Zamknij
Maciej Socha
Dr Maciej Socha
fot: WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News
WBIŁ KIJ W MROWISKO

Znany lekarz wziął gejowski ślub. Obok życzeń usłyszał oskarżenia

Maciej Bąk
Maciej Bąk Redaktor Radia Zet
14.10.2021 09:15
14.10.2021 09:15

Koledzy złożyli mi i Mateuszowi życzenia z okazji ślubu w branżowej gazecie. Jeden z lekarzy odpowiedział na to pełnym oburzenia listem. Napisał w nim o dewiacji i nienormalności – mówi ginekolog dr Maciej Socha. Lekarz jest otwarcie przyznającym się do swojej orientacji gejem, aktywnie walczącym o prawa osób LGBT+. Po raz pierwszy opowiada o wciąż powszechnym zjawisku homofobii w środowisku lekarskim.

Ile to już czasu minęło od waszego ślubu?

To był 23 lipca, czyli dwa i pół miesiąca temu.

To jak w Polsce żyje się jako mąż męża?

Wspaniale! Super jest być mężem Mateusza, ale to dlatego, że się kochamy i staram się układać swoją relację osobistą, tak, żeby być szczęśliwym. Nie mam też wątpliwości co do prawdziwości tego małżeństwa.

Ale państwo polskie takie wątpliwości ma…

Tak, i to zdaje się, że duże. Przede wszystkim dlatego, że państwo polskie interpretuje artykuł 18. Konstytucji RP jako ten, który wyklucza małżeństwo osób tej samej płci. Tymczasem to, co jest w nim zapisane, wprost mówi, że małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny, znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. I nie jest powiedziane nic więcej. Znamy mnóstwo innych interpretacji tego przepisu, które pozwalają uważać, że jeśli tylko moje państwo dałoby mi możliwość zawarcia małżeństwa w Polsce lub uznałoby moje małżeństwo z Mateuszem, to według Konstytucji jedynie nie podlegałoby ono takiej ochronie jak małżeństwo hetero. Ale jeśli ktoś ma złą wolę, to czyta ten artykuł tak, jak wielu czyta go obecnie. Według pani profesor Ewy Łętowskiej (była Rzecznik Praw Obywatelskich - przyp. red.) źle to świadczy też o mnie, że daję sobie wmówić, że jest to przeszkoda prawna. Nie jest!

A Mateusz ma wciąż nazwisko Wartęga, czy już Socha?

Nadal Wartęga, dlatego że zawierając związek małżeński za granicą, nie możemy automatycznie zmienić nazwiska w kraju nieuznającym tego małżeństwa. Ale mamy już plan na formalną zmianę nazwiska. Mati planuje złożyć wniosek do sądu, by mieć podwójne nazwisko: Wartęga-Socha. Tak zdecydowaliśmy i będziemy walczyć, aby móc żyć zgodnie z tym, jak sobie tego życzymy. Chociaż to niełatwe, bo… smutne jest to, że żyjąc w tak zorganizowanym prawnie kraju, nawet ja ulegam tym homofobicznym regulacjom i rozwiązaniom. Temu heteromatrixowi, który nas otacza, zapominając o tym, żeby każdego dnia upominać się o swoje prawa i podmiotowość. O respektowanie na przykład tego, że mam męża. Kiedyś jeden z moich znajomych powiedział mi: „Stary, dlaczego ty masz wątpliwości, czy wy jesteście małżeństwem? Wyobraź sobie, że przyjeżdża do Polski lekarz z USA, bo go zaprosiłeś na warsztaty operacyjne. Czy on ma w Polsce prawo wykonywania zawodu lekarza? No nie. A czy to powoduje, że on przestał być lekarzem? No nie. Więc o co ci chodzi i po co w ogóle się tym przejmujesz? To jest problem Polski, że nie uznaje waszego ślubu, a nie twój”.

