Prezydent Lublina zakazał marszu równości. "Moją rolą jest dbać o bezpieczeństwo"

Piotr Drabik
09.10.2018 19:36
Lublin. Prezydent miasta Krzysztof Żuk zakazał marszu rówości
fot. Piotr Jaruga/REPORTER/East News

Prezydent Lublina Krzysztof Żuk zdecydował o zakazie organizacji marszu równości, jak i kontrmanifestacji w dniu 13 października. Argumentował, że zdecydowały o tym względy bezpieczeństwa. - Nie mogę pozwolić, biorąc pod uwagę mowę nienawiści i nawoływanie do aktów agresji, by zagrożone było życie i zdrowie mieszkańców Lublina - podkreślił.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Żuk poinformował, że we wtorek spotkał się z komendantem miejskim policji i podległymi mu służbami odpowiadającymi za bezpieczeństwo w mieście, a "policja potwierdziła, że pojawiły się nowe fakty i istnieje realne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców, w tym uczestników marszu".

- Stanąłem przed trudną decyzją. Zostałem wciągnięty w brutalną polityczną walkę ideologiczną, ale w obliczu zagrożenia życia i bezpieczeństwa mieszkańców, które jest dla mnie najważniejsze, i stanowiska policji wyrażonego przez komendanta na dzisiejszej naradzie, nie zostaje mi nic innego, niż wydać zakaz dla obu zgromadzeń - oświadczył Żuk.

Prezydent: nie opowiadam się za żadną ze stron

Prezydent powiedział, że w internecie pojawiły się wezwania do stawienia się na kontrmanifestacji określane "jako moralny obowiązek" oraz nawoływanie do przemocy wobec uczestników marszu.

Był też m.in. wpis: "może dałoby radę pokierować zboków na Majdanek", opatrzony zdjęciem pieca krematoryjnego z obozu koncentracyjnego. W tej sprawie prezydent złożył policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Żuk podkreślił, że temat marszu "wywołuje gigantyczne emocje, bardzo spolaryzowane, po obu stronach konfliktu".

- Nie opowiadam się za żadną ze stron. Moją rolą jest dbać o bezpieczeństwo, zdrowie i życie mieszkańców, stąd decyzja o zakazie. Jestem za konstytucyjną wolnością zgromadzeń, ale nie mogę pozwolić, biorąc pod uwagę mowę nienawiści i nawoływanie do aktów agresji, by zagrożone było życie i zdrowie mieszkańców Lublina - mówił prezydent.

Dodał, że 13 października w Lublinie organizowany jest też Festiwal Fantastyki Falkon, w którym może wziąć udział nawet 10 tys. uczestników.

Prezydent już wcześniej zwrócił się do komendanta policji w Lublinie z prośbą o dokładną analizę i ocenę stanu zagrożenia w związku z organizacją marszu oraz o wydanie jednoznacznej opinii w tej sprawie.

Od tej opinii uzależniał, czy wyda decyzję o zakazie marszu, gdyż wcześniej, jak mówił, nie było przesłanek – przewidzianych w ustawie – na podstawie których można było taki zakaz zgodnie z prawem wydać.

Od decyzji o zakazie zgromadzenia jego organizatorzy mogą się odwołać do Sądu Okręgowego w Lublinie. Organizator Marszu Równości Bartosz Staszewski powiedział, że nie zgadza się z decyzją prezydenta. - Złożymy odwołanie do sądu. W kraju odbyło się kilkanaście takich marszów, nie ma powodu, aby go zakazywać w Lublinie -– dodał.

Wojewoda o "zboczeniach" i "dewiacji"

Planowany Marsz Równości w Lublinie wzbudził protesty m.in. działaczy PiS, środowisk narodowych i katolickich.

Radni miejscy PiS, którzy domagali się jego zakazania, zwołali w tej sprawie nadzwyczajną sesję rady miasta. Obrady nie doszły do skutku, gdyż sesję zbojkotowali radni PO i Wspólnego Lublina, co spowodowało, że nie było kworum. Sesji towarzyszyły demonstracje zwolenników i przeciwników marszu.

W Lublinie pojawiły się też plakaty z napisami "Nie dla marszu homoseksualistów", "Lublin miastem bez dewiacji" i z zapowiedzią kontrmanifestacji organizowanej 13 października przez Młodzież Wszechpolską, ONR i fundację "Życie i Rodzina".

Krytycznie o marszu wypowiadał się wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. Na swoim wideoblogu zamieścił komentarz, w którym powiedział, że sprzeciwia się promowaniu "zboczeń, dewiacji, wynaturzeń", postaw "antyrodzinnych, antychrześcijańskich", "sprzecznych z katechizmem, sprzecznych z Konstytucją RP", która – jak przypominał – chroni "tylko małżeństwo heteroseksualne, związek kobiety i mężczyzny".

Także przewodniczący klubu radnych PiS w radzie miasta Tomasz Pitucha umieścił na portalu społecznościowym wpis, w którym Marsz Równości określił jako "promujący homoseksualizm, pedofilię".

Organizator Marszu Równości złożył do sądu w Lublinie prywatne akty oskarżenia przeciwko Czarnkowi i Pitusze, od których domaga się przeprosin za ich wypowiedzi o marszu.

- Nie możemy się zgodzić na to, aby nas obrażano i zniesławiano - mówił Staszewski dziennikarzom.

W ocenie Żuka do eskalacji emocji przyczyniły się też zachowania wojewody, "który zapominając najwyraźniej, że jest urzędnikiem państwowym reprezentującym rząd Polski, wypowiadał się jak polityk w sposób, który może stanowić przejaw mowy nienawiści".

Żuk podkreślił, że "prywatne poglądy" wojewody i innych przeciwników Marszu Równości "nie mogą być przesłanką do niezgodnego z prawem ograniczania wolności organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich oraz wyrażania poglądów i opinii".

Wojewoda lubelski powiedział we wtorek dziennikarzom, że mówił tylko prawdę, nikogo nie obrażając, używał definicji opisanych w słownikach języka polskiego oraz że popierał tylko pokojowe kontrmanifestacje, które "mają pokazywać piękno i świętość rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny".

- Nie wiem, gdzie pan prezydent widzi mowę nienawiści. Ja jestem przeciwnikiem zboczeń, dewiacji i wynaturzeń, a zwolennikiem promocji rodziny opartej ma małżeństwie kobiety i mężczyzny - powiedział Czarnek.

RadioZET.pl/PAP/PTD