Prawo i Sprawiedliwość i putinowska Rosja to na pozór dwie sprzeczności. Formacja Kaczyńskiego od lat kreuje się na najbardziej antyrosyjską nie tylko w Polsce, ale i zachodniej Europie. W czasach, gdy wiele europejskich stolic, w tym także Warszawa, próbowało „cywilizować” Władimira Putina i zbliżać go do świata liberalno-demokratycznych wartości, PiS bez cienia wątpliwości ostrzegał przed imperialnymi zakusami Moskwy.
Wrogi stosunek do wschodniego mocarstwa jeszcze bardziej zintensyfikował się po katastrofie smoleńskiej, a aneksja Krymu w 2014 roku i rozpoczęcie wojny przeciwko Ukrainie pod koniec lutego 2022 roku, tylko tę postawę umocniły. W tym kontekście nie może zatem dziwić proukraińska polityka rządu PiS i konsekwentna chęć pozycjonowania się w roli rzecznika interesów Kijowa w Europie. Na pierwszy rzut oka trudno odmówić w tym wszystkim Kaczyńskiemu wiarygodności. PiS jako prawdopodobnie jedyna partia w Polsce od początku wskazywała Rosję jako kontynuatora „imperium zła” i swojego stanowiska nigdy nie zmieniła.
Popularne w magazynie
Jest to jednak sfera wyłącznie publicznych deklaracji. Stosunek PiS do Rosji ma jeszcze drugą, zdecydowanie bardziej zagadkową i niejednoznaczną twarz. Konserwatywna, antyzachodnia kontrrewolucja, do jakiej wzywa Prawo i Sprawiedliwość, kontestacja podstaw liberalnej demokracji i zdeterminowana walka z Unią Europejską to kierunek, który w dużej mierze pokrywa się z wieloletnią i doskonale znaną nam linią Kremla. Liczne wypowiedzi polityków Zjednoczonej Prawicy m.in. na temat osób LGBT+, zagrożeń dla tradycji chrześcijańskiej czy widma zachodniego nihilizmu, są niemalże kalką poglądów głoszonych przez stronników Putina.
Polityka ta jest zupełnym zaprzeczeniem antyrosyjskiej narracji PiS. Co więcej, idealnie wpisuje się w szeroko rozumiany interes Moskwy w Europie, ukierunkowany na jej dezintegrację i destrukcję. Rosyjski kulturoznawca i publicysta Aleksiej Czadajew przekonywał w 2016 roku podczas konferencji zorganizowanej przez Fundację Batorego, że „Rosja i Polska zachowują się jak bracia, którzy idą obok siebie ścieżką dokładnie w tym samym kierunku, spoglądają na siebie i udają, że się nie znają”. Jego zdaniem „program »dobrej zmiany« PiS to tak naprawdę program Jednej Rosji Putina”.
Zagrożeniem Zachód?
- Wielu polityków PiS mówi tak samo, jak partia Jedna Rosja o „ideologii gender” czy LGBT - zauważa dr Bartosz Rydliński, politolog UKSW i Centrum Daszyńskiego. - Kaczyński w równej mierze co Orban, Salvini czy Putin, stoi na straży tradycyjnych wartości opartych na chrześcijaństwie. W 2015 roku Ośrodek Studiów Wschodnich wydał świetny raport pt. „Potiomkinowski konserwatyzm. Ideologiczne narzędzie Kremla”. Przy tej lekturze z pewnością możemy dostrzec wiele elementów stycznych między nadwiślańską a moskiewską populistyczną prawicą – dodaje.
Politycy PiS oczywiście odrzucają te zarzuty, ale w partii z Nowogrodzkiej coraz częściej dostrzega się problem pojawiających się oskarżeń o sprzyjanie interesom Kremla. Co gorsza, ludziom związanym z obecną władzą zdarza się od czasu do czasu powiedzieć o parę słów za dużo. Tak było, chociażby ze słynną wypowiedzią prof. Zdzisława Krasnodębskiego o zagrożeniach z Zachodu. O tym jednak za chwilę.
Wobec tych zarzutów Jarosław Kaczyński i jego towarzysze przyjęli taktykę „odwracania kotem ogonem”. W prorządowych mediach praktycznie codziennie możemy usłyszeć o prorosyjskiej polityce Donalda Tuska i o tym, że to on i Angela Merkel są współwinni wojnie w Ukrainie. Na użytek tej kampanii TVP zrealizowała nawet film dokumentalny pt. „Nasz człowiek w Warszawie”, w którym starano się udowodnić, że były premier z PO był przez lata jednym z najważniejszych sojuszników Władimira Putina.
