Zamknij

Wulgaryzmy, kołysanki i prawie dziewięć godzin dyskusji. "Lex Czarnek" przegłosowane

05.01.2022 06:47

Były wulgaryzmy, śpiewanie kołysanek i duży chaos. Tuż przed północą po prawie dziewięciogodzinnym posiedzeniu komisji edukacji głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości przegłosowano projekt zmian w prawie oświatowym nazywany popularnie "lex Czarnek". Na sali nie pojawił się Minister Edukacji i Nauki.

Dariusz Piontkowski na komisji edukacji
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

We wtorek 4 stycznia o godz. 15 w Sejmie miało się rozpocząć drugie podejście do pierwszego czytania „lex Czarnek”. To nowelizacja prawa oświatowego, która m.in. znacząco zwiększa rolę kuratorów oświaty. Burza rozpętała się, zanim na dobre zaczęło się posiedzenie połączonych komisji edukacji i obrony narodowej (bo dotyczy też klas i szkół mundurowych).

Posłuchaj podcastu

Posłowie opozycji stawili się, kworum było, ale brakowało dziewięciu posłów PiS, a bez nich „lex Czarnek” z pewnością zostałby odrzucony. Podobną sytuację obserwowaliśmy już wcześniej. Zmianami w prawie oświatowym posłowie mieli się już zająć 8 grudnia, ale w ostatnim momencie z porządku obrad wykreślono ten punkt - według nieoficjalnych informacji - PiS nie miało wtedy większości. „Lex Czarnek" miało wrócić 14 grudnia, ale PiS-owi znów nie udało się zebrać większości i przewodnicząca komisji Mirosława Stachowiak-Różecka z PiS otworzyła posiedzenie, by oznajmić, że je zamyka.

Komisja edukacji bez Przemysława Czarnka

Tym razem przewodnicząca ogłosiła 15-minutową przerwę, jak tłumaczyła z powodu problemów technicznych. Posiedzenie komisji odbywało się tym razem w trybie hybrydowym, część polityków, która nie przyjechała do Sejmu, nie mogła się połączyć. - Brakuje posłów PiS, zaczynają się telefony, nerwówki, naciski, bo inaczej przegrają, więc jak nie mają większości to zwlekają – komentowała Barbara Nowacka z KO. - Przełóżmy posiedzenie komisji – apelowała Krystyna Szumilas, była minister edukacji, posłanka KO, jedna z bardziej aktywnych posłanek na wtorkowej komisji. W trakcie oczekiwania na usunięcie problemów technicznych w sali padły też wulgaryzmy.

Po przerwie, która zamiast 15 minut, trwała ponad pół godziny, Szumilas, zgłosiła kilka wniosków. - 13 grudnia zgłosiliśmy wniosek, by projekt ustawy trafił też do komisji samorządu terytorialnego, bo dotyczy ściśle samorządów. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Uważam to za lekceważenie – mówiła Szumilas i przypomniała kolejny wniosek, z 17 grudnia. Wtedy opozycja wnioskowała o to, by posiedzenie komisji odbywało się stacjonarnie. - Nie widzimy powodu, dla którego komisja miałaby się odbywać zdalnie. Sejm jak widać nie jest do tego przygotowany. Nie wiemy, czy jest kworum, czy nie ma kworum – mówiła Szumilas. Na ten wniosek posłowie też nie otrzymali odpowiedzi.

- Na poprzednim posiedzeniu pięciu posłów miało Covid, stąd taki tryb – odpowiedziała przewodnicząca komisji. - A problemy techniczne to nie mój wymysł i moja fantazja – dodała. Na sali nie było ministra edukacji Przemysława Czarnka, na co zwróciła uwagę posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, wnioskując o odrzucenie nowelizacji prawa oświatowego.

Zamiast Czarnka projekt zmian przedstawiał wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski. Po jego prezentacji posypały się głosy krytyczne. - Ta ustawa łamie art. 15 Konstytucji, który mówi o decentralizowaniu władzy – mówił Dariusz Klimczak, poseł PSL i podawał przykład: - Nawet jak szkoła będzie chciała podpisać współpracę z Parkiem Krajobrazowym, to będzie decydował o tym rząd, w jego imieniu kurator oświaty. Znam kuratorów oświaty, to nie są fachowcy, tylko osoby związane blisko z PiS. Nie chcę, żebyśmy wracali do PRL-u, żebyśmy centralizowali szkoły - mówił.

- Chcecie zafundować dzieciom, rodzicom powtórkę PRL-u. To nędzne odtworzenie zakładania kagańca na szkołę. Ludzie o waszej mentalności zabraniali nam nauki o tym, co to jest Katyń, Solidarność – zwracała się do posłów partii rządzącej Nowacka. - To jest o wiele gorsze niż PRL – wtórował Rafał Grupiński, poseł KO.

