Gersdorf skróciła urlop i przyszła do pracy. „Za to mam mieć dyscyplinarkę, że przychodzę do sądu?”

Mikołaj Pietraszewski
18.07.2018 09:14
Gersdrof
fot. Twitter/TVP Info (screen)

– Niedopuszczalne jest straszenie I Prezesa Sądu Najwyższego postępowaniem dyscyplinarnym – mówiła Małgorzata Gersdorf po tym, jak przyszła w środę do pracy w Sądzie Najwyższym.

Według pani prezes minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i niektórzy posłowie PiS atakują ją w sposób, który „nie przystoi” władzy.

Zobacz także

– Ja nie walczę o swój interes, swoją pozycję i swój święty spokój. Jakbym chciała mieć święty spokój, to już dawno bym odeszła z tego stanowiska. Ja walczę o państwo i praworządność – powiedziała. – Za to mam mieć dyscyplinarkę, że przychodzę do sądu? – pytała retorycznie.

Gersdorf tłumaczyła również, że wróciła do pracy, by obserwować rządowe działania wokół ustawy o Sądzie Najwyższym.

Ustawa o SN i skrócenie kadencji Gersdorf

Według ustawy o SN z dniem 4 lipca w stan spoczynku przeszli ci sędziowie najwyższej instancji wymiaru sprawiedliwości, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogli oni złożyć wnioski o dalsze orzekanie wraz z zaświadczeniami lekarskimi do prezydenta i Krajowej Rady Sądownictwa.

Zobacz także

Nie zdecydowała się na to prof. Gersdorf, która zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy i koalicji rządzącej przestała być pierwszym prezesem SN. Ona sama uważa inaczej i powołuje się na konstytucyjność swojej kadencji do 2020 roku. Podczas jej nieobecności obowiązki przejął sędzia Józef Iwulski.

Kiedy 4 lipca prof. Gersdorf mimo wejścia w życie kolejnych przepisów nowej ustawy pojawiła się w siedzibie SN, została przywitana przez ponad tysiąc osób demonstrujących na placu Krasińskich w Warszawie.

RadioZET.pl/PAP/MAOS/MP