Zamknij
Ile kosztuje żona?
Ile kosztuje żona?
fot: Leojuli/Shutterstock

Żona ma być posłuszna, uległa i milcząca. I najlepiej, żeby była tania

Emilia Waszczuk
Emilia Waszczuk Redaktor Radia Zet
12.08.2022 09:02

Ile mężczyźni są w stanie zapłacić za "posiadanie" kobiety i po co im żony? Na te i wiele innych pytań próbuje odpowiedzieć Violetta Rymszewicz, autorka książki "Ile kosztuje żona?". To opowieść o handlu, porwaniach, gwałtach i nienawiści do kobiet. Ale też o mężczyznach, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowej, coraz mniej patriarchalnej rzeczywistości.

Emilia Waszczuk: Czy można kupić żonę w Polsce?

Violetta Rymszewicz: To zależy, jak rozumiemy proces kupowania. Jeśli podejdziemy do tematu kupowania żon w takich kategoriach, jak dzieje się to na przykład w USA czy Europie Zachodniej, w sensie wybierania na żonę silikonowej lalki lub seksrobota, to tak, jak najbardziej można taką żonę kupić. Ale w Polsce, podobnie jak w sporej grupie państw cywilizowanych, żony kupuje się również w sposób pośredni. 

Sam proces “nabywania” żony odbywa się poprzez akt małżeństwa. I z jakiegoś tajemniczego, niezrozumiałego dla mnie powodu, bardzo wiele sił decyzyjnych, czy to polityka, prawo, czy religie, chciałoby, aby kobieta w momencie zawierania związku małżeńskiego, stawała się własnością mężczyzny. Żeby do śmierci była mu przynależna i maksymalnie od niego zależna. W takim sensie żonę oczywiście można “kupić”. I można ją w Polsce zatrzymać do momentu, kiedy relacja spełnia męskie oczekiwania. 

Nie mówimy oczywiście o wszystkich mężczyznach w Polsce, a o całkiem sporej grupie, która uważa, że małżeństwo powinno być nierozerwalne i oparte na tym, że mężczyzna jest siłą dominującą i silniejszą, a kobieta ma mu podlegać. Tak, w Polsce - oczywiście w przenośni - też można kupić żonę. 

Czyli nie możemy sobie jasno i krótko odpowiedzieć na pytanie, ile kosztuje żona w Polsce? Nie da się znaleźć na to konkretnej odpowiedzi?

Oczywiście, że się da. Kobieta w Polsce, wychodząc za mąż za mężczyznę, który oczekuje, że będzie ona jego własnością, będzie posłuszna, uległa, zrezygnuje z pracy gdy pojawią się dzieci, jeśli mąż decyduje, że to on będzie odpowiedzialny za przynoszenie wszelkich dóbr do domu, to taka żona jest warta tyle, ile jej nigdy niezapłacona i niewyceniona praca w domu. Po iluś latach małżeństwa to się przekłada na konkretne sumy.

To znaczenie kupowania żon i bezpośredniej wartości kobiety w roli żony, ono ma zupełnie inny wydźwięk w Polsce, inny w Belgii, Francji, USA, Afryce Subsaharyjskiej, Azji i tak dalej. Wbrew pozorom to pytanie jest bardzo głębokie i ma wiele niejednoznacznych odpowiedzi. 

Czy polskim mężczyznom - mam na myśli tę konserwatywną część, która chciałaby zachować w świecie patriarchalny porządek - grozi epidemia samotności? Czy to może kobiety są bardziej zagrożone?

Gdy pracowałam nad książką, duży wysiłek wkładałam w to, by traktować swoich bohaterów z dużą dozą wrażliwości. Niektóre z tych postaci lubię bardziej, inne mniej. Ta grupa mężczyzn w Polsce, o której pani mówi, to jest grupa, która intelektualnie i emocjonalnie jest mi mniej bliska.

Według szacunków ONZ, nieodpłatna praca kobiet jest warta od 10 do 30 procent PKB i może stanowić większy wkład w gospodarkę, niż handel, transport czy produkcja.

Te same zagrożenia i niebezpieczeństwa czyhają na kobiety, które nie do końca chcą zrozumieć dynamikę zmian, zachodzących na świecie. 

