Zamknij

Konrad Piasecki o sytuacji Andrzeja Dudy: Wiosna w Pałacu

08.05.2017 09:41
Konrad Piasecki
fot. Radio ZET

Referendum konstytucyjne, przetasowania personalne, zmiana na stanowisku rzecznika prasowego, przepychanki z szefem MON, kilka ostrzejszych wypowiedzi pod adresem PiS-u i jego pomysłów, to symptomy ożywienia w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda za wszelką cenę chce zmienić wizerunek polityka, który jedyne co potrafi, to dobrze przemawiać i potakiwać partii rządzącej. Marzy o przełamaniu obrazu „Adriana” siedzącego w przedpokoju i niemogącego doczekać się audiencji u prezesa - pisze Konrad Piasecki w felietonie z cyklu „Fabryka władzy”.

Dwadzieścia pierwszych miesięcy prezydentury były dalekie od tego jak wyobrażał ją sobie główny lokator pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Miało być spokojnie, ponadpartyjnie, błogo i miło. Jest gorączkowo, mono-politycznie, nerwowo i bez wielkich sukcesów. Obrazem słabości tego, dokąd zawędrował Andrzej Duda są i dalekie od ideału notowania, i sondaże dowodzące, że ewentualna walka z Donaldem Tuskiem dostarczyłaby mu dziś przegranej, i przekonanie, że relacje na linii prezydent-prezes nie wyglądają tak, jak wyglądać powinny relacje głowy państwa z szefem partii politycznej. Znawcy prezydenckiej duszy mówią, że nie czuje się on specjalnie szczęśliwy i spełniony w swej roli, a kabaretowe „Ucho prezesa” wieńczy jego poczucie frustracji i boleści.

Lekarstwem na te słabości ma być wiosenna ofensywa polityczna. Kampania ma wyrwać prezydenta z marazmu i otoczki politycznej cherlawości i anemiczności. Ma dowieść, że Andrzej Duda odradza się i wraca do formy z kampanii wyborczej, a przede wszystkim – przestaje iść z partią-matka tak bardzo ręka w rękę, jak czynił to dotąd. Pierwszymi jej przebłyskami miały być różnego rodzaju zaczepki wobec dawnych towarzyszy partyjnych – listy do szefa MON, deklaracje niepodpisywania wstecznej dwukadencyjności samorządowców, uszczypliwości prezydenckiego rzecznika pod adresem rzeczniczki PiS, a przede wszystkim inicjatywa referendalna. Jej pomysł wygląda na zrodzony tak bardzo ad hoc, a jego ogłoszeniu towarzyszył tak duży chaos i niewiedza, że trudno nie nabrać pewności, że idea jest raczej nieprzemyślana niż starannie zaprojektowana. Za 3-majowym wystąpieniem prezydenta nie poszedł jakikolwiek plan dalszych działań, co gorsza – nie sposób nie odnieść wrażenia, że sam prezydent nie za bardzo właściwie wie, co miałoby owo referendum rozstrzygać. Czy miałoby zdecydować tylko o modelu władzy (swoja drogą – mam spore obawy na ile obywatele mają wyrobione zdanie w kwestii tego, czy ustrój ma być prezydencki czy kanclerski) czy może by jeszcze zapytać o coś innego. A jeśli tak to, o co? O euro? O wpisanie do konstytucji przynależności do Unii Europejskiej? O rolę Trybunału Konstytucyjnego? Nie wiadomo też, na ile prezydent chciałby podsuwać tu jakieś rozwiązania, a na ile poprzestać na ogłoszeniu pytań i oczekiwaniu, że obywatele sami wpadną na to, co jest dla nich dobre. Szczerze mówiąc – obserwując pierwsze dni po ogłoszeniu pomysłu, nie postawiłbym dolarów przeciw orzechom na to, że do referendum w ogóle dojdzie i czy nie zakończy żywota, jako inicjatywa tyleż głośna, co chwilowa.      

W tle medialno-partyjnej przepychanki referendalnej doszło też, do, wciąż nieco tajemniczej, dymisji prezydenckiego rzecznika. Zdaje się, że Marek Magierowski był jednym z ostatnich, którzy dowiedzieli się, że prezydent znalazł sobie innego rzecznika, a dotychczasowego zamierza nieco zdegradować, albo przesunąć na boczny plan. A dowiedziawszy się o tych planach zareagował spontanicznie i dynamicznie. I złożył wniosek o rozwiązanie umowy o pracę. A nowy rzecznik miał być i jest kolejnym dowodem na zmianę pałacowych nastrojów. Krzysztof Łapiński ostatnimi miesiącami mocno dystansował się od polityki swej partii, nie budując sobie przez to szczególnie ciepłych relacji ani z jej prezesem, ani z jej rzeczniczką. Zaproszenie go do pałacu jest jasnym sygnałem, że prezydent sięga po kadry, które niekoniecznie budzą entuzjazm PiS. Łapiński ma jego obraz medialny nieco ożywić i odrzeć z nadmiernej poprawności wobec rodzimej partii. Ma – jeśli Andrzejowi Dudzie starczy siły i determinacji - sprawić, by świat zapomniał o „panu Adrianie” i ujrzał „prezydenta Andrzeja”.   

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem programu „Gość Radia ZET”. Słuchaj i oglądaj na radiozet.pl od poniedziałku do piątku o 8.02.