Zamknij

Rosjanina przez 23 lata wykorzystywano do niewolniczej pracy. ''Wrak człowieka''

23.09.2020 20:58
Niewolnicza praca
fot. Shutterstock (zdjęcie ilustracyjne)

Mikołaj Jerofiejew to Rosjanin, który do Polski przyjechał w 1989 roku. Od 23 lat w naszym kraju niewolniczo pracował u państwa Ś. na fermie drobiu pod Lubinem. Mężczyzna bał się opowiedzieć o swoim losie, gdyż przebywa w Polsce nielegalnie.

Wstrząsająca historię Mikołaja Jerofiejewa przedstawiono w materiale "Interwencji" na antenie Polsatu. Rosjanin aktualnie ma 59 lat, do Polski przybył w 1989 do obsługi Armii Czerwonej, która stacjonowała w Bolesławcu - Jerofiejew był pracownikiem cywilnym. Gdy wojska radzieckie w latach 90. opuszczały Polskę, mężczyzna postanowił zostać.

Rosjanin przez 23 lata wykorzystywany do niewolniczej pracy

Mikołaj Jerofiejew na początku pracował na fermie. Gospodarz był zadowolony z jego pracy, jednak dotarła do niego informacja, że mają "wyłapywać" osoby, które pracują w Polsce nielegalnie. Wystraszony wywiózł Rosjanina do państwa Ś. Jak przekazał Rosjanin, pracy tam nie brakowało. Na początku był młody oraz silny więc dawał radę. Jednak za jego pracę nikt mu nie płacił.

Zobacz także

"Jak tak można wykorzystywać człowieka, o głodzie, żeby pracował? A jak już dała jedzenie to... Boże zachowaj! Spleśniały pasztet. Potrafił przychodzić godzina 23:00 i pytał się, czy nie mam coś do chleba" - cytuje słowa Jolanty Matejko portal Polsat News. Z relacji 59-latka wynika, że nie mógł on wychodzić do miasta. Ś. zabraniali mu rozmawiać z innymi, posiadali także jego dokumenty. Rosjanin nie mógł stamtąd uciec, nikogo też nie znał. Jak dodał — mieszkańcy bali się Ś. i nikt z nimi nie zadzierał. Mężczyzna dodał także, że regularnie był wyzywany przez właścicieli fermy.

Ś. wyzywał go, bił, bił po twarzy. Wychodząc z kurnika, gdzie Kola mieszkał, widziałam, co ten Ś. wyprawia. Klepał go po twarzy jak piłkę, jeszcze się odezwałam, mówię: panie Ś. co pan robi, to jest człowiek

Jolanta Matejko

Gdy Jolanta Matejo przyjechała odebrać Rosjanina, okazało się, że Ś. wywieźli go do pracy w innej wsi. W związku z tym odbyło się bez kłótni. 59-letniego obywatela Rosji przygarnęło młode małżeństwo — Ewa i Krzysztof Tyszkiewiczowie. Para zapewniła mieszkanie mężczyźnie oraz obiecała pracę i zadeklarowała się, że znajdzie adwokata. Rosjanin dostał od nich także psa ze schroniska, aby nie czuł się samotny.

Zobacz także

"W krótkich spodenkach, klapkach, podartej koszulce, wsiadł do auta i powiedział, że to jest tylko to, co ma... Wrak człowieka, wychudzony, zapadnięte policzki" - cytuje słowa Krzysztofa Tyszkiewicza portal posaltnews.pl.

Niewolnicza praca

Jak przekazali państwo Tyszkiewiczowie, Mikołaj Jerofiejew nie jest przyzwyczajony m.in. do normalnego jedzenia. Cały czas ma zaciśnięty żołądek. Teraz uczy się jeść. 59-latek cały czas szuka sobie pracy, bo myśli, że jest to od niego wymagane.

Zobacz także

"Teraz przypomniałem sobie, że ja byłem kiedyś człowiekiem i znowu się nim staję" - wyznał Mikołaj Jerofiejew. Rosjanin nadal chce zostać w Polsce. Dominika Góra, mecenas specjalizująca się w pomocy obcokrajowcom uważa, że przypadek tego mężczyzny podchodzi pod handel ludźmi i wykorzystywanie do niewolnicze pracy. Sprawę ma zgłosić do Straży Granicznej oraz prokuratury.

Cały reportaż można obejrzeć lub przeczytać na stronie polsatnews.pl.

RadioZET.pl/posaltnews.pl