Co w takim razie może zrobić ten biedny polski mężczyzna? Jest jakiś lek dla niego?

Oj… Nie ma łatwych recept. Najprostsza recepta, jaką mogłybyśmy wystawić, to edukacja. Czytanie książek, o ile jest to możliwe - podróże, koniecznie rozmawianie z innymi mężczyznami, którzy są z kobietami, którzy są z innej bańki informacyjnej.

Jeśli polski mężczyzna, z tych grup zagrożonych samotnością, czyli z niewielkich miast i miasteczek, ze wsi, gorzej wykształcony, często bez pracy lub z jakimiś problemami społecznymi, nie może znaleźć dla siebie partnerki lub żony - jedyne, co możemy mu doradzić, to wyjść do świata. Ale nie tego świata, który on tak dobrze zna. Wyjść do świata, który jest inny, inaczej myśli, czuje, odbiera rzeczywistość, ma inny poziom wykształcenia. Spróbować zrozumieć, co się wokół niego dzieje, wyłączyć telewizor, rozszerzyć bańkę informacyjną na Facebooku i rzeczywiście zacząć oglądać świat z innej perspektywy. Zdaję sobie sprawę z tego, jaką utopią jest to, co mówię. 

Do czego służy żona? 

To zależy, kogo zapytamy. 

Dla bohatera pani książki. Weźmy pod lupę tego nieszczęsnego Polaka konserwatystę.

Przez chwilę był taki pomysł, by w książce znalazł się rozdział o portalach matrymonialnych. Przygotowując się do rozdziału, zarejestrowałam się na sześciu czy siedmiu stronach. A że nie miałam wcześniej do czynienia z takimi miejscami, zaczęłam przyglądać się, z czym mam w ogóle do czynienia, jak to działa. Znudziło mnie to po dwóch dniach. 

To, co mnie nie znudziło, a żyłam tym kilka tygodni, to przyglądanie się, jaki mężczyzna na tego typu portalu matrymonialnym jest obecny i czego szuka. Mogłabym oczekiwania tego mężczyzny, który jest samotny i szuka żony, sprowadzić do oczekiwań jednego z panów, który miał dość odwagi, by powiedzieć to publicznie i głośno. Napisał: szukam żony młodej, ładnej, dziewicy i żeby chociaż trochę umiała gotować

Produkcja sekslalki w Chinach
fot. AFP/EAST NEWS

Fragment o dziewicach jest bardzo ciekawy. Mężczyźni wymagają, by kobieta była "nienaruszona", ale sami nie chcą zachować czystości przed ślubem. Skąd mają się brać te kobiety?

Nie chciałabym, aby kobiety brały się skądś. Chciałabym, aby kobiety miały takie samo prawo do wolności seksualnej i spełnienia erotycznego, jak mężczyźni. Nie powinna nas interesować hipokryzja mężczyzny, który spodziewa się, że kobieta, z którą się ożeni, będzie dziewicą. Sam fakt tego typu oczekiwań jest dla mnie tak kuriozalny, że aż napisałam o tym rozdział w książce…

No właśnie. Z pani książki dowiemy się, że nawet w Europie mamy coś takiego, jak "testy dziewictwa". Nie jest to legalne, ale funkcjonuje. 

Niestety to zjawisko ciągle funkcjonuje. Ono dotyczy głównie bardzo konserwatywnych środowisk muzułmańskich w Europie Zachodniej. Ale umówmy się, że w Polsce oczekiwania, że kobieta powinna być dziewicą, też istnieją. 

Gloryfikacja dziewictwa, które jest czysto umownym konstruktem społecznym, nadal istnieje niezależnie od szerokości geograficznej. Natomiast rzeczywiście, w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych, że o Azji nie wspomnę, to oczekiwanie, że sprawdzimy, czy kobieta nie była aktywna seksualnie przed ślubem, jest bardzo powszechne. Zresztą rząd Emmanuela Macrona niedawno wprowadził surowe prawo karzące lekarzy za to, że oferują tzw. testy dziewictwa.

Test dziewictwa - bolesna, upokarzająca i traumatyczna praktyka, polegająca na ustaleniu, czy kobieta kiedykolwiek odbyła stosunek seksualny. Skupia się głównie na sprawdzeniu tzw. błony dziewiczej.

