Zamknij

Nauczyciel pobił wychowanka. “Złapałem za szyję, rzuciłem o ścianę. Tu każdy robi, co chce”

09.08.2021 09:31
Zakład Poprawczy i Schronisko dla Nieletnich w Konstantynowie Łódzkim
fot. Google Maps

- Złapałem go za szyję, zacząłem szarpać i rzuciłem o ścianę. Byłem wzburzony i bezsilny - tłumaczy Arkadiusz Wachula, pedagog z Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Konstantynowie Łódzkim. Nauczyciele z placówki twierdzą, że pobicie ucznia to efekt pogłębiającego się kryzysu w poprawczaku. Pedagodzy nie mogą zapanować nad wychowankami i nie czują wsparcia od dyrekcji zakładu.

Jest 10 września 2020 roku. Do pokoju nauczycielskiego, w którym przebywa pedagog Arkadiusz Wachula wchodzi strażnik. Mężczyzna informuje, że jeden z podopiecznych, 17-letni Emil*, opuścił szkołę bez pozwolenia. Nastolatek wyszedł z sali i poszedł na stołówkę. Wachula wraz ze strażnikiem idą po chłopca. Tam po raz pierwszy próbują nakłonić nastolatka, aby wrócił do klasy. Nie udaje się. Wywiązuje się sprzeczka. Chłopak opuszcza stołówkę i próbuje sforsować drzwi otwierane za pomocą karty magnetycznej. 

Nauczyciel podchodzi do Emila. Łapie go za szyję i przesuwa po ścianie do tyłu. Chłopak nie jest agresywny, nie próbuje się nawet stanowczo bronić. Pedagog chwyta podopiecznego za głowę i przyciska do ściany. Zaczyna się szarpanina. Strażnik próbuje ich rozdzielić. Gdy wydaje się, że sytuacja została opanowana, nauczyciel znów atakuje podopiecznego. Chwyta obiema dłońmi szyję nastolatka. Strażnik nie reaguje. Nastolatek po chwili uwalnia się spod chwytu mężczyzny. Całe zajście z udziałem pedagoga i podopiecznego widać na nagraniu z monitoringu, do którego dotarliśmy. 

Zakład Poprawczy i Schronisko dla Nieletnich w Konstantynowie Łódzkim jest przeznaczony dla chłopców, którzy weszli w konflikt z prawem. W skład placówki wchodzi szkoła, internat oraz hostel. Umieszczenie nastolatka w poprawczaku to najsurowszy wymiar kary, o którym orzeka sąd. Taki środek poprawczy stosuje się tylko wtedy, gdy wszystkie inne okazały się bezskuteczne. Zadaniem takich ośrodków jest wychowanie podopiecznego na uczciwego i świadomego obywatela. Według założeń ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich ma się to odbywać m.in poprzez naukę i przywiązywanie uwagi do przestrzegania dyscypliny oraz regulaminów. 

Wachula: “Coś we mnie pękło”

Mężczyzna, który zaatakował wychowanka, to 57-letni Arkadiusz Wachula, pedagog z 20-letnim doświadczeniem. Ukończył resocjalizację w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Przeszedł kurs pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej. Jest również magistrem fizyki. Jego praca w zakładzie została dobrze oceniona. O Wachuli pozytywnie wypowiadają się koledzy i koleżanki z pracy. Dlaczego zatem tak doświadczony i ceniony nauczyciel dopuścił się przemocy wobec nieletniego? 

- Coś we mnie pękło. Niewiele pamiętam z przebiegu tego zdarzenia. Tuż przed całym zajściem chłopak zbluzgał mnie, jak to było wiele razy w ciągu ostatniego roku mojej pracy. Splunął mi pod nogi. Nie powinno dojść do przemocy z mojej strony. Przeprosiłem go, jak tylko następnego dnia wszedłem do szkoły - mówi Arkadiusz Wachula.