Posłowie opozycji zwracali uwagę na to, że nie jest problemem nadzór kuratora, ale to, że kurator jest z nominacji partii politycznej. - Minister kłamie i oszukuje społeczeństwo, mówiąc, że rodzice będą decydować o swoich dzieciach, bo jakie prawo ma rodzic, który podpisze wniosek do kuratora, żeby w jego szkole odbyły się zajęcia np. związane z przestrzeganiem prawa w Polsce, jeśli dyrektor nie będzie mógł takich zajęć zorganizować, bo kurator odpowie „nie” - mówiła Szumilas. Podczas posiedzenia komisji zgłosiła też wniosek o wysłuchanie publiczne ustawy, ale został on odrzucony.

Dariusz Piontkowski: przywracamy zdrowe relacje

Katarzyna Lubnauer, posłanka KO, przypomniała z kolei art. 48 konstytucji mówiący o prawach rodzica. - Minister Czarnek mówi, że jak szkoły, samorząd, rodzice chcą zorganizować jakieś zajęcia, to mogą to robić poza szkołą. Wyrzuca więc nauczycieli, rodziców ze szkoły, bo uważa, że szkoła jest partyjna, pisowska – tłumaczyła. Posłanka Kinga Gajewska zwróciła się też do nieobecnego ministra Czarnka: - Niech mi pan pokaże jedną organizację, która jest za tą ustawą. Mylicie szkołę publiczną ze szkołą partyjną.

Poseł PiS Zbigniew Dolata uznał z kolei projekt za „niezwykle korzystny dla oświaty, rodziców nauczycieli”. - Konieczne jest wzmocnienie organu nadzoru – mówił i dodawał: - Nie ma czegoś takiego jak autonomia szkoły, musi być nadzór kuratora, ta ustawa jest konieczna i uzdrowi sytuację w placówkach, gdzie są konflikty. Bartłomiej Sienkiewicz, poseł KO, również „pochwalił” projekt, ale z innych względów. - Uczniowie dowiedzą się, czym jest fanatyzm, prymitywizm ubrany w pseudonaukę, co się dzieje, gdy religia jest ważniejsza od matematyki, a ksiądz od nauczyciela, co się dzieje, gdy śmieszność udaje powagę i siłę - mówił.

W komisji wzięli też udział przedstawiciele uczniów, studentów, rodziców i organizacji pozarządowych, którzy w większości skrytykowali propozycje zmian. Do wszystkich tych uwag na koniec odniósł się wiceminister Piontkowski, który stwierdził, że część osób nie czytała projektu ustawy i że nawet minimalna zmiana roli kuratora oświaty budzi ich sprzeciw. - Niektórzy chcieliby zlikwidować ten urząd, stąd alergia na kuratora. Najlepsza metoda na zarządzanie państwem według nich, to powiedzenie taki mamy klimat. My podchodzimy do tego inaczej. Jednym z obowiązków państwa jest polityka oświatowa i wychowanie właściwe kolejnych pokoleń - mówił.

Porównania do PRL skomentował jako „amnezję” i „świadome kłamstwo”. Stwierdził też, że żadnych skomplikowanych procedur na wejście organizacji pozarządowej do szkoły nie ma, bo trzeba tylko przedstawić program zajęć kuratorowi, by ten sprawdził, czy są zgodne z prawem oświatowym. - Kontynuacja współpracy w nowej formule - tak minister Piontkowski nazwał te zmiany. - Przywraca zdrowe relacje między kuratorem a innymi organizacjami – podsumował projekt nowelizacji.

Po prawie pięciogodzinnej dyskusji posłowie przeszli do głosowania. Poprawki procedowano równie wolno i dosyć chaotycznie, choć w większości według jednego schematu: uwagi opozycji, zgłaszane głównie przez Szumilas, Dziemianowicz-Bąk i Lubnauer, odrzucano, poprawki PiS - przyjmowano. I tak np. Katarzyna Lubnauer zaproponowała, aby organizacja chcąc zorganizować zajęcia w szkole, zgłaszała się do kuratora na siedem dni przed zajęciami (a nie dwoma miesiącami), a sam kurator musiał wydać decyzję w ciągu trzech dni. Posłanka Szumilas chciała, aby zgodę na zajęcia dodatkowe prowadzone przez organizacje społeczne wydawał dyrektor szkoły po zapoznaniu się ze wszystkimi materiałami. Obie te poprawki nie przeszły. Za to w trakcie procedowania zmian na sali było słychać, jak ktoś - prawdopodobnie sama przewodnicząca komisji - tym razem zaczął nucić kołysankę.

Ostatecznie projekt zmian w prawie oświatowym po kolejnych niemal czterech godzinach dyskusji głosami PiS przyjęto tuż przed północą. W sumie głosowało 73 posłów, za było 39, przeciw 34. Teraz ustawa trafi do Sejmu do drugiego czytania.

"Jestem zszokowana przebiegiem komisji, jej prowadzeniem i zachowaniem przewodniczącej obrad, która swoim zachowaniem przypominała targowice z czasów średniowiecza. Aż trudno uwierzyć, że w Parlamencie RP mają miejsce sceny i zachowania posłów ekipy rządzącej urągające godności posła" - skomentowała w mediach społecznościowych Elżbieta Markowska, prezeska pomorskiego ZNP.

Co oznacza "lex Czarnek"?