Ja, pisząc rozdział o dziewictwie i dziewicach, o tym, ile kosztuje dziewictwo, starałam się pokazać, jak absurdalne są te oczekiwania. Że wokół jakiegoś irracjonalnego pojęcia dorobiono całą ogromną filozofię, która pozwala prześladować i dyskryminować kobiety. Bardzo mi zależało, by oddać ogrom tego absurdu. 

Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy kobieta jest dziewicą, czy nie jest. Mitologiczna błona dziewicza nie istnieje, to tylko kawałek tkanki, który u każdej kobiety wygląda zupełnie inaczej. Może nigdy nie zostać rozerwana, można się bez niej urodzić. Jak zatem sprawdzić dziewictwo?

Nie można. To byłoby świetne pytanie dla ginekologa. Natomiast te mity, które wokół dziewictwa i błony dziewiczej narosły, one wędrują jak świat długi i szeroki, czasami są przetwarzane przez koloryty lokalne, religie itp. Tym, co je łączy, niezależnie czy to światła Francja, czy Afryka Subsaharyjska, to próba kontroli i karania kobiet za zachowania, które są w jakiś sposób niezgodne z męskimi oczekiwaniami. 

Szacuje się, że w Polsce każdego roku dochodzi do nawet 500 morderstw na kobietach, tak zwanego "kobietobójstwa". Ono oczywiście nie jest wyróżnione w Kodeksie karnym. Wiemy jednak, że dokonywane jest tylko na jednej płci, a całą winą ofiar jest bycie kobietami. Codziennie słyszymy o gwałtach, o skatowanych kobietach, w polskich rodzinach dzieją się wielkie dramaty, a nasz rząd chciałby wypowiedzieć konwencję antyprzemocową. Czy to znaczy, że jesteśmy skazane na życie w strachu? Na tych przemocowych mężczyzn? Jaka dla nas jest recepta? Kobiety powinny zrezygnować z małżeństw?

To jest dość ryzykowne pytanie. Nie wolno nam komukolwiek, czy to kobietom, czy mężczyznom mówić, czy zalecać, że mają z czegoś rezygnować. Ja - pisząc rozdział o Polsce - chciałam kobietom i mężczyznom zwrócić uwagę na jeden element. Że wokół małżeństwa, jako instytucji regulowanej prawem, podatkami, wpływem państwa, Kościoła i tak dalej, narosło bardzo dużo mitów, a te mity najbardziej krzywdzą kobiety.

Pierwszy małżeński mit, to jest mit o miłości. Że za mąż wychodzi się z wielkiej miłości i fakt wchodzenia w związek małżeński jest ukoronowaniem tego uczucia po grób. Psychologia nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że wychodzenie za mąż tylko z miłości skazuje małżeństwo na toksyczność. Na pewnym etapie tam, gdzie miłość się kończy, gdzie wygasa pożądanie, tam pojawia się złość. Jeśli więc w związku brakuje kompetencji związanych z rozmawianiem, z komunikacją, z niezamiataniem problemów pod dywan, to taki związek zaczyna obrastać w toksyczność. Jeśli ktoś z małżonków, albo oboje małżonkowie, nie potrafią sobie z własną frustracją poradzić, to narasta ryzyko przemocy, a nawet zabójstw. Wszędzie tam, gdzie wychodzimy za mąż tylko z czystej miłości i wyłączamy zupełnie jakąkolwiek analizę i zdroworozsądkowy ogląd partnera, tam ryzykujemy różnego rodzaju zachowania przemocowe. Po obu stronach. To nie jest tak, że tylko mężczyźni krzywdzą, kobiety też to robią. 

Drugi mit mówi, że “kobiety pragną bardziej”. Mężczyźni są naprawdę głęboko przekonani, że życiowym celem kobiety jest wyjście za mąż, a później pozostawanie żoną. Mamy XXI wiek i naprawdę to już pora, by panowie zrozumieli, że… no może niekoniecznie. 

Niektórzy cały czas mocno się dziwią, widząc kobietę bez mężczyzny, deklarującą, że nie chce wyjść za mąż i rodzić dzieci. 

