Prywatna opieka medyczna sięgnęła poziomu NFZ. Na internistę trzeba czekać tygodniami

Mateusz Albin
06.03.2018 18:43
Kolejka do lekarza
fot. PAP/EPA / Tak wyglądają kolejki do lekarza w NFZ. W prywatnej opiece też się zdarzają...

Sezon „chorobowy” to problem nie tylko dla korporacji, które muszą radzić sobie z brakiem pracowników. Kryzys zapanował także… w branży medycznej, która nie nadąża za obsługą chorych klientów z objawami grypy i innych sezonowych przypadłości.

Państwowa służba zdrowia to dziś głównie temat żartów o kiepskiej jakości usług, kolejkach i mentalności pracowników, która wciąż tkwi w standardach sprzed 1989 roku. Rynek chorych ludzi niezadowolonych z NFZ i jego wcześniejszych odpowiedników okazał się żyłą złota dla prywatnych firm, które z państwowym leczeniem konkurowały schludnymi placówkami, miłą obsługą i, przynajmniej w teorii, dostępnością usług.

Niestety kolejne zimy pokazują, że prywatne ubezpieczenie nie musi oznaczać błyskawicznego powrotu do zdrowia, ani nawet gwarancji, że lekarza zobaczysz wtedy, kiedy go najbardziej potrzebujesz.

Podejrzewasz, że masz grypę? Ustaw się w kolejce i czekaj przez dwa tygodnie

Przekonał się o tym jeden z naszych czytelników, który po odnotowaniu pierwszych objawów grypy, postanowił czym prędzej zasięgnąć opinii internisty. W tym celu skorzystał z prowadzonego przez LuxMed portalu pacjenta. W odpowiednich polach podał miasto (Warszawę) i rodzaj poszukiwanego lekarza (internistę). Po zatwierdzeniu ukazała mu się lista dostępnych wizyt. Problem w tym, że najwcześniejsza była możliwa za dwa tygodnie.

— W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakiś błąd systemu i powtórzyłem wszystko od nowa. Ale za każdym razem wizyty lekarza były w absurdalnie odległych terminach. Przez ten czas to ja bym zdążył sam wyzdrowieć, jedząc czosnek z miodem. Albo umrzeć — komentuje.

I rzeczywiście, wystarczy spojrzeć na facebookowy fanpage, żeby uwierzyć, że dysponująca 200 przychodniami i zatrudniająca kilka tysięcy lekarzy firma nie radzi sobie z jedyną rzeczą, której oczekują od niej pacjenci — leczeniem.

Już przy próbie rezerwacji można odnieść wrażenie, że Portal Pacjenta robi co może, żeby przekonać klienta, że ten wcale nie potrzebuje lekarza. Zanim użytkownik dotrze do wyszukiwarki wizyt u lekarzy, system proponuje mu ankietę objawów i konsultację online na czacie.

„Czy wiesz, że większość infekcji górnych dróg oddechowych to infekcje wirusowe, które nie wymagają stosowania antybiotyków i wystarczające jest leczenie objawowe oraz leki dostępne bez recepty?” — to jeden z komunikatów, który mogą przeczytać pacjenci LuxMedu przed rezerwacją wizyty.

Na Facebooku firma przyjęła dość kuriozalną strategię radzenia sobie z niezadowolonymi klientami. Jak opisuje nasz czytelnik, po wylaniu złości w komentarzu błyskawicznie pojawiła się odpowiedź z konta LuxMedu z prośbą o prywatną wiadomość.

Przekonany, że udało mu się coś załatwić, nasz czytelnik, zgodnie z instrukcją, opisał swój problem w prywatnej wiadomości. Po czym otrzymał wiadomość, po której złość mogła jedynie eskalować.

— Ze względu na zwiększoną liczbą zachorowań i zapotrzebowanie panuje obłożenie w grafikach lekarzy. Jeżeli potrzebuje Pan pilnej konsultacji, zachęcamy do skorzystania z porady online na czacie dostępnym w Portalu Pacjenta. W razie dodatkowych pytań prosimy o kontakt. Pozdrawiamy — brzmiał komunikat od firmy.

skrin

Screen z portalu firmy

Cała Polska pod znakiem bakterii i wirusów

Kiedy skontaktowaliśmy się z LuxMedem, firma nie kryła, że rzeczywiście ma przejściowe problemy.

Obecnie trwa sezon grypowy, co przekłada się na bardzo duże zapotrzebowanie na konsultacje lekarskie — powiedział nam Maciej Mikołajewski z LuxMedu.

Ciężko się nie zgodzić. Jak podaje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego — Państwowy Zakres Higieny, w okresie od 23 do 28 lutego 2018 r. zarejestrowano w Polsce ogółem 248.016 zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę, a średnia dzienna zapadalność wynosiła 107,6 na 100 tys. ludności.

— Jesteśmy nadal w piku zachorowań. W krajach sąsiadujących sytuacja nabrała statusu epidemii (niektóre wprowadziły zakaz odwiedzin chorych w szpitalach). Chorują też sami lekarze, co skutkuje dodatkowym ograniczeniem liczby wizyt, jakie możemy zaproponować Pacjentom. W efekcie, w niektórych regionach może wydłużyć się czas oczekiwania na wizytę u lekarzy internistów oraz pediatrów w Centrach Medycznych, a także czas oczekiwania na wizytę domową. Podejmujemy szereg działań, aby zminimalizować powstające opóźnienia, m.in. wydłużając czas pracy lekarzy, organizując dodatkowe dyżury i Centra Infekcyjne lub oferując konsultacje bez wychodzenia z domu — online, w ramach chatu z internistą lub pediatrą lub porady telefoniczne — wyjaśnił.

Czy tym, których czatowanie z lekarzami nie satysfakcjonuje, pozostają jedynie kolejki rodem z państwowej służby? Na szczęście nie. Jeżeli podpisałeś umowę z LuxMedem, a nie możesz w zagwarantowanym terminie skorzystać z usług firmy, możesz po prostu iść do konkurencji, a LuxMed zwróci ci pieniądze, które zapłacisz. Wcześniej jednak trzeba zgłosić to za pośrednictwem infolinii. A tam również trzeba poczekać, aż ktoś podniesie słuchawkę.

Mateusz Albin