43-latka zmarła w szpitalu w Koninie. Lekarze wynosili jej dokumentację medyczną

Redakcja
01.04.2019 09:26
43-latka zmarła w szpitalu w Koninie. Lekarze wynosili jej dokumentację medyczną
fot. Shutterstock

Mąż zmarłej w dziwnych okolicznościach 43-latki na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej szpitala w Koninie miał kłopoty z uzyskaniem dokumentacji medycznej żony. Jak ustaliła reporterka Radia ZET Danka Woźnicka, lekarze, którzy mają w tej sprawie prokuratorskie zarzuty, wynosili jej dokumentację ze szpitala. Podobnie jak dokumentację innych pacjentów m.in. amerykańskiego żołnierza, który leczył się w Koninie. 

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Prokuratorskie śledztwo trwa prawie 4 lata. 10 lekarzy i pracowników szpitala ma w tej sprawie prokuratorskie zarzuty narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Jak ustaliło Radio ZET, po ponad trzech latach śledztwa prokuratura zamówiła kolejną opinię zespołu biegłych. Będzie ona gotowa dopiero pod koniec grudnia tego roku. Jak tłumaczy Michał Smętkowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, prokuratura zadała biegłym 50 szczegółowych pytań dotyczących procesu leczenia kobiety, podawania leków i opieki na oddziale intensywnej terapii – chce ustalić, czy doszło do zaniechań i błędów medycznych.

Osobno toczy się postępowanie dotyczące złamania przepisów o ochronie danych osobowych – dwie lekarki kserowały i wyniosły ze szpitala dokumentację medyczną zmarłej i kilku innych pacjentów, żeby udowodnić prokuraturze, że proces leczenia był podobny. Postępowanie w sprawie naruszenia danych osobowych prowadzi Inspektor Danych Osobowych szpitala w Koninie. Postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Wojewódzki Szpital Zespolony im. dr. Romana Ostrzyckiego nie chce sprawy komentować i odsyła do prokuratury. Prokuratura też wciąż wyjaśnia sprawę i na razie nikomu nie postawiła zarzutów.

Zobacz także

Mąż zmarłej już na dwa dni przed jej śmiercią, w październiku 2015 roku zgłosił sprawę do prokuratury, bo miał zastrzeżenia dotyczące procesu leczenia i opieki na chorą. Potem, już po jej śmierci, miał kłopot z dostępem do jej dokumentacji medycznej. Zaginęły m.in. zapisy monitoringu funkcji życiowych z Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej, nie otrzymał też zapisu EKG.

Agnieszka Wróbel we wrześniu 2015 roku trafiła do szpitala z nieżytem żołądka. Po kilku dniach została wypisana ze szpitala, jednak w złym stanie ponownie do niego trafiła. Była w śpiączce farmakologicznej i pod respiratorem, jednak po kilku dniach doszła do siebie, została wybudzona, czuła się dobrze i był z nią pełen kontakt. W nocy doszło do wyrwania cewnika, 43-latka miał krwotok, serce przestało pracować. Jej mąż uważa, że została na OIOM-ie zostawiona bez opieki i dlatego doszło do jej śmierci.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Powstał poradnik JAK PRZEŻYĆ SOR