Kaczyński nie lubi Agaty Dudy. O konflikcie prezesa PiS z prezydentem i jego rodziną

Redakcja
03.10.2017 12:02
Kaczyński Duda
fot. East News

"Kto zesłał Polsce Andrzeja Dudę - Bóg czy prezes? A jeśli prezes, to czy pomazańcowi wolno iść własną drogą" - to retoryczne pytanie wybrzmiewa w najnowszym numerze "Newsweeka". Konflikt Jarosława Kaczyńskiego z wywodzącym się z jego partii prezydentem jest bowiem faktem. I - jak możemy przeczytać w tygodniku - zahacza już nie tylko o pryncypia polityczne, ale i o sferę rodzinną.

Choć obydwaj panowie nadal utrzymują oficjalne stosunki, a w ostatnim miesiącu doszło między nimi do dwóch - szeroko komentowanych w mediach - spotkań, to niechęć jest wyczuwalna. Zwłaszcza za kulisami politycznych rozgrywek, o czym już od dłuższego czasu rozpisują się gazety i portale, zarówno uległe wobec władzy, jak i jej przeciwne.

Niewygodna niezależność Dudy

Szefowi Prawa i Sprawiedliwości coraz trudniej ukrywać swoje niezadowolenie z tego, na jak daleko idącą niesubordynację pozwala sobie prezydent, który w ostatnich kilku miesiącach nie tylko zawetował dwie z trzech procedowanych (a raczej przepychanych siłą przez parlament) ustaw wchodzących w skład tzw. reformy sądownictwa.

Duda zaproponował także swoje autorskie (choć konsultowane z kilkoma ekspertami, m.in. prof. Michałem Królikowskim) propozycje w zakresie zmian dot. wybierania składu i funkcjonowania Sądu Najwyższego oraz KRS. Jego koncepcje różnią się nie tylko od tego, co forsował PiS, lecz także od postulatów Jarosława Kaczyńskiego, zgłoszonych podczas wspomnianych wyżej pertraktacji w Belwederze.

A to przecież Kaczyński - wedle swojej, ale też dużej części posłów, opinii - jest pomysłodawcą kandydatury i architektem sukcesu wyborczego Andrzeja Dudy. Uważa, że prawnik z Krakowa wiele mu zawdzięcza. Tak wiele, że winien ową wdzięczność okazywać nieustannie - zabiegać o rozmowy z prezesem, wyraźniej artykułować konfrontacyjną rządową retorykę, a przede wszystkim pod żadnym pozorem nie utrudniać i nie spowalniać procesu wprowadzania istotnych zmian w różnych sferach życia publicznego.

Impertynencka zaczepka

W "Newsweeku" ukazał się artykuł obrazujący wielopiętrowe napięcie między Nowogrodzką a obozem prezydenckim. Inspiracją jest tutaj mocny tekst Michała Karnowskiego, opublikowany w ostatnim wydaniu "Sieci Prawdy". Jednak każdy, kto zna język prezesa PiS, wie, że to tak naprawdę jego punkt widzenia, spisany i sformułowany przez redaktora przychylnej mu gazety.

Najciekawszym wątkiem podjętym w tej analizie jest stosunek Kaczyńskiego do rodziny prezydenta. Przykładem jest tutaj obustronna awersją między prezesem a pierwszą damą. Agata Kornhauser-Duda, w przeciwieństwie do swojego męża, naprawdę nie czuje respektu przed jego dawnym pryncypałem, co zresztą otwarcie zakomunikowała mu jeszcze podczas kampanii wyborczej.

"Panie Prezesie, ja się pana nie boję", wypowiedziane przed dwoma laty, miało do żywego dotknąć Kaczyńskiego. We wspomnianym artykule w "Sieciach Prawdy", red. Karnowski nazywa te słowa "impertynencką, niepotrzebną zaczepką". Trudno, żeby prezydent kontrolował każde zdanie wypowiadane przez swoją żonę, niemniej Kaczyński, jak donosi "Newsweek", do dziś pielęgnuje niechęć do pierwszej damy, chowa urazę za te słowa, w dodatku obwinia o zaistniałą sytuację samego Dudę.

"N" sugeruje również (choć tego typu spekulacje pojawiają się już od dłuższego czasu), że Agata Kornhauser-Duda źle czuje się w roli prezydenckiej małżonki. Ponoć nie chciała, aby Andrzej Duda kandydował w wyborach i ma nadzieję, że zrezygnuje z ubiegania się o reelekcję.

Bóg czy prezes?

Innym członkiem familii Dudów, który irytuje prezesa, jest Jan Duda. Ojciec prezydenta bryluje w prawicowych i katolickich mediach, co samo w sobie nie powinno być dla rządzącego obozu przeszkodą. Jego wypowiedzi wprawiają jednak szefa partii rządzącej w zdumienie, a nawet we wściekłość.

Duda senior lubuje się bowiem w akcentowaniu wątków mesjanistycznych w prezydenturze swojego syna - uważa, że to Bóg zesłał go Polsce i że "nasz syn miał obowiązek przyjąć to wskazanie Opatrzności".

Z kolei Kaczyński, o czym wspomnieliśmy już wcześniej, twierdzi, że to on "stworzył" Dudę juniora jako głowę państwa i denerwuje go fakt, iż jego rola w całym tym przedsięwzięciu jest pomijana. Zarówno on, jak i tzw. zakon PC (wywodzący się z Porozumienia Centrum), a więc grupa najbardziej zaufanych współpracowników przywódcy z Nowogrodzkiej, uważają, że takimi wypowiedziami prof. Jan Duda podburza syna i buduje w nim niepotrzebne poczucie autonomii i wyjątkowości.

Jak widać więc, nawet najbliżsi prezydenta narażeni są na gniew Jarosława Kaczyńskiego, który nie przewidział chyba, że uległy mu i wykonujący dotychczas bez wahania wszystkie jego polecenia (i podpisujący większość ustaw) Andrzej Duda uderzy pięścią w stół i zapragnie większej podmiotowości. Pytanie tylko, czy to uderzenie będzie wystarczająco silne i skuteczne?

RadioZET.pl/Newsweek/MP