To jest ten drugi mit, który starałam się w rozdziale o Polsce pokazać. Największy problem polega na tym, że mity o miłości i małżeństwie są tak głęboko zakodowane w podświadomości społecznej, iż sam fakt, że pani o nich powie głośno, już budzi ogromny opór.

Pewnym ratunkiem dla kobiet, które chcą uniknąć ryzyka związanego z wychodzeniem za mąż, jest - moim zdaniem - świadomość tego, że kierowanie się w życiu wyłącznie emocjami nas krzywdzi. Na jakimś etapie życia musimy stanąć mocno na ziemi i zobaczyć ten świat taki, jaki jest. Bez podpierania się mitami o wielkiej miłości, księciu na białym koniu. Należałoby się tej drugiej stronie bardzo starannie przyjrzeć, czy on nie ma jakichś cech i słabości, które za dwadzieścia pięć lat będą trudne do zniesienia. 

Podczas protestów Strajku Kobiet w Warszawie w 2020 r.
fot. Piotr Drabik/Radio ZET

Czyli kobiety powinny zacząć traktować małżeństwo jako pewien układ, inwestycję w siebie i przyszłość? 

Kobiety nie mogą zapominać, że małżeństwo jest rodzajem partnerstwa również ekonomicznego. Że to nie jest układ na chwilę. Byłoby dobrze, gdybyśmy wychodząc za mąż, pozostawali w tym związku przez całe życie. Nie dlatego, że chcemy moralizować, tylko dlatego, że przejście przez rozwód jest doświadczeniem traumatycznym, dla kobiet, mężczyzn i dzieci. 

Aby nie ryzykować traumy rozwodu, nie krzywdzić osób wokół nas, trzeba bardzo rozsądnie wybrać sobie partnera. A jeśli nie jesteśmy pewni - po prostu nie wychodzić za mąż. Są inne formy bycia razem, również jakoś sankcjonowane prawnie. Nadal, w przypadku porażki w związku, będzie ciężko, ale będzie też łatwiej od strony formalnej. Kobiety, zamiast bawić się tylko w emocje, powinny pamiętać, że małżeństwo ma też aspekt prawno-ekonomiczny. To jest naprawdę bardzo poważna sprawa. 

Przejście przez rozwód jest doświadczeniem traumatycznym, dla kobiet, mężczyzn i dzieci.

W Polsce panuje też mocne przekonanie, że jeśli kobieta zajdzie w ciążę, od razu trzeba brać ślub, iść do ołtarza. Nie można pozwolić, by dziecko urodziło się nieślubne. Mam wrażenie, że dużą krzywdę robią nam więc nie tylko emocje, ale też tradycja. 

Przyglądanie się temu, jaką krzywdę robi tradycja kobietom i małżeństwom, ono mi się przewija przez całą książkę. Dlatego, że ta przemożna, krzywdząca moc tradycji. Ona wędruje przez cały świat, nie tylko w Polsce. Każda kobieta, która przeciwstawia się tradycji, ma odwagę mówić “nie, ja nie będę się w to bawić”, jest przez społeczności miejscowe często bardzo brutalnie karana. 

Kobiety dopiero uczą się mówić, że coś im się nie podoba. Zaczynamy dostrzegać, że coś jest nie tak. Skarżyć się na swój niesprawiedliwy los.

Wolałabym uniknąć słowa narzekać. My po prostu zebrałyśmy się na odwagę i coraz głośniej mówimy o tym, że nie jest tak, jak byśmy sobie tego życzyły. Że chcemy, by rzeczywistość kobiet była nieco bardziej sprawiedliwa, niż jest teraz. Myślę, że to bardzo dobrze, że my mamy w sobie odwagę, aby mówić o tym głośno. 

Tu przypomniało mi się jedno z wielu kontrowersyjnych wystąpień ministra edukacji Przemysława Czarnka, który swego czasu mówił, że kobiety są od tego, by małżeństwo spajać. Nie ważne, ile razy mąż wróci do domu pijany, będzie błądził, bił, zdradzał, niszczył życie rodzinie. Kobieta jest od tego, by to małżeństwo i tę rodzinę składać na nowo. Ale jest też druga strona - mężczyzna tego wszystkiego nie musi robić. Co więcej, on jest tak zaprogramowany, że nawet by nie potrafił. 

