Zamknij

Media Rydzyka bronią ks. Dymera. "Ostateczna operacja zniesławienia"

18.02.2021 15:02
media Rydzyka bronią księdza Dymera
fot. Jakub Kaminski /East News

Szef komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak uważa, że „jest niepojęte”, że sprawa ks. Andrzeja Dymera toczyła się od kilkudziesięciu lat, a arcybiskupi nie zawiadamiali organów ścigania. Tymczasem związany z o. Tadeuszem Rydzykiem „Nasz Dziennik” staje w obronie zmarłego duchownego przekonując, że stał się on ofiarą „operacji zniesławienia”.

Ks. Andrzej Dymer zmarł we wtorek 16 lutego 2021 roku. Duchowny był oskarżany m.in. o wykorzystywanie seksualne osób nieletnich. W reportażu TVN 24 "Najdłuższy proces Kościoła" podano, że ks. Andrzej Dymer wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi wiedzieli o tym od 1995 r. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy "Gazety Wyborczej" w 2008 r.

Przez tych wiele lat duchownego nie spotkała ani kara, ani ostracyzm w Kościele. Przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi. W ubiegły piątek poinformowano o odwołaniu Dymera z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie; we wtorek ksiądz ten zmarł.

Ks. Andrzej Dymer nie żyje. Szef komisji ds. pedofilii: arcybiskupi nie zawiadomili organów ścigania

Szef Państwowej Komisji ds. Pedofilii Błażej Kmieciak pytany przez PAP o sprawę ks. Dymera powiedział, że komisja musiała zakończyć postępowanie wyjaśniające z uwagi na śmierć księdza, do czego zobowiązują ją przepisy ustawy. Przy czym zapewnił, że będzie kontynuowane wyjaśnianie działań podjętych przez instytucje w tej sprawie.

Kmieciak zwrócił uwagę, że sprawa ks. Dymera toczy się od kilkudziesięciu lat. "Niepojętym jest dla mnie to, że przez kilkanaście lat nie były zawiadamiane w tej sprawie żadne organy. A jak ewidentnie wynika z dokumentów, arcybiskupi nie zawiadomili organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. To budzi bardzo poważne wątpliwości. To jest niebywałe i niezrozumiałe" - wskazał szef komisji.

Zauważył przy tym, że osoba pokrzywdzona w tej sprawie nie została poinformowana o rozstrzygnięciu procesu kościelnego. Zdaniem Kmieciaka, postępowanie kanoniczne ws. księdza Dymera jest kompromitacją prawa. "Niebywałe jest to, że osoby skrzywdzone, które mają prawo oczekiwać sprawiedliwości, nie otrzymują jej. Doświadczają za to istotnej ignorancji" - dodał.

Po emisji reportażu "Najdłuższy proces Kościoła" do sprawy ks. Andrzeja Dymera odniósł się m.in. prymas Polski abp Wojciech Polak. "Uważam, że niesłychana przewlekłość kościelnych procedur w sprawie ks. Andrzeja Dymera oraz brak odpowiedniego traktowania osób skrzywdzonych na wielu etapach tego postępowania nie mają żadnego usprawiedliwienia" – podkreślił. "Po obejrzeniu reportażu jest mi przykro, że nie sprostałem oczekiwaniom osób pokrzywdzonych, co wyraził w filmie jeden z uczestników spotkania" – napisał w oświadczeniu abp Polak.

Media Tadeusza Rydzyka bronią ks. Dymera. "Operacje zniesławienia"

W zupełnie innym tonie sprawę komentują media związane z o. Tadeuszem Rydzykiem. "Nasz Dziennik" pisze o "operacji zniesławienia" ks. Dymera, porównując to do sprawy kard. Gulbinowicza. W artykule "Krzywda wyrządzona prawdzie" możemy przeczytać np. że "w ostatnich chwilach życia nie tylko redakcja "Więzi” wystawiła go na publiczny lincz jako osobę winną nadużyć seksualnych, choć od wszelkich zarzutów został uniewinniony prawomocnym wyrokiem sądowym".

"Tego, co spotkało ks. Andrzeja Dymera, nie sposób nie porównać z tym, co nie tak dawno dotknęło osobę ks. kard. Henryka Gulbinowicza. W obu przypadkach ostateczną operację zniesławienia podjęto w chwili, gdy jej wykonawcy mieli pewność, że ofiara nie będzie w stanie się bronić. Czyż nie jest to przerażające?" – czytamy w "Naszym Dzienniku".

"Jeśli chodzi o sprawę ks. Andrzeja, to od wczoraj zarówno redaktorzy "Więzi", jak i duchowni, którzy zawsze potrafią wyjść przed szereg, by serwować wypowiedzi adekwatne do zapotrzebowania wrogów Kościoła, mogą spać spokojnie. Już się nie będzie bronił. Teraz mogą już całkiem dowolnie i swawolnie przypisywać mu również inne nadużycia, których nigdy nie popełnił. Bo "cóż to jest prawda”?" - czytamy w innym fragmencie wspomnianego artykułu.

RadioZET.pl/ PAP/ TVN24/ Nasz Dziennik