Kaczyński chce zatrzeć ideologiczne i polityczne podobieństwa pomiędzy Putinem a jego własnym ugrupowaniem
Jarosław Kaczyński na tym jednak nie poprzestał. Podczas wrześniowych obrad Sejmu i burzliwej debaty o kulisach smoleńskiego raportu Antoniego Macierewicza, prezes PiS tak mówił o politykach opozycji: „Ja wiedziałem, że tu jest agentura Putina, ale nie wiedziałem, że aż tak liczna”. W trakcie ostatniej wizyty w Stargardzie powiedział z kolei, że „przed Polską stoi wielki problem walki z lewicą postkomunistyczną, która zagraża na Wschodzie”. Za lewicę ze Wschodu Kaczyński uznał rzecz jasna Władimira Putina – dyktatora o wyraźnie prawicowych, konserwatywnych i nacjonalistycznych poglądach. To pomieszanie pojęć było oczywiście świadome. Kaczyński chce w ten sposób zatrzeć ideologiczne i polityczne podobieństwa pomiędzy Putinem a jego własnym ugrupowaniem.
Kilka tygodni temu eurodeputowany PiS prof. Zdzisław Krasnodębski otwarcie bagatelizował zagrożenie płynące ze Wschodu, wskazując, że wróg Polski jest gdzie indziej. - Uważam, że zagrożenie dla naszej suwerenności ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu - przekonywał. - To jest paradoksalne. Oczywiście Rosja jest brutalna, Rosja może wypowiedzieć nam wojnę. Ale Polacy wiedzą, w sensie duchowym, czy psychologicznym, jak z takim niebezpieczeństwem się obejść. Putin nas nie dzieli, tylko łączy – mówił polityk.
W listopadzie 2019 roku sympatyzujący z PiS portal wPolityce.pl pisał z kolei o ofercie Władimira Putina skierowanej do europejskiej prawicy – „zdrowego konserwatyzmu” zamiast ideologii neomarksistowskiej. Pod koniec lutego 2022 roku, czyli w momencie rosyjskiego ataku na Ukrainę, tygodnik „Sieci” opublikował wywiad braci Karnowskich z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Andriejewem, udostępniając mu na łamach swojego pisma przestrzeń do siania putinowskiej i antyukraińskiej propagandy.
Demoniczny Tusk
Kolejna zagadka to niedawna dymisja szefa KPRM Michała Dworczyka. Przypomnijmy, że wspomniany polityk to centralna postać tzw. afery mailowej, która odsłoniła kulisy podejmowania decyzji w obozie rządzącym. PiS konsekwentnie odmawia komentowania wycieków, twierdząc, że to element „wojny hybrydowej” realizowanej przez rosyjskie służby specjalne. Jak dotąd nie poznaliśmy stanowiska PiS na temat autentyczności wykradzionych maili, ale trudno uwierzyć w to, że sfałszowana korespondencja doprowadziłaby do dymisji szefa Kancelarii Premiera i najbliższego współpracownika Mateusza Morawieckiego.
Co ciekawe, rezygnacja Dworczyka nastąpiła zaledwie kilka tygodni po publikacji głośnego wywiadu z gen. Piotrem Pytlem, który ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej”. Pytel mówił m.in., że „PiS działa tak, jakby jego politycy byli szkoleni przez Rosjan”. „Nie widać, żeby kontrwywiad czy ABW zajęły się sprawą. Dworczyk ma status pokrzywdzonego – ale jeżeliby działano zgodnie z zasadami sztuki, powinien być głównym podejrzanym” – tłumaczył w wywiadzie.
Przy okazji afery mailowej warto wrócić jeszcze do afery podsłuchowej z 2014 roku. Tygodnik „Wprost” opublikował wówczas stenogramy z nielegalnie podsłuchanych rozmów polityków związanych głównie z rządzącą wtedy Platformą Obywatelską. Grzegorz Rzeczkowski w książce „Obcym alfabetem” opisał dokładne kulisy operacji podsłuchowej, która jego zdaniem została przeprowadzona przez rosyjskie służby specjalne. Głównym beneficjentem afery na krajowej scenie politycznej stał się PiS, który wykorzystał nielegalne podsłuchy do uderzenia w rząd Donalda Tuska. Wyborcza porażka Platformy Obywatelskiej – partii liberalnej, jednoznacznie prozachodniej i proeuropejskiej, z całą pewnością ucieszyła rządzących na Kremlu, którzy trafnie prognozowali, że zmiana władzy w Polsce zachwieje wkrótce europejską stabilnością polityczną.