Jakie to wygodne. Nieprawdaż? Kiedy zbierałam materiały do książki, postanowiłam, że zrobię przegląd “praw żony”. Pisałam o tym, kiedy pojawiły się w różnych państwach sankcjonowane “prawa żony”, czyli na przykład prawo do własnego majątku, do tego, by mogła wychowywać dzieci. Najbardziej uderzyło mnie to, co działo się w Szwajcarii. Super bogaty kraj, lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, a tam wielka dyskusja o tym, że kobieta i mężczyzna w małżeństwie powinni mieć te same prawa i obowiązki. Czyli jak dbamy o małżeństwo, to oboje jesteśmy wierni, oboje jesteśmy lojalni, oboje nie kłamiemy i tak dalej. I w Szwajcarii rozpętała się burza. 

Proszę sobie wyobrazić, że cały odłam prawicy szwajcarskiej argumentował, że jest to “atak na świętość i nierozerwalność rodziny”. Natomiast duchowni publicznie na ulicach i w kościołach cytowali biblię na potwierdzenie wyższości mężczyzn nad kobietami. Pomyślałam, jaki to paradoks. Mężczyźni są ponoć lepsi od kobiet, wyżsi, ale nie są w stanie panować nad swoimi popędami i na równi z kobietą dbać o małżeństwo. To są od nas lepsi, czy nie? Jeśli my całe życie dźwigamy cały ciężar małżeństwa, a oni w nim tylko są, to kto ma wyższość?

Mnie w podobnych dyskusjach uderza też to, że mężczyźni są silniejsi, ważniejsi, ale bez kobiet nie są w stanie przeżyć…

Współczesny mężczyzna bez kobiety nie jest w stanie przeżyć nie tylko dlatego, że nie będzie mieć dzieci, którymi się i tak później nie zajmie. Jest jeszcze coś, co próbowałam pokazać w książce. Mężczyźni sobie bardzo źle radzą w sytuacji niespełnienia seksualnego. W sporych grupach mężczyzn ta niespożyta energia seksualna przekłada się na poważne problemy społeczne, takie jak przemoc, porwania kobiet, bunty społeczne. Oni naprawdę nie są w stanie przeżyć bez żon i to w takiej skali, że to zagraża bezpieczeństwu całych państw. 

Mężczyźni sobie bardzo źle radzą w sytuacji niespełnienia seksualnego.

Są mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i chcieliby, by tych kobiet na świecie nie było, ale nie potrafią bez nich przeżyć. Są mężczyźni, którzy twierdzą, że to oni muszą rządzić. Ale są też kobiety, które cały czas tkwią w tym przeświadczeniu…

Z jakiegoś powodu partie skrajnie prawicowe i konserwatywne, których nazw nie wymienię, aby ich nie promować, mają w swoich szeregach kobiety. One nie widzą paradoksu, zagrożenia dla siebie. Wychodzą za mąż za zwolenników tych partii i takiego widzenia świata, mają z nimi dzieci. Czasem trzeba dziesięć, piętnaście lat, by zobaczyły, w co się wpakowały. Wszystkim tym kobietom możemy tylko z całego serca życzyć, aby zauważyły jak najszybciej, w co wchodzą i pomyślały o sobie, nim będzie za późno. 

Naprawdę późno zaczyna być w okolicach pięćdziesiątki. Jeśli kobieta się pomyliła i nie zadbała o swój status społeczny, to odchowa dzieci, przez dwadzieścia lat poprowadzi mężczyźnie dom, a on ją wymieni na młodszą. I ona zostanie z niczym. 

Przejdźmy do zjawiska przerażającego, do grupy mężczyzn, którzy naprawdę nienawidzą kobiet i to do tego stopnia, że są w stanie je mordować. Incele. Czy w Polsce powinnyśmy się ich bać? Wiemy, że na świecie dochodziło już do masowych mordów dokonanych przez przedstawicieli tej “subkultury”. 