Zdaniem dr hab. Krzysztofa Sawickiego z Wydziału Nauk o Edukacji Uniwersytetu w Białymstoku, który od lat zajmuje się tematyką resocjalizacji młodzieży w zakładach poprawczych, takie zachowanie trudno tłumaczyć. - Język przemocy nie jest językiem, którym powinniśmy się posługiwać gdziekolwiek, dlatego tym bardziej trudno wytłumaczyć zachowanie pedagoga. Nie znamy jednak okoliczności zdarzenia. Musimy pamiętać, że zakład poprawczy jest szczególną placówką. Są tam chłopcy lub dziewczęta, którzy bardzo często posługują się językiem agresji. Co więcej, wychowankowie bardzo szybko wyczuwają, kto jest albo stał się słabym ogniwem. Być może problemem było to, że chłopak wiedział, że może zachowywać się w nieodpowiedni sposób bez ponoszenia konsekwencji - tłumaczy Sawicki i jednocześnie zaznacza, że szkoła w zakładzie poprawczym jest bardzo wymagającym miejscem zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli. - Realizacja programu nauczania często stoi pod znakiem zapytania, bo wychowankowie mają różne szkolne doświadczenia. Do ukończenia 18-roku życia muszą się uczyć, czy tego chcą czy nie. Cechuje ich duży opór szkolny i spore zaległości edukacyjne - mówi.

Wachula wyjaśnia, że atak na Emila to wypadkowa wielu czynników. Jego zdaniem w zakładzie nie ma dyscypliny. Podopieczni robią, co chcą, bo wiedzą, że nie zostaną ukarani za swoje wybryki. - Nauczyciel, wychowawca lub strażnik mógł zostać zwymyślany lub opluty przez wychowanka bez żadnych konsekwencji - mówi pedagog.

To, co mówi Wachula, potwierdza jeden z nauczycieli pracujących w zakładowej szkole. Zastrzegł sobie anonimowość, gdyż boi się konsekwencji zawodowych. - Dawniej mogliśmy bardziej panować nad uczniami. Przychodził nowy wychowanek i poznawał zasady, które wpajał mu w pierwszy dzień dyrektor. Uczniowie musieli tych zasad przestrzegać. Np. wiedzieli, że przed wejściem na stołówkę muszą poczekać na nauczyciela, bo takie były zasady. Gdy uczeń ich nie przestrzegał to miał rozmowę dyscyplinującą z dyrektorem. Teraz to jest “hulaj dusza”, chłopcy zbiegają na stołówkę, nie czekając na nauczyciela. Gdy coś złego się wydarzy, to będzie nasza wina, że nie pilnowaliśmy uczniów. Zresztą do takiej niebezpiecznej sytuacji doszło z udziałem pana Wachuli, który musiał interweniować, bo uczeń wyszedł bez pozwolenia z lekcji i udał się na stołówkę - relacjonuje pedagog. Dalej opowiada:  - Kiedyś na przerwie chodzili do toalety pojedynczo. Teraz nie ma takiego zarządzenia i w toalecie przebywa czasami po kilka osób. Boję się, co się wydarzy, bo mogą się tam, np. pobić, a to już w przeszłości miało miejsce.

Nauczyciele skarżą się, że chaos w zakładzie wpływa również na to, jakie wyniki uczniowie osiągają w nauce, bo wcześniej np. gdy otrzymywali “jedynki” to nie jeździli na przepustki. - Dawniej intensywna praca na lekcji trwała około 30-45 minut, uczniowie przychodzili z zeszytami i książkami, więc dało się z nimi przeprowadzić normalne zajęcia. Teraz praca na lekcji trwa często 5-10 minut, a chłopcy przychodzą nieprzygotowani. Co z tego, że postawię im oceny niedostateczne, jak oni sobie z tego nic nie robią. Bez dyscypliny żadna szkoła nie funkcjonuje, tym bardziej ta w zakładzie poprawczym - tłumaczy nauczyciel z ZP i SdN w Konstantynowie Łódzkim.