A wasz ślub świętowaliście hucznie. Wiedziała o nim cała Bydgoszcz…

Właściwie cała Polska, nawet jeden wiceminister poczuł zew do niegrzecznego skomentowania naszego wesela w tonie, który według mnie urąga mu jako człowiekowi i dyskwalifikuje jako polityka. A my po prostu świętowaliśmy z naszymi rodzinami i bliskimi. Niezależnie, czy brałbym ślub z kobietą czy z mężczyzną, pewnie chciałbym by ta uroczystość odbyła się w podobnej formule. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że ten ślub urządzimy, nie bojąc się niczego i nie patrząc też na to, co inni sobie pomyślą o dwóch kochających się facetach.

Wielu lekarzy zaprosiłeś?

Tak. Myślę, że jedna trzecia gości na naszym weselu to były lekarki i lekarze lub generalnie osoby związane z medycyną kliniczną i uniwersytecką.

Była też grupa lekarzy, która postanowiła złożyć ci gratulacje poprzez branżowe pismo…

To prawda. Odbyło się to w dość konserwatywny i charakterystyczny dla naszego środowiska oldschoolowy sposób. Chodzi o gazetę "Primum", skierowaną właśnie do członków Bydgoskiej Izby Lekarskiej. Koleżanki i koledzy z prywatnej kliniki LEKARZE Mostowa4, w której pracuję, postanowili złożyć nam życzenia na łamach tego miesięcznika. Spoko, prawda? Bardzo miły, zwykły i normalny gest.

Myślę, że jedna trzecia gości na naszym weselu to były lekarki i lekarze lub generalnie osoby związane z medycyną kliniczną i uniwersytecką

I ten gest spotkał się z reakcją jednego z lekarzy, który postanowił publicznie się na to oburzyć.

Niestety nie tylko jednego, bo niektórzy pisali, że życzenia w "Primum" dla mnie i męża, to prowokacja i promowanie LGBT, które przekroczyło już wszelkie granice. Inni niewybrednie komentowali te życzenia, ale jeden z listów, moim zdaniem, to zwyczajnie przekroczenie prawa i naruszenie moich dóbr osobistych. Właściwie to ciągle zastanawiam się, czy oburzenie tego pana wynikało z samego faktu złożenia nam życzeń, czy też w ogóle zawarcia małżeństwa. I tego, że obnoszę się z tym (śmiech). Jeden z lekarzy, znany ginekolog-położnik, który tytułuje się jako profesor, napisał do redakcji "Primum" list, który dla mnie jest kwintesencją homofobii. Wzorem obrzydliwej nienawiści do drugiego człowieka.

Cytuję: „Nie można nigdy zgodzić się, by dewiacje i nienormalność stały się normą. Nie wystarczy przecież kręcenie kółka palcem na czole lub odsyłanie do leczenia specjalistycznego”. Takie coś napisał pan Roman Kotzbach. To się nie ukazało ostatecznie w gazecie, ale list obiegł środowisko lekarskie.

Wiesz co… dopiero teraz, kiedy przeczytałeś to na głos… zachciało mi się płakać. Strasznie to brzmi. Okropnie. Umniejszająco mi jako człowiekowi i koledze lekarzowi. Faktycznie, pan dr hab. Roman Kotzbach, podobnie jak ja będący specjalistą położnictwa i ginekologii, postanowił wysłać list, w którym napisał o… dewiacjach. Jak to było?

Dewiacjach i nienormalnościach.

No cóż, informuję zatem kolegę, że oceniając jego pełne lekceważenia i wprost podłe słowa, czuję się moralnym zwycięzcą, bo za mną stoi miłość, a za nim nienawiść. Moja miłość nie jest żadną dewiacją. To, że z Mateuszem się kochamy, jest czymś absolutnie normalnym i nie życzę sobie, aby starszy kolega to oceniał. A już na pewno nie w taki sposób, podpisując się jeszcze jako lekarz. To jest po prostu jawny brak szacunku do drugiego człowieka i klasyka homofobii. Pan, niegdyś prof. UMK, wysłał to do rady programowej "Primum", której członkiem jest… mój mąż! Mateusz jest w ogóle młodszy ode mnie, jest lekarzem tuż po stażu, pełen ideałów i chęci angażowania się w działalność samorządu lekarskiego. Dostaje taki list i przynosi do domu informację, co obrzydliwego mówią czy piszą o nas niektórzy lekarze. To super smutne.