Dla mnie za całym fenomenem incelskim kryje się ogromny dramat i bezgłośne wołanie o pomoc. To są mężczyźni, którzy całkowicie się pogubili. Natomiast, czy kobiety powinny bać się inceli? Myślę, że kobiety powinny bać się grup mężczyzn nienawidzących kobiet, które szerzą ideę przemocy, gwałtów usankcjonowanych prawem. Co warto tu dodać - kobietę zgwałcić można nie tylko fizycznie, ale też w sensie ekonomicznym czy psychicznym, religijnym. Każdy przymus stosowany na kobiecie przez instytucje czy pojedynczego mężczyznę, jest rodzajem gwałtu. Natomiast partie prawicowe i religia bardzo chętnie w tę kulturę przemocy wobec kobiet idą. 

Incel - mężczyzna, zwykle biały i heteroseksualny, oskarżający kobiety i ich zbyt wysokie wymagania o swe niepowodzenia seksualne. Najczęściej prawiczek, głęboko przekonany o swej nieatrakcyjności.

Nie boi się pani oskarżeń o antypolskość, o wojujący feminizm, ataków ze strony konserwatywnych mężczyzn czy inceli?

Wiele osób mnie o to pyta. Zanim jednak pojawi się jakikolwiek zarzut o antypolskość, antyrodzinność, to ja bym ogromnie prosiła, aby ta osoba przeczytała moją książkę. Dlatego że tam wszystko jest. W rozdziale dotyczącym inceli, czy “przegrywów”, jest de facto ich ogromna obrona. Ja bycie incelem raczej tłumaczę, niż je atakuję. 

Pytanie, czy przeciętny incel to zrozumie?

A to jest dobre pytanie. Przyznam się, że gdy gromadziłam materiały do rozdziału o incelach, wchodziłam na różnego rodzaju fora. Rozmawiałam z incelami w Europie i USA, czytałam wypowiedzi polskich inceli. W Polsce uderzyła mnie jedna rzecz. Jestem na jednym z forów, na którym gromadzą się panowie głęboko wierzący, że są incelami i pytam: kto to był Elliot Rodger, o co z nim chodzi? Kto to był Alek Minassian? Ktoś wie, o co chodzi z lookismem? Ze wskaźnikiem atrakcyjności fizycznej MSV? Zmierzam do tego, że ci polscy incele sprawiają wrażenie bycia incelami na pół gwizdka. Tak, jakby nie do końca rozumieli, jakie mechanizmy za tym stoją. Jaka jest filozofia, jakie postaci inspirują cały ten przerażający ruch. 

Elliot Rodger - sprawca masowego mordu w Isla Vista. Zabił 6 osób
fot. Polaris/East News

Natomiast czy ja się boję? Ja po prostu wykonałam jakiś rodzaj rzemieślniczej pracy pisarskiej. Zauważyłam zjawiska i postanowiłam poszukać odpowiedzi, również naukowych. Ja nie chcę nikogo atakować, nie było we mnie złych emocji, gdy pisałam tę książkę. Nie wiem, czy się boję. Być może nie zdaję sobie sprawy z tego, jak poważna jest to sprawa. 

Jeśli książka zostaje uznana za zagrożenie, a autor za wroga publicznego, to mi się to kojarzy z “Szatańskimi wersetami” Salmana Rushde, który całe życie musi się ukrywać, bo ktoś uznał, że słowo, które napisał, jest zagrożeniem. Jeśli ktoś zaczyna bać się książek, to już niżej jako państwo i społeczeństwo zejść nie możemy. 

Na koniec muszę spytać jeszcze o dwa zjawiska, które pojawiają się w książce. Pierwsza z tych rzeczy, to lalki, seksroboty, sztuczne żony, a druga, to żony z katalogu. Czy lalka może zastąpić kobietę? 

Dla całkiem sporej subkultury, zwanej IDollators, okazuje się, że tak. Ci mężczyźni, gdy mają do wyboru kobietę i lalkę, seksrobota, wybierają to drugie, o ile tylko mają pieniądze. Skrajne posłuszeństwo i uległość przedmiotu pociąga ich bardziej, niż żywa, czująca i mówiąca do nich kobieta. Czy może zastąpić? Zastępuje. 

Tu wybrzmiało właśnie to, co towarzyszyło mi przez całą lekturę - mężczyznom, bohaterom pani książki chodzi głównie o to, by kobieta była uległa, niema, spełniała zachcianki i dawała przyjemność. 

