratura postawiła L. zarzut umyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi do 10 lat więzienia. Biegli psychiatrzy, którzy zbadali mężczyznę, orzekli, że w chwili wypadku kierowca miał "zupełnie wyłączoną poczytalność".

RadioZET.pl/PAP/strz