Pod rządami PiS śledztwo smoleńskie stało się elementem wyłącznie wewnętrznej gry, która w najmniejszym stopniu nie uderzała w Putina
Elementem walki z rządzącą PO była także długa polityczna kampania zorganizowana przez środowisko PiS po katastrofie smoleńskiej. Zgodnie z narracją partii Kaczyńskiego, 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku doszło do zamachu, a głównym winowajcą tragedii był Donald Tusk i jego ugrupowanie. Oczywiście, PiS wprost nie oskarżał Tuska o współudział w rzekomym zamachu, ale to na jego osobie skoncentrowana została niemal cała smoleńska kampania. Po przejęciu władzy przez partię Kaczyńskiego w 2015 roku, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, do Polski nie został sprowadzony wrak prezydenckiego Tupolewa.
Z kolei na poziomie międzynarodowym nowy polski rząd nie wykazywał już takiej determinacji w formułowaniu wobec Moskwy oficjalnych zarzutów i żądań. W 2020 roku Antoni Macierewicz przekonywał nawet, że w próbkach z wraku znaleziono materiał RDX – „używany przez różnych lewackich i postkomunistycznych terrorystów”. Faktem jest, że pod rządami PiS śledztwo smoleńskie stało się elementem wyłącznie wewnętrznej gry, która w najmniejszym stopniu nie uderzała w Władimira Putina, a niemal wyłącznie w Tuska i Platformę Obywatelską.
Międzynarodówka
„Wewnątrz Unii Europejskiej rośnie liczba skrajnie prawicowych ugrupowań i organizacji, które pragną zrzucić pęta Brukseli i jednocześnie darzą autentycznym szacunkiem wiele haseł, w imię których, działa Putin, takich jak narodowa suwerenność, konserwatywne wartości społeczne, chrześcijańska wiara czy też wrogość wobec ingerencji podejrzanych instytucji międzynarodowych. Podziw budzi również prezentowany przez Putina styl silnego przywództwa” – uważa Robert Service, autor książki „Na Kremlu wiecznie zima”. W jego ocenie „okrojenie Unii Europejskiej zwiększałoby szanse odrodzonej Rosji na wywieranie wpływu na kontynent”, a „wszelkie powodowane podziały Moskwa wita z satysfakcją”.
W lipcu 2021 roku Jarosław Kaczyński ogłosił powstanie nowego europejskiego porozumienia partii prawicowych i centroprawicowych, w skład których weszło także Prawo i Sprawiedliwość. Wśród sygnatariuszy znalazła się m.in. jawnie proputinowska Marine Le Pen, uważany za najważniejszego sojusznika Rosji w UE Viktor Orban oraz zafascynowany rosyjskim autorytaryzmem Matteo Salvini. Niespełna trzy miesiące przed rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę, prawie wszyscy wymienieni politycy spotkali się w Warszawie, aby dyskutować o reformowaniu Unii Europejskiej w duchu powrotu do suwerennych państw.
Le Pen - wówczas kandydatka na prezydenta Francji i główna rywalka Emmanuela Macrona – była witana w Warszawie niczym głowa państwa. To ta sama polityk, która od lat postuluje zahamowanie integracji europejskiej, wycofanie Francji z NATO i zbliżenie z Rosją Władimira Putina. Moskwa wielokrotnie potwierdzała, że odwzajemnia tę sympatię. W 2014 roku, gdy francuskie banki odmówiły Le Pen udzielenia kredytu na kampanię wyborczą, z pomocą przyszedł jej First Czech Russian Bank, który przelał na konto Frontu Narodowego 9 milionów euro. - Tak wyszło, iż pieniądze pożyczył nam Czesko-Rosyjski Bank. Mogę tylko powiedzieć. Tym lepiej! – komentowała francuska polityk.
- Nie można nikomu nic zarzucać, jeżeli ma się normalne kontakty. Tutaj bardzo łatwo dorabiana jest różnego rodzaju ideologia – mówi poseł PiS Tadeusz Cymański. – Jestem ciekaw, co byście państwo powiedzieli, gdyby pani Le Pen została prezydentem Francji? Historia jest nauczycielką życia. W polityce oprócz pryncypialnych wartości trzeba zachowywać pewnego rodzaju logikę i racjonalne działanie. Myślę, że to jest cios poniżej pasa, gdy się nam zarzuca knowania i jakieś sojusze. Salvini dziś tworzy rząd we Włoszech. I co? Myślę, że dziś mamy większe szanse jako państwo, w różnych naszych interesach, szukać wsparcia u Włochów.