Maciej Socha i Mateusz Wartęga
fot. arch. prywatne

Pan Kotzbach reprezentuje tę samą dziedzinę medycyny co ty. Czyli znacie się osobiście?

Tak, znaliśmy się z panem profesorem, pracowaliśmy w tej samej klinice. I powiem więcej: mam przekonanie, że bardzo mnie cenił jako fachowca, prosząc o diagnostykę i zoperowanie jego pacjentek. Był osobą wprowadzającą mnie do Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego.

Ale wtedy wiedział o twojej orientacji seksualnej?

Nie rozmawialiśmy o tym. Ale skoro większość koleżanek i kolegów z kliniki uniwersyteckiej wiedziała, że jestem gejem, to pan Kotzbach pracując ze mną przez 14 lat, miał też szansę mnie poznać. Myślę, że pasowało mu moje bycie w szafie i dopóki się nie odzywałem, nie obnosiłem, to było ok. Fakt, kiedyś, w czasie kawy, jak kolega mówił co robił wczoraj z dziewczyną, to ja mówiłem bezosobowo o moim partnerze. Kiedy jednak chcesz żyć otwarcie, to już zaczyna to niektórych uwierać. Niczyja seksualność nie powinna mieć znaczenia w kwestii fachowości lekarskiej. Budowanie sztucznego, wyidealizowanego, pomnikowego obrazu lekarza, nie przystaje do naszych czasów. Każdy z nas powinien być uczciwym człowiekiem i fachowcem. I nie staje się „dewiantem i kimś nienormalnym” tylko dlatego, że postanowił zalegalizować ślub z kimś, kogo kocha.

Niczyja seksualność nie powinna mieć znaczenia w kwestii fachowości lekarskiej

Czy takie homofobiczne postawy wśród lekarzy zdarzają się częściej?

Niestety tak, homofobia w środowisku lekarskim absolutnie nie jest zjawiskiem marginalnym. I najwyższy czas, żebyśmy zaczęli o niej mówić i z nią walczyć. Członków izby lekarskiej jest wielu, natomiast w jej władzach ewidentnie zasiadają osoby, które mają problem z osobami LGBT. Na przykład - psychiatra, który jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i przewodniczącym oddziału kujawsko- pomorskiego, pisze w liście o tym, że odmawia stosowania odpowiednich zaimków u osób transpłciowych. Jawnie! I teraz wyobrażam sobie, jaką krzywdę musi on robić tym transpłciowym dzieciakom, które do niego trafiają w poradnie psychiatrii dzieci i młodzieży. Ten kolega próbuje interpretować wszystko przez pryzmat religii chrześcijańskiej. Jest zresztą doktorem nauk teologicznych i życzy sobie, aby "Primum" dało mu możliwość przedstawiania swoich opinii na temat choćby osób LGBT. Jedyny problem polega na tym, że to ubrana w gładkie słowa i mądre łacinizmy homofobia. Nikt nie da głosu rasiście, żeby dyskutował z czarnoskórym lekarzem na temat koloru jego skóry. Podobnie ja nie zgadzam się na dyskusję o tym, czy kobiety powinny mieć prawo do kariery i rozwoju naukowego, albo czy osoby LGBT są zaburzonymi seksualnie ludźmi. Nie w 2021 roku.

Rozumiem, że nie tylko bydgoskie środowisko lekarskie jest takie konserwatywne?

Nie. Zupełnie nie. Mam też przykłady z Gdańska, gdzie pracuję w szpitalu: pamiętam, jak bardzo znany chirurg dziecięcy napisał list do zarządu mojego szpitala prosząc, by mnie zwolniono, wypisując o mnie jakieś straszne rzeczy. Podobnie zrobiła jakaś doktorantka z pediatrii. Taka jest moja codzienna rzeczywistość. A skoro mowa o moich miejscach pracy, to jako kierownik katedry dostaję listy umoralniające, a pani dziekan wydziału, na którym pracuję, musi zmagać się z psychiatrą-teologiem. Pan doktor, dalej ten sam, chciał porozmawiać z nią na temat mojego życia, poglądów i namówić do „uspokojenia mnie”. Szczęśliwie pani profesor jest mądrym człowiekiem, naukowcem i szefową. Ale zacząłem się w pewnym momencie zastanawiać, czy to nie stalking.

