Klęska na brukselskich polach

13.03.2017 10:14
Klęska na brukselskich polach
fot. Radio ZET

Mamy do wyboru dwie interpretacje tego, co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu w Brukseli. Albo na podstawie miałkich i mizernych przesłanek obóz rządzący doszedł do wniosku, że uda mu się coś realnie podczas szczytu ugrać – czyli przynajmniej odsunąć decyzję o wyborze szefa Rady Europejskiej w czasie. Albo też, świadom, że prowadzi batalię skazaną na porażkę uznał, że taka bitwa mu się do czegoś przyda.

Załóżmy, że prawdziwy jest pierwszy wariant. Że było tak, iż na bazie półsłówek, ćwierćdeklaracji czy kwarków obietnic rządzący uznali, że coś rzeczywiście uda im się osiągnąć. Że założyli, iż Orban, co to konie obiecywał z nami kraść, zdobędzie się przed tą kradzieżą na zagłosowanie przeciw. Że Brytyjczycy, co to już nic do stracenia specjalnie nie mają, przynajmniej wstrzymają się od głosu. Że ośmieleni takim stanem sprawy Czesi, Słowacy, a może i np. Rumuni do nich dołączą. I że nagle okaże się, iż udaje się odsunąć decyzję o wyborze szefa Rady w czasie, a czas gra na korzyść rządzących i prowadzi do zablokowania kandydatury Tuska, (dlaczego chciano ją blokować pisałem przed tygodniem). No to jeśli byłoby właśnie tak, a skończyło się zupełnie inaczej - polska szarża napotkała na powszechną obojętność, niezrozumienie, a nawet wrogość – to by oznaczało, że polska dyplomacja to zgraja amatorów, którzy nie potrafią ani zaplanować poważnej rozgrywki, ani jej przeprowadzić. I co gorsza nie potrafią zrozumieć, że gładkie słowa to nie twarde fakty i że Europa ma dziś znacznie poważniejsze problemy niż miesiące korowodów, poszukiwań i budowania kompromisów wokół wyboru stanowiska szefa Rady. Że woli skupiać się na Brexicie, tworzeniu Unii wielu prędkości, kryzysie uchodźczym, problemach strefy euro niż nie na polskich fochach i rozgrywkach z polityczno-osobistymi wstrętami w tle. To by tez oznaczało, że szef dyplomacji, który snuje sny o potędze i bierze na siebie taką rozgrywkę, po czym ją tak koncertowo przegrywa, nie powinien czekać aż ktoś wręczy mu dymisję tylko czym prędzej ją napisać, przeprosić i udać się na zasłużony odpoczynek.

Ale załóżmy, że było inaczej. Że nikt nie był naiwny i dziecinnie łatwowierny. Że dając rozkaz do rozpoczęcia bitwy Jarosław Kaczyński doskonale zdawał sobie sprawę, że ją przegra. I że z góry zaplanował  cały przekaz o „niemieckim kandydacie” i polskim sukcesie wspartym kwiatami na lotnisku. To by oznaczało, że cała ta rozgrywka była do czegoś potrzebna. Do czego? Obawiałbym się wówczas, że do poważnej rozgrywki z Unią Europejską. Nie do „Polexitu” – bo wydaje mi się, że w partii rządzącej nikt nie snuje takich planów, ale do ostrej walki o to na ile Komisja, Parlament i inne unijne ciała są w stanie realnie wpływać na bieg polskich spraw i budować tamy, dla zbyt ochoczych i daleko idących poczynań rządzących w sferze sądownictwa, praw obywatelskich czy wolności słowa. Wówczas Unia, opisywana jako konglomerat małych, słabych, biednych państw uginających się pod niemieckim dyktatem, Unia niezwracająca uwagi, na polski głos, Unia wrogo do nas nastawiona, Unia współrządzona przez „kandydata Niemiec” byłaby znacznie wygodniejszym chłopcem do bicia (się z nim) niż Unia, w którą Polacy wciąż wierzą, patrzą z sympatią i widzą w niej swoją mniej czy bardziej, ale jednak, świetlaną przyszłość.

Którykolwiek z tych wariantów nie byłby prawdziwy – uważam, że PiS wszedł na bardzo dla siebie niebezpieczne pole bitwy. Euroentuzjazm Polaków, choć już bardziej realistyczny niż przed 15-u laty jest wciąż potężny. Z Unią każdy z nas ma bardzo realne, namacalne związki i interesy. Rolnicy – dopłaty, kierowcy – fundusze na drogi, turyści – swobodę poruszania się, emigranci – swobodę osiedlania, studenci – Erasmusa i tak dalej i tak dalej. Jeśli opozycji uda się sprowadzić bój partyjny do sfery „oni chcą z Unii wyjść, my będziemy bronić Polski w Unii”, to wszystkie 500+ mogą okazać się za słabe, by powstrzymać odpływ wyborców od formacji rządzącej. To bardzo ryzykowna dla rządzących gra. Bardzo ryzykowna.

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem programu Gość Radia ZET. Słuchaj i oglądaj na radiozet.pl od poniedziałku do piątku o godzinie 8.02.