Kilkuletnie dziecko zgwałcone w pogotowiu opiekuńczym

Redakcja
17.11.2017 11:42
Lublin
fot. Google Street View

Kilkulatek padł ofiarą gwałtu ze strony starszych chłopców w pogotowiu opiekuńczym w Lublinie. Sprawą zajęła się prokuratura, ale dopiero, gdy w placówce przeprowadzono kontrolę. Wcześniej jej dyrektor zwlekał z zawiadomieniem odpowiednich organów.

Do bulwersującego zdarzenia, które opisała lubelska "Gazeta Wyborcza", doszło w połowie października. Dwaj chłopcy, w wieku 11 i 12 lat, zwabili do pokoju 9-latka. Tam doszło do gwałtu, którego świadkiem miał być jeszcze jeden chłopiec. Ten opowiedział o tej sytuacji kolegom ze szkoły podstawowej, do której uczęszcza.

W ten sposób informacja dotarła do dwóch rodziców dzieci ze wspomnianej podstawówki - jeden powiadomił Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie (któremu podlega lubelska placówka), drugi dziennikarzy "Wyborczej". W ten sposób MOPR zarządził kontrolę w placówce, jeszcze zanim jej dyrektor poinformował o tym odpowiednie instytucje.

Marek Misztal, od lat kierujący placówką, zapewnia w rozmowie z "GW", że nie zamierzał tuszować incydentu (ostatecznie złożył zawiadomienie do prokuratury), natomiast najpierw planował przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. Teraz, jak deklaruje, jest już pewien, że doszło do gwałtu i obiecuje zaangażować się w wyjaśnienie sprawy.

Pogotowie opiekuńcze przy ul. Kosmonautów w Lublinie owiane jest złą sławą. Reporterzy "Dużego Formatu" poświęcili mu duży i mocny tekst w 2014 roku, w którym opisali m.in. sadystyczne metody wychowawcze, jakie pracownicy placówki stosowali wobec małoletnich. Miała w tym przodować zwłaszcza żona dyrektora pogotowia, będąca jedną z wychowawczyń.

RadioZET.pl/lublin.wyborcza.pl/MP