Jak myślisz, czy te zachowania biorą się z faktycznej wiary w to, że homoseksualizm może być uleczalny? Czy po prostu mają negatywne przekonania wobec osób LGBT i w ten sposób je manifestują?

Szczerze mówiąc to myślę, że ani mnie jako lekarza, ani ciebie jako potencjalnego pacjenta, ta kwestia kompletnie nie powinna interesować. To jest sfera, na temat której poglądy medyczne są ugruntowane, a osobiste przekonania nie powinny wpływać na współpracę z innymi lekarzami czy leczenie pacjentów. Dla mnie priorytetem jest to, żeby uprzedzenia do osób LGBT zniknęły. Pogadajmy na przykładach: jeśli przychodzi pacjentka i skarży się lekarzowi, że jest zmęczona i dużo pracuje, a lekarz-mizogin uważa, że kobieta powinna pracować tylko w domu, to niech wsadzi sobie gdzieś ten komentarz i jej pomoże medycznie. Jeżeli mamy transpłciowego chłopca, to pani profesor na pediatrii winna jest zająć się pomocą w zakresie korekcji, a nie gloryfikować płeć określoną na podstawie zewnętrznych narządów płciowych. Wśród lekarzy częsta jest zakamuflowana homofobia. Taka nieujawniana, ale dalej mocno szkodliwa. Bo w Polsce, gdzie edukacja seksualna nie istnieje, ludzie często posiłkują się opinią innych. Jak nie wiem za dużo o gejach, a znany profesor medycyny powie, że to choroba, ksiądz w kościele doda, że jesteśmy zarazą, to cofamy się w rozwoju społecznym o kilka kroków.

Wśród lekarzy częsta jest zakamuflowana homofobia

I potem opinia takiego profesora z homofobicznymi poglądami jest używana przez osoby walczące ze społecznością LGBT jako taka podpora…

Ależ oczywiście, że tak. Pamiętam, że profesor Zbigniew Lew-Starowicz, jako konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii, bardzo krytycznie odniósł się do bzdur pisanych przez wspominanego wcześniej psychiatrę. Ale to dalej niczego nie zmieniło, bo za chwilę słyszymy, że prof. Lew-Starowiczowi na pewno o coś innego chodziło. Znajdują się inne pseudoautorytety, którym daje się szansę na wypowiedź i bierze się to za prawdę. A potem ludzie myślą jak myślą i piszą listy jak ten pana Kotzbacha. Osobiście uważam, że musimy w naszym środowisku wyeliminować homofobię.

Trzeba też przyznać, że ty jesteś osobą, która sama prowokuje do tego, żeby pojawiały się różnego rodzaju reakcje. Czy to rozbierana sesja w magazynie społeczności LGBT, czy obrzucenie przez ciebie jajkami homofobicznych transparentów na manifestacji.

