Po pijanemu rozbił pożyczone auto. Twierdził, że to przez... antylopę

Redakcja
21.05.2018 13:58
Wypadek
fot. Policja.pl

Lubelska policja zatrzymała obywatela Tanzanii, który najpierw spowodował wypadek, jadąc pożyczonym samochodem, a następnie podjął się ucieczki przed funkcjonariuszami. Próbował im potem wmówić, że przyczyną zderzenia z drzewem była... antylopa, która wyskoczyła na jezdnię. Co więcej, 34-latek w trakcie zatrzymania był pod wpływem alkoholu. 

O sprawie możemy przeczytać na stronie policji. Do zdarzenia doszło w bliskim sąsiedztwie stacji paliw niedaleko Michowa (woj. lubelskie). Czarne BMW w pewnym momencie zjechało z drogi i rozbiło się o drzewo wyrastające tuż przy rowie. Z samochodu nagle wysiadł kierowca i trzymając w ręku butelkę alkoholu, oddalił się.

Policja otrzymała zgłoszenie o wypadku i rozpoczęła poszukiwania kierowcy. Gdy go namierzono, ten próbował uciekać, ale szybko został zatrzymany. Okazało się, że był pod wpływem alkoholu — miał go w organizmie ponad 2 promile.

Zobacz także

W toku sprawy wyjaśniło się, że autem kierował 34-letni obywatel Tanzanii. BMW było pożyczone od jego koleżanki, a on sam nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdu. Jak sam tłumaczył, przyczyną zajścia była... antylopa, która miała wbiec na jezdnię i wymusić na nim wykonanie niebezpiecznego manewru. 

Funkcjonariusze raczej nie dali wiary tym tłumaczeniom. 34-latek, mieszkający na co dzień w Warszawie, odpowie więc za swój czyn przed sądem. Jak się okazało, był już wcześniej karany, ale za inne przestępstwa.

Chcesz otrzymywać więcej takich informacji? Śledź Kronikę Kryminalną Radia ZET!

RadioZET.pl/Policja.pl/MP