Matura zdana od 51 procent? Zebraliśmy opinie ekspertow

Redakcja
08.05.2017 20:03
Matura
fot. East News

Nastał maj, miesiąc matur. Pierwsze egzaminy za nami, a maturalna gorączka trwać będzie jeszcze przed ponad dwa tygodnie. Regularnie powracają jednak te same pytania o sens i kształt tej metody weryfikacji wiedzy. O ile nikt nie sugeruje jej wycofania, o tyle postulaty reform pojawiają się właściwie co roku. Czy i jakie zmiany w maturach należałoby przeprowadzić? Zapytaliśmy o to ekspertów.

Za nami już pisemny język polski, podstawowa matematyka oraz podstawowe i rozszerzone wersje testów z języka angielskiego. Maturzystów czeka jeszcze seria egzaminów ustnych. Sprawdzą również swoją wiedzę z przedmiotów dodatkowych oraz - przynajmniej niektórzy - z innych języków obcych.

Zobacz także

My z kolei zastanawiamy się nad tym, czy rzeczywiście dzisiejszy egzamin maturalny (zwany niegdyś "egzaminem dojrzałości") jest adekwatnym sposobem weryfikacji wiedzy uczniów znajdujących się u progu dorosłości. I czy w obecnej formie ma jakikolwiek sens czy może wypadałoby go poddać pewnym modyfikacjom? Szukając odpowiedzi na to pytanie, zasięgnęliśmy opinii specjalistów.

Jak to wygląda dziś?

W telegraficznym skrócie - na obecną tzw. nową maturę, składają się: język polski oraz obcy nowożytny (obydwa w wersji pisemnej i ustnej), matematyka oraz jeden przedmiot dodatkowy do wyboru (w wersji rozszerzonej). Oprócz przedmiotu fakultatywnego (np. historii, geografii, biologii czy WOS-u), w rozszerzeniu zdawać można także polski oraz język obcy.

Długość każdego z pisemnych egzaminów wynosi od 2,5 do 3 godzin. Są one podzielone na segmenty zadań zamkniętych (testy wyboru poprawnej odpowiedzi) i otwartych (opis, rozprawka, list, dłuższe zadanie matematyczne). Na niektórych egzaminach można korzystać z pomocy naukowych - np. ze słowników ortograficznych i poprawnej polszczyzny na polskim bądź z kalkulatora i listy wybranych wzorów na matematyce.

Matura pełni poniekąd funkcję egzaminów na studia. Jak najlepsze wyniki z majowych testów razem z ocenami na świadectwach predestynują (wedle konkretnych przeliczników) kandydatów do miejsc na bardziej elitarnych i obleganych kierunkach.

Spór o egzaminy wstępne

Co jakiś czas wraca jednak dyskusja na temat zmiany zasad rekrutacji na studia wyższe. Kiedyś obligatoryjne były egzaminy wstępne, podczas których maturzysta aspirujący do miana studenta musiał albo stanąć przed komisją, albo napisać kolejny egzamin, do którego dopasowany zakres materiału obejmował tematykę wybranego kierunku. Na razie nie ma jednak planów nowelizacji przepisów, wprowadzających odgórny obowiązek przeprowadzania takich egzaminów - pogłoski te zdementował ostatnio chociażby minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Dziś tylko niektóre jednostki egzaminują kandydatów, ale wbrew pozorom nie dzieje się tak tylko na specjalistycznych kierunkach o charakterze ścisłym bądź technicznym - egzaminy wstępne wprowadził też m.in. Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

- Nie widzę żadnych przeszkód, żeby uczelnie sobie takie egzaminy wstępne organizowały, to już leży w ich gestii - twierdzi Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka PO, minister edukacji w latach 2013-15. Ona sama przyznaje zresztą, że nie trzeba majstrować przy obecnym systemie, bo problem leży nie w samej strukturze matury, a w edukacji, zwłaszcza wczesnoszkolnej.

30 procent - mało czy dużo?

Tematem sporów pozostaje także próg zdawalności. Obecnie figuruje on na poziomie 30 procent. Oczywiście, jest to arbitralna cezura, tak samo jak arbitralna byłaby każda zmiana w górę lub w dół. Wielu uważa jednak, że ten limit jest zdecydowanie za niski, co skutkuje większą liczbą absolwentów nieprzygotowanych do studiowania, a jednocześnie obniżeniem prestiżu samego egzaminu.

- Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj zbyt łatwo jest zdać maturę - mówi jednoznacznie Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Jeżeli matura jest przepustką na studia, to należałoby przyjąć parametr zdawalności nie mniej niż na poziomie 51 proc. uzyskanych punktów jako dolnej granicy dopuszczenia do aplikowania na studia wyższe - objaśnia.

Zobacz także

Jego zdaniem, to właśnie niski próg powoduje, że uczelnie wyższe organizują egzaminy wstępne. - To jest próba przeciwdziałania temu, aby na uczelnię nie dostawały się osoby nieprzygotowane do studiowania - dodaje.

Z kolei Kluzik-Rostkowska nie widzi w tym problemu, przypominając, że w czasach, gdy ona zdawała maturę, wystarczyło np. rozwiązać jedno z pięciu zadań matematycznych, co w przeliczeniu dawało zaledwie 20-procentowy próg.

"Przeklęty" rynek pracy

Ale czy, abstrahując od kwestii technicznych, egzamin dojrzałości faktycznie w rzetelny sposób weryfikuje wiedzę uczniów? I czy wiedza ta przekłada się na - bolesną dla wielu -  rzeczywistość poedukacyjną, zwłaszcza w kontekście funkcjonowania na rynku usług zawodowych?

Joanna Kluzik-Rostkowska przestrzega przed naiwnym i błędnym przeświadczeniem, jakoby szkoła miała przygotowywać do uczestnictwa w rynku pracy, który charakteryzuje się przecież niestabilnością i zmiennością.

- Szkoła jest takim miejscem, które ma zadanie znacznie poważniejsze: nauczyć logicznego i samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków, umiejętności przyswajania wiedzy. Dzięki takim kompetencjom, uczeń wchodzący dopiero na rynek pracy i nabywający doświadczenie, poradzi sobie w każdym sektorze - tłumaczy była szefowa MEN.

System nie jest idealny

- To nie jest idealny system, ale lepszego nie ma, a jakiś sprawdzian wiedzy po 12-letnim okresie kształcenia jest konieczny - konstatuje zaś prof. Krzysztof Konarzewski, były przewodniczący Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

W jego opinii, największą bolączką jest nierówny na przestrzeni lat poziom trudności z poszczególnych przedmiotów. Odniósł się w ten sposób do tematu eseju z tegorocznej podstawowej matury z polskiego, którego temat brzmiał "Praca - pasja czy obowiązek", argumentując, że wykonanie tego zadania nie wymagało znajomości praktycznie żadnej lektury, a jedynie posiadania ogólnej wiedzy.

Z wnikliwej obserwacji, a także z wypowiedzi ekspertów wynika więc, że matura to rzecz konieczna - niezbędne zakończenie długiego etapu edukacji i jako taka jest potrzebna i przydatna. Każdy ma jednak własną wizję i własne pomysły na uzdrowienie systemu i być może czas już, aby ponownie je ze sobą skonfrontować. Byle z pożytkiem dla przyszłych pokoleń.

RadioZET.pl/Mikołaj Pietraszewski