Niewiarygodny system oceniania zdaniem nauczycieli ma też wpływ na zachowanie podopiecznych. - Jeszcze niedawno chłopcy sprzątali i dbali o porządek w szkole. Nikt tego nie kwestionował. Jak ktoś nie wykonywał swoich obowiązków to obniżano mu sprawowanie. Jak miał ocenę poprawną lub niższą to nie jechał na przepustkę. Teraz tego nie ma. Nikt nie czyta nawet arkuszy spostrzeżeń, w których zawiera się uwagi dotyczące zachowania wychowanków. Jak prosimy ucznia, żeby posprzątał klasę, to on odpowiada, żebyśmy sami to zrobili. Później na radzie pedagogicznej wystawia się takim uczniom dobre oceny z zachowania dla świętego spokoju - słyszymy od nauczyciela z Konstantynowa Łódzkiego.

Nauczyciele twierdzą, że na jednej z rad przedstawili panu dyrektorowi całą listę zasad, które funkcjonowały i działały. Poprosili, żeby pomógł je wprowadzić. - Dyrektor stwierdził, że zgadza się na wprowadzenie tych zasad, ale jak przyszedł wrzesień i zaczęła się szkoła, to nic się nie zmieniło - stwierdza jeden z naszych rozmówców.

“Bez dyscypliny żadna szkoła nie funkcjonuje, tym bardziej ta w zakładzie poprawczym”

Kadra pedagogiczna przy braku wsparcia ze strony dyrektora czuje się coraz bardziej bezsilna wobec tego, co dzieje się w placówce.

- Kiedyś został wypisany wniosek o ukaranie jednego z wychowanków za obrażanie nauczyciela. Chłopak w ogóle się tym faktem nie przejął i śmiał się nam prosto w twarz. Stwierdził, że pójdzie do dyrektora i załatwi sobie anulowanie tego wniosku. Na drugi dzień nie było już sprawy. Nikt z nauczycielami nie porozmawiał o tej sytuacji - skarży się jeden z pedagogów.

Dr hab Sawicki potwierdza, jeżeli mamy ustalony stabilny system funkcjonowania placówki, to zbuntowany podopieczny szybko poniesie porażkę. I to nie tylko w konfrontacji z nauczycielami, ale też z grupą rówieśników, która nie będzie aprobowała jego negatywnego zachowania. - Wtedy taki nastolatek nawet jeżeli początkowo nie będzie chciał, to w końcu dostosuje się do obowiązujących w zakładzie zasad - wyjaśnia ekspert.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi problemu

Rok przed feralnym zdarzeniem z Emilem Wachula pisze do Ministerstwa Sprawiedliwości. Prosi o wgląd w sytuację poprawczaka w Konstantynowie Łódzkim. Opisuje nieprawidłowości w funkcjonowaniu zakładu, m.in wskazuje na brak jasnych i spójnych zasad oceniania zachowania podopiecznych. Przytacza wydarzenia z rady pedagogicznej, która odbyła się 26 czerwca 2018 roku. Zwrócił wtedy uwagę dyrektorowi ZP i SdN Andrzejowi Juszczakowi, że niewyciąganie konsekwencji względem wychowanków za ich naganne zachowanie źle wpływa na poczucie bezpieczeństwa nauczycieli. Wachula zdecydował się zawiadomić Ministerstwo, bo - jak tłumaczy - dyrektor zakładu nie reagował na wcześniejsze sygnały dotyczące dyskryminacji i zastraszania pracowników przez podopiecznych placówki.

Niespełna miesiąc później Departament Spraw Rodzinnych i Nieletnich Ministerstwa Sprawiedliwości informuje pedagoga, że przeprowadził kontrolę w poprawczaku. Kontrolerzy stwierdzili jednak, że działania dyrekcji zakładu są zgodne z prawem. 

Rada pedagogiczna. Nauczyciele postulują o zmiany

Poznaliśmy przebieg rady pedagogicznej, podczas której nauczyciele przedstawili postulaty zmian w funkcjonowaniu poprawczaka. To potwierdzenie tego, o czym mówili nam pedagodzy.

