Dziennikarz TVP zabrał głos w sprawie zarzutów. "To odwet za mówienie niewygodnej prawdy"

Redakcja
23.05.2019 13:03
Dziennikarz TVP zabrał głos w sprawie zarzutów. "To odwet za mówienie niewygodnej prawdy"
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News

"Uważam, że jest to odwet za mówienie niewygodnej prawdy m.in. o majątku Pawła Adamowicza i jego rodziny, układzie gdańskim i powiązanych z nim polityków” -  napisał w oświadczeniu przesłanym Onetowi dziennikarz TVP Łukasz Sitek. Odniósł się w ten sposób do wtorkowej publikacji Gazety Wyborczej, która napisała o ciążących na nim zarzutach za znęcanie się nad partnerką.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

O sprawie pisaliśmy na RadioZET.pl we wtorek. Na Łukaszu Sitku, dziennikarzu TVP Info znanym m.in. z sond przeprowadzanych w programie "W Tyle Wizji”, ciążą poważne zarzuty prokuratorskie – poinformowała  trójmiejska Gazeta Wyborcza. Dotyczą one znęcania się nad partnerką. Według prokuratury, miało dochodzić do bicia kobiety po twarzy, przytrzaśnięcia dłoni drzwiami oraz wielokrotnego poniżania.

Zobacz także

Jak pisze Wyborcza, powołując się na informacje zaczerpnięte z Prokuratury Rejonowej w Gdańsku Oliwie, S. miał się znęcać nad 28-letnią partnerką przez ostatni rok ( od marca 2018).  Jak z kolei przekazał w rozmowie z autorami publikacji prokurator Maciej Stopa z oliwskiej prokuratury, "znęcanie fizyczne w jednym przypadku udokumentowane jest opinią sądowo-lekarską biegłego z zakresu medycyny sądowej”. Materiał dowodowy w tej sprawie śledczy kompletowali przez pół roku. 28-letnia kobieta była również kilkukrotnie przesłuchiwana a jej zeznania zgadzały się z wersją kilku innych świadków.

Zobacz także

Chodzi m.in. o ciągłe poniżanie, obrzucanie wyzwiskami, bicie po twarzy i celowe przytrzaśnięcie ręki drzwiami podczas jednej z domowych awantur.  To właśnie wtedy kobieta zgłosiła sprawę na policję.

Sitkowi grozi mu do pięciu lat więzienia - informowała "Gazeta Wyborcza".

Dziennikarz TVP odpowiada

Łukasz Sitek postanowił zabrać głos. Dziennikarz wysłał do redakcji Onetu oświadczenie, w którym odniósł się do stawianych mu zarzutów oraz do wtorkowej publikacji Gazety Wyborczej.

"Od ponad dwóch lat Gazeta Wyborcza prowadzi wobec mnie kampanię oszczerstw i nienawiści. Rozpowszechniano nieprawdziwe informacje na tematy związane zarówno z moją pracą w TVP jak i dotyczące spraw prywatnych” – oznajmił.

"Uważam, że jest to odwet za mówienie niewygodnej prawdy m.in. o majątku Pawła Adamowicza i jego rodziny, układzie gdańskim i powiązanych z nim polityków” – przekonywał Sitek.

Jak również dodał, jest "osobą niekaraną” a "stawiane mu zarzuty nie znalazły potwierdzenia w wyrokach sądowych”.

Zobacz także

"Uważam, że wszelkie sprawy prywatne powinny zostać rozstrzygnięte polubownie. Liczę, że organy ścigania także przychylą się do takiego rozwiązania. Obawiam się, że usilne skazanie może prowadzić do zniszczenia mojej rodziny, najbardziej ucierpieć – na tej politycznej zagrywce – mogą nasze niewinne dzieci. Sprawa rodzinna jest wykorzystywana do celów politycznych, a dobro moich bliskich schodzi na drugi plan” – podkreślił.

Jego zdaniem, tekst Wyborczej powstał na "polityczne zamówienie”.

"Informuję, iż zamierzam złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarza GW. o naruszenie tajemnicy postępowania przywoławczego z art. 241 kodeksu karnego” – dodał.

Dziennikarz zaapelował również o publikowanie jego wizerunku z pełnymi danymi osobowymi.

Awantura w Pendolino

O Łukaszu S. pisaliśmy wcześniej na portalu RadioZET.pl w związku z innym incydentem. Doszło do niego w lutym 2018 roku, w pociągu Pendolino odjeżdżającym z Gdyni do Krakowa w weekend nad ranem. Łukasz S. z TVP Info miał grozić policjantom i pracownikom PKP zwolnieniem. Jak wynika z ich relacji, w stanie nietrzeźwości wymachiwał legitymacją prasową.

Według trójmiejskiej Gazety Wyborczej S. chciał kupić bilet, rzucając pracownikowi PKP 10 złotych. S. Miał przedstawić się również jako dziennikarz i żądać wydania biletu, który wówczas kosztował 170 złotych. Zamiast tego został jednak poproszony o opuszczenie pociągu. Według relacji gazety i cytowanych świadków,  zaczął wyzywać pracowników i mówić, że "wszystkich załatwi”. Wtedy pracownicy PKP wezwali policję.

Zobacz także

Finalnie mężczyzna został obezwładniony i wyprowadzony z pociągu w kajdankach. Chwilowo TVP zawiesiło go w obowiązkach służbowych, jednak po jakimś czasie wrócił do pracy w gdańskim oddziale telewizji publicznej. W związku z tym zdarzeniem usłyszał też dwa zarzuty - informowała Wyborcza.

 

RadioZET.pl/wyborcza.pl/onet.pl