Według ekspertów zmiany proponowane przez ministra edukacji m.in. zabierają rodzicom prawo do decydowania o swoich dzieciach. Teraz jeśli klasa, nauczyciel chce zaprosić kogoś z zewnątrz, potrzeba zgody rady rodziców i dyrektora. Według „lex Czarnek” dyrektor będzie musiał wystąpić o pozytywną opinię kuratora nie później niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć i to kurator podejmie ostateczną decyzję, czy zajęcia będą czy nie. Dyrektor będzie musiał przekazać też program lekcji oraz materiały dydaktyczne.

- 10 lat temu razem z IPN i Muzeum Powstania Warszawskiego koordynowałam program „Opowiem ci o wolnej Polsce”. Dziś teraźniejszość jest taka, że to wydarzenie nie mogłoby się odbyć. „Lex Czarnek” całkowicie zamyka szkołę na współpracę z organizacjami pozarządowymi – mówiła w Sejmie jeszcze przed posiedzeniem komisji Iga Kaźmierczyk z fundacji „Przestrzeń dla edukacji”. Tłumaczyła też, że wbrew temu co mówi minister, rodzice stracą autonomię i możliwość decydowania np. o edukacji społecznej i seksualnej swoich dzieci, a jeśli rodzice nie będą chcieli, żeby jakaś inicjatywa ministerstwa była realizowana w szkole, to sprzeciwu już tu nie będą mieli.

Zdaniem Kaźmierczyk stracą przede wszystkim małe wiejskie szkoły, które mogły rozwijać zajęcia dodatkowe i pomagać uczniom właśnie dzięki organizacjom z zewnątrz. - Teraz jeśli ktoś straci zdrowie, życie, stanie się nieprzyjemna rzecz, o której trzeba będzie porozmawiać z uczniami, to taka organizacja z ekspertami nie będzie mogła wejść do szkół, bo będzie musiała dwa miesiące wcześniej zgłosić to kuratorowi - podawała przykład ekspertka.

Według Sławomira Broniarza, prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego, „lex Czarnek” wynika z obaw i strachu, który towarzyszu ministrowi. - Faktyczne życie szkoły dzieje się za zamkniętymi drzwiami i to spowodowało, że pojawiło się „lex Czarnek”, bo minister boi, że nauczyciele nie zastosują się do wskazań ministerstwa i chce ręcznie sterować szkołami. Jeśli chciałby poprawić nadzór, to trzeba zatrudnić lepszych fachowców, lepiej ich wynagradzać – mówił Broniarz i dodawał: - Sygnał do zmiany dał pan marszałek Terlecki mówiąc o potrzebie wychowania nowego pokolenia, w domyśle: wychowania wyborcy PiS-u.

Dorota Zmarzlak, wójt gminy Izabelin, przypomniała, że samorządy pytały MEiN, czy istnieją merytoryczne przesłanki do tego, żeby zwiększyć rolę kuratora, np. liczba szkół, które nie zastosowały się do zaleceń kuratora, albo sprawy, gdy kurator nie mógł porozumieć się z samorządem w sprawie szkoły. - MEiN nie ma takich danych, jedynym powodem jest więc chęć realizacji własnej wizji politycznej, bo ludźmi, którzy się boją, łatwiej się rządzi. Chcemy, żeby dzieci były śmiałe i niezależne, a nie będą takie, jeśli będą uczone przez nauczycieli, dyrektorów, którzy się boją – mówiła.

Według projektu ustawy kurator mógłby też złożyć wniosek o odwołanie dyrektora, jeśli ten nie zrealizuje w konkretnym terminie „zaleceń wynikających z przeprowadzonych czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego”. Czyli tak naprawdę większego powodu nie potrzeba, żeby takiego dyrektora zwolnić. - W każdej procedurze można się odwołać, nawet skazanemu przysługuje apelacja, tu dyrektor nie będzie mógł się nigdzie odwołać – przypominała Kaźmierczak.

A Olgierd Porębski z inicjatywy „Nie dla chaosu w szkole” tłumaczył: - „Lex Czarnek” polega na straszeniu, dyrektor się będzie bał, że straci pracę i podetnie też skrzydła ambitnemu nauczycielowi. Zainteresujcie się jakością edukacji waszych dzieci. Macie szkołę, która jest na krawędzi głębokiego załamania. Jeśli to was nie obchodzi, to może zainteresuje was wasza emerytura, jeśli dzieci nie będą wykształcone, nie będą pracować i nie zapracują na wasze emerytury.

Początkowo w planach było też zwiększenie liczby przedstawicieli kuratorium w składzie komisji wybierającej dyrektora szkoły tak, by to kuratorium miało decydujący głos. Minister Czarnek wycofał się jednak z tego zapisu. W czasie pierwszego czytania projektu "lex Czarnek" przed Sejmem przeciwko nowelizacji prawa protestowali rodzice, nauczyciele i uczniowie. W poniedziałek 3 stycznia na drzwiach kuratoriów oświaty w całej Polsce uczestnicy akcji Wolna Szkoła, która powstała w ramach sprzeciwu wobec "lex Czarnek", przybili symboliczne tezy: "Wolna szkoła, wolni ludzie, Wolna Polska".

loader

RadioZET.pl