Zamknij

Nie zajmowali się polityką, i tak musieli odejść. Ofiary "dobrej zmiany" ze świata kultury i rozrywki

Redakcja
12.06.2017 17:17
Janowski
fot. East News

Rewolucja kadrowa w telewizji publicznej trwa w najlepsze. Od końca 2015 roku ze stacją pożegnały się najpopularniejsze i najznamienitsze postacie, przez lata z nią kojarzone. Zmiany dotyczą zresztą nie tylko dziennikarzy zajmujących się tematami politycznymi, ale też szeroko pojętą rozrywką. Dla nowej władzy każdy może być bowiem niewygodny.

Beata Tadla, Hanna Lis, Maciej Orłoś, Piotr Kraśko - to tylko niektóre ze sztandarowych nazwisk od lat związanych z TVP, które można dziś oglądać w zupełnie innych kanałach, telewizyjnych bądź internetowych. Niektórzy odeszli sami bądź zostali do odejścia zmuszeni, innych zwolniono lub prostu nie przedłużono umowy (część pracowała na etacie, część na zasadzie działalności gospodarczej na kontrakcie).

Zobacz także

To, że po wyborczym trzęsieniu ziemi, pracę w TVP stracą dziennikarze oraz wydawcy związani z publicystyką i działem wiadomości było do przewidzenia - w końcu zarząd telewizji zawsze
pochodzi z politycznego nadania i w zależności od tego, która partia aktualnie sprawuje stery w państwie, stara się swoich przedstawicieli, sympatyków bądź ludzi powiązanych z nimi koligacjami towarzyskimi i rodzinnymi, umieszczać we władzach największego publicznego medium.

"Dobra zmiana" dotknęła jednak również inne postacie, teoretycznie z polityką niezwiązane. Wśród nich swoiste symbole telewizji publicznej, od lat zdobywające serca telewidzów. Okazało się
bowiem, że dla prezesa Jacka Kurskiego i jego podwładnych nie ma świętości i tak naprawdę każdy, niezależnie od tematu, jakim się zajmuje, może być "podejrzany"

Robert Makłowicz

To było jedno z najbardziej spektakularnych rozstań. Cieszący się niesłabnącą sympatią krytyk i popularyzator kuchni rozstał się z TVP w marcu tego roku. Zarzewiem konfliktu okazał się spot reklamowy, w którym występował obok m.in. Elżbiety Jaworowicz, Przemysława Babiarza i Włodzimierza Szaranowicza. Wypowiada w nim słowa: "Smakuje wyłącznie słodko i doskonale". Problem w tym, że w oryginale kieruje je pod adresem programu "Bake Off - Ale ciacho!", a nagranie zmontowane jest tak, jakby komplementował telewizję publiczną:

Gospodarz "Podróży kulinarnych" oskarżył TVP o manipulację i przekłamanie:

15965981_701154913387577_2926008062609069193_n
fot.

W rewanżu TVP odstąpiła od umowy z jego i jego żony firmą producencką (Makłowicz nie był bowiem formalnie pracownikiem stacji, lecz podmiotem współpracującym) i ogłosiła, że nie będzie już emitować jego programów. Z kolei sam zainteresowany zapowiedział batalię prawną z telewizją.

"Domagałem się publicznie i domagam nadal wycofania spotu reklamującego TVP, w którym zmanipulowano mą wypowiedź, umieszczając ją w kontekście bieżącej polityki, której lepkiego jęzora starałem się w swej telewizyjnej aktywności unikać, jak pocałunku śmierci" - mogliśmy przeczytać w kolejnym poście na jego profilu na Facebooku.

Grażyna Torbicka

Słynna dziennikarka i prezenterka, prowadząca niejedną transmitowaną przez Telewizję Polską galę (Wiktory, Telekamery), współtwórczyni autorskiego magazynu kulturalnego "Kocham Kino", w
ramach którego prezentowała widzom arcydzieła światowej kinematografii. Ona także pożegnała się ze swoim dotychczasowym pracodawcą. Na Woronicza spędziła 31 lat, a o swojej rezygnacji poinformowała za pośrednictwem Facebooka, choć treść jej oświadczenia była nader powściągliwa, jeśli chodzi o powody odejścia:

Torbicka - o czym spekulowało się od dłuższego czasu - odeszła z pracy z przyczyn ideologicznych. Poszło o "Idę", nagrodzony Oscarem dramat Pawła Pawlikowskiego. Entuzjastycznie przyjęty na całym świecie film, w TVP został wyemitowany wraz z towarzyszącą mu dyskusją z udziałem prawicowych publicystów. Krytykowali oni dzieło, zarzucając reżyserowi m.in. "żydowski punkt widzenia".

"Idę" wyświetlono w ramach "Kocham kino", lecz obecności ideologicznego komentarza nie konsultowano z autorką, co Torbicka, słusznie zresztą, potraktowała jako zamach na jej niezależny punkt widzenia. 