W rozdziale o “przegrywach” cytuję Polaka, który ma kanał na YouTube i mówi dokładnie to samo: “mężczyzna nie chce wiele. Ona ma prać, prasować, sprzątać, milczeć i nie zawracać mu głowy”. To jest przerażające. 

Ile kosztuje żona?, Wydawnictwo Znak Koncept
fot. Materiały prasowe

W rozdziale o lalkach pani nie tylko opisuje rzeczywistość, ale też ostrzega, że zmierzamy w bardzo niebezpiecznym kierunku. 

Dokładnie tak to zobaczyłam. Ale musimy wspomnieć, że nie tylko mężczyźni kochają lalki. Kobiety też mają substytuty miłości w postaci silikonowych lalek. Tyle że to zjawisko u kobiet wygląda trochę inaczej. Kobiety często decydują się na silikonowe dzieci, czyli mniej potrzebują spełnienia czysto seksualnego. Kobiety szukają innych emocji. 

Zjawisko kobiet, które kochają lalki wyglądające jak dzieci, mnie naprawdę porusza. Zresztą mężczyznom, którzy kochają lalki czy seksroboty, też współczuję. Chciałabym, żeby potrafili znaleźć szczęście w realnym świecie. 

Kobiety też mają substytuty miłości w postaci silikonowych lalek.

Żony z katalogu. Pisała pani w dużej mierze o Ukrainie. A czy spotkała się pani, z tym że podobne katalogi funkcjonują też w Polsce?

Nie. Ale to może mieć związek, z tym że zjawisko w Polsce jest jeszcze niszowe. Poza tym, naukowcy i psychologowie społeczni opisujący fenomen brokeringu małżeństw międzynarodowych wskazują, że kobiety z Azji, Ukrainy, krajów bloku postsowieckiego, one jednak szukają nieco innego poziomu życia niż ten, który ma do zaoferowania samotny kawaler w Polsce. To jeszcze nie jest ten poziom bezpieczeństwa, o który im chodzi. To pierwsza sprawa. Druga, myślę, że nawet jeśli są w Polsce mężczyźni, którzy zamawiają żony z katalogu, oni się do tego po prostu nie przyznają. Podobnie jak pewnie są w Polsce mężczyźni kochający lalki. 

Zaś to, że polscy mężczyźni chcieliby sobie zamawiać żony z katalogu, wiemy doskonale. Pokazała to sytuacja wojny w Ukrainie. Oni by bardzo chcieli sobie żonę kupić, ale nie mają pieniędzy. Oferują więc mieszkanie i utrzymanie. Tych ofert pojawiło się ostatnio zatrważająco dużo i są obrzydliwe. Polacy bardzo chętnie by sobie żonę kupili, ale to bardzo dużo kosztuje. Idą więc na skróty. 

Ostatnie pytanie. Czy można kupić męża?

Można. Można kupić towarzystwo mężczyzny. Męża również, ale stawka kosztów jest strasznie wysoka. My mamy inne grzeszki. Kobiety nie są święte, ale zdecydowanie rzadziej niż mężczyźni marzą o milczącym, uległym, posłusznym, silikonowym mężu.

Violetta Rymszewicz - członkini Brytyjskiego Towarzystwa Psychologicznego, pracuje jako partner biznesu, pomaga kobietom w planowaniu karier i ścieżek edukacji, oraz w wychodzeniu z kryysów zawodowych. Publikowała między innymi w "Newsweek Polska" i "Gazecie Wyborczej". Od zawsze chciała pisać dłuższe formy, "Ile kosztuje żona?" to jej książkowy debiut. 

Więciej informacji o książce: https://violettarymszewicz.com/

Emilia Waszczuk
Emilia Waszczuk

Podlasianka, która cichy wschód porzuciła dla głośnej Warszawy. Absolwentka resocjalizacji i kulturoznawstwa, choć i tu nie znalazła swojego miejsca. Od dziecka wiedziała, że będzie pisać i dziś swój czas poświęca głównie tematom politycznym. Kocha opowieści o ludziach, zwłaszcza tych zwykłych-niezwykłych. Gdy wychodzi z pracy, oddaje się swojej drugiej największej pasji: roślinom, których liczba powoli zaczyna przekraczać możliwości małego, warszawskiego mieszkanka.

C