Zamknij

Nad Bałtykiem znaleziono list w butelce. Poruszające słowa ojca. "Serce pękło"

27.07.2021 11:47
Łeba
fot. Plaża w Łebie (zdjęcie poglądowe)/Jacek Labedzki/REPORTER

Para turystów znalazła na plaży w Łebie butelkę, którą wyrzuciło morze. W środku był poruszający list, który zrozpaczony mężczyzna napisał do swojej zmarłej córki. 

Tę wzruszającą historię opisuje "Dziennik Bałtycki". Elżbieta i pochodzący z Włoch Andrea - para turystów spędzających wakacje nad Bałtykiem - znaleźli podczas wycieczki rowerowej zakorkowaną butelkę, którą morskie fale wyrzuciły na plażę w Łebie. Zarówno butelka, jak i znajdująca się w niej kartka z odręcznie napisanym listem, były w doskonałym stanie, co świadczyć może o tym, że trafiły do morza niedawno.

- Początkowo pomyśleliśmy, że to liścik włożony do butelki dla zabawy przez nastolatkę. Kiedy to zaczęłam czytać, moje serce niemal pękło. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Nie byłam w stanie się opanować - mówiła pani Elżbieta w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim". Jak się okazało, list napisał ojciec, zrozpaczony po śmierci córki. "DB" opublikował część jego treści.

Łeba. Turyści znaleźli na plaży list w butelce. W środku był poruszający list

"15 lipca mijają dwa miesiące od Twojej śmierci. [...] Czekam, kiedy przyjdziesz do mnie, przytulisz się do mnie i uspokoisz, mówiąc, że jest Ci już dobrze. Wtedy może mój ból osłabnie i nadejdzie ukojenie. Dlatego czekam tego dnia, kiedy zobaczę Cię znowu uśmiechniętą. Na tym kończę mój list do Ciebie. Powierzam go morzu, a Tobie córeczko mówię: żegnaj i do zobaczenia. Twój na zawsze kochający Tato. P.S. Kocham Cię Wiktorio."- napisał ojciec. Na końcu listu narysował serce. 

To nie jest całość listu, który zajmuje dwie strony zwiniętej w rulon kartki. Przez szkło przebijają się tylko jego fragmenty. Nie wiadomo m.in., w jakich okolicznościach odeszła Wiktoria. Prawdopodobnie jej ojciec nie chciał, aby butelka została otwarta. Elżbieta i Andrea przekazali ją więc Jarosławowi Stachewiczowi, kapitanowi jednostki "Hunter" z Łeby. Ten w sobotę wrzucił butelkę z powrotem do Bałtyku, w odległości 36 mil morskich od brzegu. 

- Długo pływam, ale pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy butelkę z listem wrzucam do morza. To bardzo poruszająca historia - przyznał żeglarz w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim". 

RadioZET.pl/Dziennik Bałtycki