Agata Młynarska

Prezenterka programu "Świat się kręci" dowiedziała się zakończeniu współpracy z Telewizją Polską kilka godzin po nagraniu ostatniego odcinka, gdy stacja ogłosiła w tej sprawie specjalny komunikat. Za to na kwadrans przed wejściem na antenę, w garderobie odwiedzili ją przedstawiciele kierownictwa, zapraszając do dalszych rozmów, więc Młynarska jako profesjonalistka poprowadziła program. Sama nie kryła zaskoczenia decyzją dyrekcji i kilka dni później opublikowała na swoim Facebookowym profilu mocny status:

"Decyzji nie komentuję, zostawiam to widzom. Tym bardziej powstrzymam się od skomentowania formy, w jakiej została nam przedstawiona" - czytamy w poście. Młynarska utrzymywała później, że jej zwolnienie mogło mieć związek m.in. z jej uczestnictwem w marszach Komitetu Obrony Demokracji (KOD jest organizacją szczególnie znienawidzoną przez nową władzę).

Warto też przypomnieć, że ostatni odcinek "ŚSK", podsumowała słowa z piosenki swojego zmarłego w tym roku ojca, poety i piosenkarza Wojciecha Młynarskiego: - Bo chociaż jest niejeden szlak po którym trudniej iść, lecz idąc tak nie musisz brnąć w pochlebstwa dym i karku giąć przed byle kim. Rozważ tę myśl, a potem idź, idź swoją drogą". Trudno o bardziej jednoznaczne postscriptum. 

Jarosław Kret

Popularnego prezentera pogody także nie oszczędził - nomen omen - huragan przetasowań. O tym, że nie będzie już dla widzów TVP zapowiadał burz, ulew i śnieżyc dowiedział się w pod koniec czerwca ubiegłego roku od koleżanki z pracy, gdy okazało się, że nie został uwzględniony w grafiku na następny miesiąc. Podobno nikt z nowej dyrekcji nie pofatygował się, aby zakomunikować mu to osobiście.

Kret w bardzo mocnych słowach komentował później swoje rozstanie ze stacją. Zachowanie szefostwa określił mianem "bolszewii" i porównał do historii, którą jego babcia przeżyła w czasie II wojny światowej, gdy żołnierze Armii Czerwonej wyrzucili ją z własnego domu.

- Na początku naszej rozmowy wspomniałem o bolszewikach, prawda? Podczas ich rządów i rewolucji panowała zasada: „Kto nie z nami, ten przeciwko nam”. A kto przeciwko nam, to trzeba go wyrżnąć do trzeciego pokolenia. I to jest odpowiedź. Ja nie byłem z nimi - mówił w wywiadzie dla Gazeta.pl.

Julia Wyszyńska

Przypadek nieco odmienny od reszty, bo Wyszyńska nie jest dziennikarką ani prezenterką, lecz występuje w serialu, który figuruje  w ramówce stacji, mianowicie "Na dobre i na złe". A właściwie występowała, ponieważ ostatni odcinek z jej udziałem wyemitowano w grudniu ubiegłego roku i raczej nie zanosi się, aby jej postać funkcjonowała jeszcze w ramach fabuły.

Nie przeszkodziło to Kurskiego retroaktywnie "zerwać" umowy z aktorką. Wszystko z powodu spektaklu "Klątwa" w warszawskim Teatrze Powszechnym, w którym grała Wyszyńska. Sztuka wywołała ogromne kontrowersje oraz sprzeciw środowisk konserwatywnych i katolickich, które urządzały pod budynkiem teatru mniej lub bardziej liczne manifestacje (zapewniające zresztą dziełu Olivera Frijicia darmową reklamę - bilety nań rozeszły się na pniu).

Prezes wolał jednak upewnić się, że nikt, kto "poniża świętości Polaków", nie będzie kojarzony z Telewizją Polską. Swoją decyzję opublikował nawet na Twitterze:

Robert Janowski

To najświeższa ze spraw. Gospodarz obchodzącego w tym roku 20-lecie programu "Jaka to melodia" nie będzie już raczył nas autorskimi wykonaniami polskich i zagranicznych przebojów. Wszystko przez "propozycję", którą otrzymał od kierownictwa.

Otóż Telewizja Polska, odkupując licencję na "JTM", zdecydowała się zmienić jego formułę poprzez wprowadzenia do repertuaru piosenek patriotycznych. Jak można się było domyślić, Janowski nie zgodził się na to, argumentując, że widzowie mogą nie zaakceptować tak daleko idących ingerencji, zwłaszcza z uwagi na na wybitnie rozrywkowy charakter programu.

Oprócz tego, zmiany miałyby objąć także formę zatrudnienia Janowskiego, który dotychczas był zatrudniony przez producenta programu, czyli Media Corporation. Teraz miałby stać się jej pracownikiem i firmować swoją twarzą inne projekty pod patronatem TVP. Co do MC, to oni są właścicielem praw do nazwy teleturnieju - TVP posiada jedynie prawa do jego dotychczasowego formatu.

Każda kolejne zwolnienie uruchamia szereg spekulacji na temat kolejnych dezercji, dymisji bądź "rozstań za porozumieniem stron". Nie podejmiemy się wskazywania nazwisk, bo nikomu nie życzymy utraty pracy. Niemniej, trzeba uważać, gdyż Kurski i spółka prawie nikogo nie oszczędzają, a staż pracy, zasługi czy opinia odbiorców zdają się nie mieć dla nich żadnego znaczenia.
RadioZET.pl/MP