Na spotkaniu w głównej mierze podnoszona była sprawa bezpieczeństwa nauczycieli, ale pojawiły się też kwestie dotyczące edukacji podopiecznych i ich zachowania wobec pracowników placówki. Lista propozycji została spisana, a następnie wygłoszona podczas zebrania. Jeden z nauczycieli tak tłumaczył potrzebę wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu zakładu: 

- Chodzi nam o to, żeby wrócić do zasad, które już były i dzięki nim dawaliśmy sobie z nimi (podopiecznymi - przyp. red.) radę. Tylko że wtedy była większa dyscyplina. Inny dodał: - Stawiamy jedynki, bo kompletnie olewają naukę, a potem przychodzą z podaniem o przepustkę i ją dostają, bo mają dobre oceny w internacie czy na warsztatach. Wszystko za nich robimy, wszystko im organizujemy.

Kolejny z pedagogów zwrócił się do dyrektora: - Jaki mamy mieć autorytet wśród uczniów, jeżeli oni mogą z jedynkami jeździć na przepustki? 

Przepustka jest największą nagrodą dla podopiecznych poprawczaka, dlatego nauczyciele zwracają tak dużą uwagę na ten problem. Tłumaczą, że wychowanek powinien zasłużyć na ten przywilej dobrym zachowaniem i wynikami w nauce. - Dawniej uczeń, który ubiegał się o przepustkę, musiał uzyskać pozytywną opinię od wychowawcy z internatu, instruktora z warsztatów oraz nauczyciela ze szkoły. Teraz nikt się nas nie pyta o to, czy wychowanek zasługuje na nagrodę, jaką jest przepustka - słyszymy od pedagoga z ZP i SdN w Konstantynowie Łódzkim.

Kadra zaproponowała też, aby ustanowić i skutecznie egzekwować zakaz dobrowolnego opuszczania lekcji przez ucznia. - Oni już przestali się nawet pytać, czy mogą wyjść. Wstają i wychodzą. Czasami wychodzą wszyscy i ja zostaję sama. Mówią, że idą do toalety, a tak naprawdę wchodzą do innych klas - argumentowała konieczność wprowadzenia bardziej rygorystycznych zasad jedna z nauczycielek. 

Nauczyciele domagali się również poważnych konsekwencji dla ucznia, który znieważa i grozi pracownikowi zakładu. To pokłosie sytuacji, która miała miejsce w poprawczaku. Kierownik warsztatów szkolnych został zaatakowany przez Emila. Chłopak groził, że wbije mu nóż. - Strażnicy musieli stanąć w mojej obronie, żeby nie zrobił mi krzywdy - bulwersował się kierownik. Innej nauczycielce groził śmiercią. Sprawa ataku na kierownika warsztatów trafiła do sądu, który jednak odmówił wszczęcia postępowania w sprawie dopuszczenia się czynów karalnych przez chłopca uznając, że “niecelowe jest stosowanie innych środków wychowawczych i poprawczych wobec nieletniego”.

Podczas spotkania z dyrektorem kadra zaproponowała też, żeby uczeń mógł wychodzić tylko w uzasadnionych przypadkach w asyście strażnika. Dyrektor Juszczak stwierdził, że to poważny problem, ale będzie go trudno rozwiązać. - Nie wiem, jak to się nam uda w szkole wprowadzić, bo oni (uczniowie - przyp. red.) się nam trochę rozbisurmanili z tym wychodzeniem - skwitował dyrektor placówki podczas rady. - To jest zawsze zagrożenie. To nie jest tylko to, że on pójdzie i coś stłucze czy zniszczy, ale może przede wszystkim zrobić sobie krzywdę, a my na czas możemy nie zareagować - podkreślił Juszczak. 

Kilka miesięcy później Emil został pobity przez nauczyciela po tym, jak opuścił klasę bez pozwolenia. 