Okrojenie Unii Europejskiej zwiększałoby szanse odrodzonej Rosji na wywieranie wpływu na kontynent
- Popatrzmy na to poprzez sekwencję konkretnych wydarzeń opisujących działania Kaczyńskiego tuż przed wybuchem wojny – zwraca uwagę poseł Andrzej Rozenek z PPS. - W listopadzie 2021 roku dyrektor Wywiadu Narodowego USA Avril Haines przekazała informację o spodziewanej wojnie Rosji z Ukrainą. I co robi Kaczyński? 3 grudnia w Warszawie obraduje kongres europejskich partii Putina, a Marine Le Pen traktowana jest z honorami prezydenckimi. 17 grudnia z zamrażarki wyciągany jest „Lex TVN”, czyli akt prawny jawnie wrogi wobec administracji USA.
Lider prawicowej partii VOX Santiago Abascal (z lewej) i Mateusz Morawiecki podczas konserwatywnego szczytu w styczniu 2022 r.
- 29 stycznia europejscy putinowcy spotykają się w Madrycie, oczywiście jest tam wysłannik Kaczyńskiego - Mateusz Morawiecki. 24 lutego wybucha wojna, która zdaniem wielu miała potrwać kilka dni i zakończyć się klęską Ukrainy. 28 lutego ukazuje się jeszcze w tygodniku „Sieci” słynny wywiad z ambasadorem Rosji Siergiejem Andriejewem. Niezakłócony przekaz propagandy z Kremla w piątej dobie wojny płynie ze sprzyjających PiS-owi mediów. To chyba efekt inercji.
Religia i tradycja
Być może najbardziej uderzającym podobieństwem narracji PiS i Kremla jest stosunek do kwestii kulturowych i obyczajowych. We wrześniu 2022 roku Mateusz Morawiecki mówił w Bratysławie, że „Europa potrzebuje konserwatywnej rewolucji”. - Często mówi się o rewolucji jako o zerwaniu z przeszłością. Myślę, że dzisiaj Europa potrzebuje prawdziwej rewolucji konserwatywnej i to nie jest oksymoron […] Potrzebujemy powrotu do tradycji, do normalności, do tradycyjnych normalnych wartości – wyliczał szef polskiego rządu.
W podobnym tonie od lat wypowiada się Władimir Putin. W 2013 roku sformułowana została oficjalna doktryna państwa rosyjskiego, której fundamentem stała się właśnie ideologia konserwatywna. Podczas zjazdu Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego w tym samym roku, Putin określił się jako „pragmatyk z konserwatywnym nastawieniem”. Podkreślił wówczas, że konserwatyzm jest „nieodzownym elementem ludzkiego rozwoju”. – Sens konserwatyzmu nie tkwi w tym, że uniemożliwia ruch w przód i w górę, a w tym, że zapobiega on ruchowi w dół, ku chaotycznej ciemności, zabezpiecza przed powrotem do stanu pierwotnego – mówił.
PiS i Kreml mówią także jednym głosem na temat mniejszości seksualnych. Podczas jednego z ostatnich wystąpień Putin używał sformułowań łudząco podobnych do tych, którymi dzielą się ze swoimi zwolennikami politycy PiS. - Czy chcemy, by w Rosji zamiast mamy i taty był rodzic 1, rodzic 2, a może i rodzic 3? Czy w szkołach dzieci od początku mają się uczyć zboczeń, które prowadzą do wymierania? Czy chcemy wbijać im do głów, że są różne inne płcie obok mężczyzn i kobiet i oferować im operację zmiany płci? Czy tego właśnie chcemy dla naszego kraju i naszych dzieci? To dla nas nieakceptowalne. My mamy inną, swoją przyszłość – mówił we wrześniu Putin.
- Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem, brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją – mówił dla porównania Przemysław Czarnek z PiS - obecnie minister edukacji i nauki. Ostatecznie polityk przeprosił za swoje słowa.
