Lasek o tezach podkomisji smoleńskiej: brak znajomości podstaw fizyki

Redakcja
11.04.2017 14:37
Lasek o tezach podkomisji smoleńskiej: brak znajomości podstaw fizyki
fot. PAP

- Pomieszanie faktów z tezami i półprawdami - tak film zaprezentowany w poniedziałek przez podkomisję smoleńską skomentował Maciej Lasek. Były szef Komisji Badania Wypadów Lotniczych był Gościem Radia ZET we wtorek.

Zobacz koniecznie: Radiozet.pl ujawnia rosyjskie materiały wideo zrobione tuż po katastrofie.

Lasek określił wszystkie przywołane przez zespół Macierewicza tezy, jako "łatwe do obalenia". Przyznał jednak, że widać w filmie coś dobrego. Otóż podkomisja zaczęła wierzyć rejestratorom parametrów lotu, przekazując, że samolot nigdy nie zniżył się poniżej sześciu metrów nad teren gruntu. - Zapomniała jednak dodać, że zrobił to prawie kilometr przed pasem - mówił były szef Komisji Badania Wypadów Lotniczych. 

Zagłosuj

Wierzysz w wybuch?

Liczba głosów:

Zdaniem podkomisji smoleńskiej, piloci czekali aż obsługa wieży da sygnał do odejścia. Ich zdaniem piloci czekając na sygnał, schodzili w dół, nie widząc już ziemi. Lasek przyznaje, że ta część argumentacji zespołu Berczyńskiego dziwi go szczególnie. - Według podkomisji piloci byli albo całkowicie niewyszkoleni, albo uważali, że przepisy, czy regulaminy lotu są zupełnie nieważne. Przepisy mówią wyraźnie, że załoga nie ma prawa się zniżać poniżej minimalnej wysokości zniżania, jeżeli nie zobaczy ziemi - argumentował inżynier. 

Lasek nie wierzy, że pilot czekał na sygnał z wieży.

Kolejna teza mówi o tym, że samolot nie zszedł poniżej 6 metrów, nie mógł więc zawadzać o 4-metrowe drzewa i krzewy, zatem odrywanie się od niego części maszyny musiało być spowodowane wybuchem. Ten argument również obalił Gość Konrada Piaseckiego.

Zobacz także

- Drzewa były cięte na wysokości 4 metrów, a wyraźne ślady pozostały na krawędzi natarcia. Zarówno na krawędzi znajdującej się z przodu na skrzydle, jak również na dolnej części skrzydła, tej części, która odpadła - wyjaśnia Lasek.

Ponadto samolot każdorazowo przed lotem przechodzi testy pirotechniczne. 

"Badanie przypadków manipulowania"

Do ustaleń podkomisji Lasek odniósł się także podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu Platformy Obywatelskiej, który został powołany "do zbadania przypadków manipulowania przyczynami katastrofy Tu-154M z dnia 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku, w celu osiągnięcia korzyści politycznych". Oprócz inżyniera, wziął w nim udział ekspert: pilot, astrofizyk, wykładowca Uniwersytetu w Toronto, dr hab. Paweł Artymowicz.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Lasek przyznał, że nie słyszał o bezgłośnym wybuchu - Być może to nowe osiągniecie lub teoria komisji Berczyńskiego - ironizował. 

Według Artymowicza, o tym, że na pokładzie Tu-154M nie mogło dojść do wybuchu, świadczy rodzaj obrażeń ofiar katastrofy. - Liczne sekcje zwłok potwierdziły, że płuca nie były uszkodzone, a powinny być uszkodzone w znaczny sposób przy wybuchu bomby termobarycznej. Bębenki uszne nie były popękane - powiedział ekspert.

Zobacz także

Odniósł się przy tym do argumentacji podkomisji dr Berczyńskiego, zdaniem której jednym z dowodów na wybuch w Tupolewie było też umiejscowienie po katastrofie drugich jego drzwi z lewej strony. Drzwi te zostały wbite w ziemię dłuższą krawędzią na głębokość jednego metra, odwrócone swoją wewnętrzną częścią do kierunku lotu. Według podkomisji wymagało to wielkiej energii, większej niż ta wynikająca z prędkości pionowej samolotu.

W ocenie Artymowicza, podkomisja formułując taką tezę, powinna zwrócić uwagę na to, co w razie wybuchu stałoby się z całym rzędem drzwi Tu-154M po drugiej stronie samolotu. - One zostałyby wystrzelone w górę, a następnie, wirując, opadły na ziemię i nie wbiłyby się, ponieważ powietrze wyhamowałoby je, zatem cały rząd drzwi po drugiej stronie, oczekiwalibyśmy, że znajdziemy, leżący na ziemi, a tylko jedne lub dwie pary drzwi wbite mocno w ziemię. Oczywiście to nie zaszło - podkreślił astrofizyk.

Całą rozmowę Konrada Piaseckiego zobaczysz pod tym linkiem

RadioZET.pl/KM