Ewidentnie. Ale to krzyk rozpaczy, krzyk o akceptację i prawa, a nie prowokacja, żeby stać się celebrytą. To jest tak, że każdy z nas dojrzewa i ewoluuje w swoich poglądach i rozwoju społecznym. Kiedyś mi się wydawało, żyjąc w Polsce, że nie powinienem nikomu mówić, jaką mam orientację seksualną i powinienem wręcz to ukrywać, co zapewni mi spokojne życie. Bałem się, że jak ktoś się dowie, to utrudni mi specjalizację czy doktorat. No ale żyjemy przecież w globalnej wiosce, wyjeżdżasz za granicę i widzisz, że inni już odrobili tę lekcję. Chciałbyś też we własnej ojczyźnie iść ze swoim partnerem za rękę, założyć rodzinę, przysiąc sobie miłość. Więc rzeczywiście jestem teraz na tym etapie, że na przykład mój zawód nie powstrzymuje mnie przed wystąpieniem w sesji, która ma pomóc środowisku LGBT. Przeciwnie, uważam że moje stanowiska i pozycja zawodowa zobowiązują mnie do zabierania głosu. Kto inny ma to zrobić? A nie zrobiłem i nie robię przecież niczego złego. Cholera, w ogóle już ta moja narracja brzmi, jakbym chciał się tłumaczyć, ale nie: nie zrobiłem nic złego. Ale jeśli w przestrzeni publicznej wystawia się banner zrównujący gejów z pedofilami, a z głośników informuje się, że lekarze zabijają dzieci w siódmym miesiącu ciąży, to co można zrobić? Nie ma sensu dzwonić na policję, bo ona ich ochrania. Ale jako obywatel mam prawo wystąpić z kontrmanifestacją. I to było to. Zrobiłem to w najbardziej ekologiczny z możliwych sposób: obrzucając baner jajkami, nie robiącymi nikomu krzywdy. Dzięki temu zaprzestano rozpowszechniania tych kłamliwych treści.

Maciej Socha i Mateusz Wartęga
fot. arch. prywatne

A co na to twoja izba lekarska?

Poprosiłem Okręgowa Radę Lekarską o poparcie mojego protestu przeciwko kłamliwym medycznie i szkodliwym społecznie treściom. Nie uzyskałem takiego poparcia. Przysłano mi list będący gładko- i pustosłowiem na takim poziomie umywania rąk, że zacząłem rozważać przeniesienie do innej izby lekarskiej. Członkowie rady nie spojrzeli na moje działania jako na akt desperackiej walki o prawdę i równe prawa. Tymczasem ja po prostu żądam swoich praw. Choćby tego, żebym nie był publicznie obrażany.

To jak, jest szansa na zmianę?

Myślę, że odsetek homofobów i lekarzy nieprzyjaznych osobom LGBT+ jest w młodym pokoleniu medyków dużo niższy niż wśród starszych kolegów. To oczywiście uogólnienie, ale dla mnie ważnym jest, aby dla dobra lekarzy oraz pacjentów wykorzenić homofobię. Jesteśmy bardzo zhierarchizowanym środowiskiem i siła działania pojedynczego lekarza-homofoba jest większa i bardziej szkodzi, niż w innych grupach zawodowych. Podobnie delikatna materia, jaką jest praca z pacjentem powoduje, że jakiekolwiek uprzedzenia, fobie oraz myślenia i działania niezgodne z aktualną wiedzą medyczną na temat osób LGBT, szkodzą bardziej niż w innych profesjach.

Myślę, że odsetek homofobów i lekarzy nieprzyjaznych osobom LGBT+ jest w młodym pokoleniu medyków dużo niższy niż wśród starszych kolegów

Jak myślisz, jaka część lekarzy LGBT ukrywa swoją orientację?

Nie mamy takich statystyk, ale z mojej obserwacji wynika, że znakomita większość lekarek i lekarzy LGBTQIA siedzi w szafie. O części wiemy, ale i tak nie pozwalają sobie na otwarte życie na równi z osobami hetero i cispłciowymi. To trochę takie „nie pytaj, nie mów”. Myślę, że w innych środowiskach zawodowych więcej osób LGBT jawnie mówi o tym, z kim i jak żyje. Łatwiej też pozwalają sobie na ekspresję płciową i zachowania zgodne z tym, co czują. W Polsce dalej jest mnóstwo rzeczy, których „nie wypada”, jeśli jesteś ze środowiska lekarskiego.

Dr Maciej Socha - ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego Szpitala świętego Wojciecha w Gdańsku i szef katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Maciej Bąk
Maciej Bąk

Reporter Radia ZET z Trójmiasta. Zaczynał w studenckim Radiu SAR, następnie szlify zdobywał w Radiu Gdańsk, w zespole Zetki jest od 2016 roku. Relacjonuje dla was wydarzenia z Trójmiasta i Warmii i Mazur, ale nie tylko, można go było usłyszeć już między innymi z Rosji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy strefy stanu wyjątkowego na wschodzie kraju. Uwaga: bywa złośliwy na Twitterze.