Zamknij

Wykładowca UJ miał molestować studentki. "Klasyczny predator, pewny siebie"

24.02.2020 13:19
Kraków
fot. Budynek UJ/Wikimedia.commons

Studentki i studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oskarżyli wykładowcę Macieja M., związanego także z telewizją, o nadużycia, w tym dyskryminację i molestowanie. Mężczyzna został odsunięty od prowadzenia zajęć ze studentami.

Postępowanie ws. pracownika rzecznik dyscyplinarny UJ wszczął w czerwcu ub.r. po tym, jak grupa 20 studentek i studentów Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych złożyła oficjalną skargę do pełnomocnika rektora UJ ds. bezpieczeństwa studentów i doktorantów. Pismo dotyczyło – jak podała uczelnia – "naruszenia godności zawodu nauczyciela akademickiego przez dopuszczenie się czynów posiadających atrybuty dyskryminacji i molestowania, a w konsekwencji naruszenia godności osobistej i czci osób dotkniętych tymi zachowaniami".

Sprawę opisała w poniedziałek krakowska "Gazeta Wyborcza". Według informacji gazety, Maciej M. miał się dopuszczać molestowania swoich studentek poprzez m.in. składanie im niemoralnych propozycji seksualnych. "Miał również domagać się udostępniania numerów telefonów, dotykać studentek podczas egzaminów i spotkań indywidualnych, a także w chamski sposób komentować ich wygląd" - czytamy w artykule. 

Wykładowca miał molestować studentki

"Wyborcza" skontaktowała się z jedną z byłych studentek M. Kobieta niedawno skończyła studia, teraz pracuje w korporacji. Nie chciała podać personaliów ani ram czasowych, w których studiowała. - Miałam szczęście i trochę więcej odwagi, dzięki temu nie władowałam się w kłopoty - przyznała. 

To klasyczny predator, pewny siebie, uwielbiał przechwalać się znajomościami na uczelni i w mediach, przez co stwarzał pozór nietykalności. Podczas indywidualnych konsultacji komentował ciągle mój wygląd, w końcu chwycił mnie za ręce, na pożegnanie próbował całować i przytulać. I bardzo nalegał na przekazanie numeru telefonu. Chciał zaprosić na kawę poza uczelnią, w mniej zobowiązującej atmosferze. Odmówiłam jak większość. Ale były koleżanki, które nie potrafiły odmówić

- powiedziała dziennikarzom. Kobieta zrelacjonowała też, że jedna z koleżanek, która udała się na spotkanie z doktorem, wróciła z niego z płaczem. Inna ze studentek miała z kolei złożyć skargę, ale nie odważyła się tego zrobić pod imieniem i nazwiskiem, dlatego też sprawie ostatecznie nie nadano biegu.

Zobacz także

Rozmówczyni "GW" była pozytywnie zaskoczona doniesieniami nt, skargi. - Jeżeli tak się stało, jest to przełom. Przez lata dziewczyny były przekonane, że z tą sprawą nie da się nic zrobić. Lęk przed ujawnieniem nazwisk i zemstą M. był bardzo duży - stwierdziła. 

Rzecznik UJ komentuje sprawę

Informacje medialne na ten temat potwierdził rzecznik prasowy UJ Adrian Ochalik. Według przekazanych przez niego informacji, w najbliższych dniach rzecznik dyscyplinarny prof. Iwona Niżnik-Dobosz przedstawi konkluzje z przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego. Później władze uczelni zdecydują o dalszym losie Macieja M. (w zależności od wyników postępowania może to być kara np. nagany czy rozwiązanie umowy).

Zobacz także

Decyzją rzecznika M. został zawieszony w wykonywaniu obowiązków od 1 sierpnia 2019 r. do 31 stycznia, kiedy rzecznik w oficjalnym piśmie postawił zarzuty M. Od 1 lutego do 30 czerwca ze względu na toczące się postępowanie, rektor UJ zwolnił dr. M. z wykonywania obowiązków dydaktycznych i organizacyjnych, co w praktyce oznaczało, że został odsunięty od prowadzenia zajęć ze studentami.

Zobacz także

W latach 2013-2015 M. był także związany z krakowskim Uniwersytetem Papieskim. Jak wynika z informacji przekazanych PAP przez tę uczelnię, do jej władz nigdy nie dotarły żadne niepokojące sygnały o nadużyciach. Mężczyzna pracował także jako reporter telewizyjny. Ani "Wyborczej" ani Polskiej Agencji Prasowej nie udało się porozmawiać z Maciejem M. 

RadioZET.pl/PAP/krakow.wyborcza.pl 

C