Być może najbardziej uderzającym podobieństwem narracji PiS i Kremla jest stosunek do kwestii kulturowych i obyczajowych
- Putin bredzi o obronie chrześcijańskich wartości przed „zgniłym Zachodem”. To samo, jak echo, powtarza Kaczyński. W Rosji walczą z LGBT i straszą „genderem”, w Polsce PiS robi to samo. Putin walczy z wyimaginowanymi faszystami na Ukrainie, Kaczyński szuka wroga w Niemczech. Putin wskazuje wroga w obcych rasowo, „niesłowiańskich” przybyszach, Kaczyński straszy uchodźcami, którzy roznosić będą „różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki” – zauważa Andrzej Rozenek.
PiS i władza na Kremlu mają podobną obsesję na punkcie rzekomych zagrożeń dla Kościoła i religii chrześcijańskiej. W 2012 roku pięć członkiń grupy Pussy Riot weszło do niemal pustego soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, aby wykonać piosenkę „Bogurodzico, przegoń Putina”. Happening uderzał w powiązania hierarchów rosyjskiego Kościoła prawosławnego ze służbami specjalnymi i Putinem. W tym samym roku Marija Alochina i Nadieżda Tołokonnikowa (członkinie grupy) zostały skazane na dwa lata pozbawienia wolności z nakazem odbywania kary w kolonii karnej o zwykłym rygorze. Sąd uznał je za winne „chuligaństwa motywowanego nienawiścią religijną”. Dzięki amnestii kobiety wyszły na wolność pod koniec grudnia 2013 roku.
Dlaczego o tym wspominam? Do polskiego Sejmu trafił właśnie obywatelski projekt zmian w Kodeksie Karnym autorstwa Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro, który poprzedzała kampania pod hasłem „W obronie chrześcijan”. Zmiany mają zagwarantować wiernym różnych Kościołów większą ochronę prawną, a w praktyce jeszcze bardziej surowo karać osoby, które np. zakłócają nabożeństwo. W projekcie zapisano też, aby karze grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia jej do lat dwóch podlegały osoby, „które publicznie lżą lub wyszydzają kościół, lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej”.
Orban w Moskwie
W lipcu 2022 roku Viktor Orban, a następnie Mateusz Morawiecki, zaskoczyli opinię publiczną, ogłaszając, że „drogi Polski i Węgier się rozeszły”. Przyczyną tego politycznego rozwodu miała być – jak tłumaczono - wojna w Ukrainie i całkowicie odmiennie stanowiska obu państw wobec tego konfliktu. O ile Polska od samego początku bardzo mocno zaangażowała się w pomoc Ukrainie i wspieranie jej interesów na arenie międzynarodowej, o tyle Węgrzy patrzyli na Kijów z dużym sceptycyzmem. Orban uparcie hamował europejskie sankcje przeciw Rosji, a postawę Wołodymyra Zełenskiego określał mianem „moralnego szantażu”. - Musimy jasno powiedzieć, że jesteśmy Węgrami, dlatego zawsze prowadzimy politykę przyjazną Węgrom. Polityka węgierska nie jest przyjazna dla Ukrainy ani prorosyjska, ale przyjazna Węgrom – tłumaczył węgierski premier.
- Postawa Orbana jest dla nas nie do przyjęcia i my się od jego pewnych działań odcinamy. Niestety, stopień uzależnienia Węgier od Rosji jest gigantyczny. Oni są niejako na te kontakty skazani. Nie jest to usprawiedliwieniem, żeby było jasne. Natomiast trzeba patrzeć na to wszystko w całej złożoności, a nie wyrywkowo napadać i atakować – uważa poseł Tadeusz Cymański.
Po zaledwie kilku tygodniach okazało się, że żadnego rozwodu Polski z Węgrami nie będzie. W wywiadzie dla prawicowego portalu wPolityce.pl Mateusz Morawiecki zakomunikował, że jego rząd wraca do współpracy z Viktorem Orbanem. - Stosunek do wojny faktycznie mocno nas poróżnił. Ale sądzę, że z biegiem czasu wszystkie pozostałe sprawy, w których wykazywaliśmy się solidarnością, zrozumieniem i wsparciem, będą nas na powrót mocno łączyły. Bardzo bym sobie tego życzył – przekonywał premier. Zmiana stanowiska Morawieckiego zaskakująco zbiegła się w czasie z pewną zagraniczną wizytą Viktora Orbana. Gdy szef polskiego rządu komunikował opinii publicznej powrót do przyjaźni polsko-węgierskiej, Orban prawdopodobnie wracał już z Moskwy.