Ministerstwo o dyrektorze: “Ma bogate doświadczenie w pracy w oświacie”

Andrzej Juszczak na dyrektora poprawczaka został powołany przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Juszczak wcześniej pracował m.in. jako dyrektor delegatury i wicekurator w Kuratorium Oświaty w Łodzi. Zapytaliśmy Ministerstwo Sprawiedliwości, jakie kompetencje zawodowe ma dyrektor Juszczak oraz czy wcześniej pracował w jakiejkolwiek placówce resocjalizacyjnej. Otrzymaliśmy odpowiedź, że Andrzej Juszczak spełnia kryteria określone w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości w sprawie zakładów poprawczych i schronisk dla nieletnich. Ma ponad 25-lat doświadczenia w pracy w oświacie. Zatrudniony był na wielu stanowiskach, m.in. jako dyrektor zespołu szkół czy nauczyciel. Z informacji udzielonych przez Ministerstwo Sprawiedliwości wynika też, że dyrektor ZP i SdN w Konstantynowie Łódzkim ukończył studia magisterskie z filologii polskiej oraz studia podyplomowe w zakresie zarządzania i przedsiębiorczości w oświacie. Na swoim koncie ma również wiele kursów, m.in. kurs kwalifikacyjny z zakresu zarządzania oświatą i kurs kwalifikacyjny przygotowujący do sprawowania nadzoru pedagogicznego oraz z zamówień publicznych. 

W przesłanej odpowiedzi nie pojawiła się jednak informacja o tym, że Andrzej Juszczak ma doświadczenie w pracy w placówce resocjalizacyjnej. Zapytaliśmy o to również samego dyrektora, ale nie chciał z nami rozmawiać. Odesłał nas do ministerstwa. Dyrektor nie odpowiedział również na nasze pytania o to, czy wyciągnął konsekwencje wobec wychowanków i czy wprowadził zmiany, o które postulowali nauczyciele.

- Jeżeli chodzi o doświadczenie szkolne, to rzeczywiście jest ono bogate. Dyrektor nie ma jednak kompletnie doświadczenia w pracy z młodzieżą społecznie nieprzystosowaną w kontekście profilaktycznym czy resocjalizacyjnym. Szkoda, że wśród dokumentów potwierdzających jego kompetencje nie mamy na przykład studiów podyplomowych z pedagogiki resocjalizacyjnej. Pamiętajmy, że zakład poprawczy to nie jest tylko placówka oświatowa, oprócz szkoły mamy internat, grupy wychowawcze, procedury związane z detencją nieletnich oraz umożliwiające readaptację i reintegrację - ocenia dr hab. Krzysztof Sawicki.

Dyscyplinarka i przeniesienie. ”Ewidentnie w tym zakładzie coś przestało funkcjonować”

8 marca 2021 roku rzecznik dyscyplinarny wniósł do Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie Łódzkim o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Arkadiusza Wachuli. Obwinia go o uchybienie godności zawodu nauczyciela poprzez naruszenie nietykalności cielesnej podopiecznego. Nauczycielowi grozi zwolnienie z pracy i trzyletni zakaz wykonywania zawodu. Postępowanie dyscyplinarne zostało jednak zawieszone ze względu na to, że sprawa pobicia nastolatka trafiła również do prokuratury. Tam mężczyzna usłyszał zarzuty o naruszenie nietykalności cielesnej i nadużycie uprawnień funkcjonariusza publicznego.

Kilka miesięcy po zdarzeniu z nauczycielem Emil został przeniesiony do jednego z zakładów o zaostrzonym rygorze. - To jest bardzo smutna historia. Wychowanek trafia do jednego z najcięższych zakładów poprawczych w Polsce, gdzie przebywają chłopcy o bardzo wysokim stopniu nieprzystosowania społecznego, o czym świadczy wysoki wskaźnik powracalności do popełnienia czynów karalnych. Mamy również postępowanie dyscyplinarne wobec nauczyciela, który pobił podopiecznego. Same porażki. Ewidentnie w tym zakładzie coś przestało funkcjonować i warto pomóc kadrze w usprawnieniu systemu oddziaływań resocjalizacyjnych  - podsumowuje dr hab. Sawicki. 

*Imię chłopca zostało zmienione.

RadioZET.pl

Zobacz także