Zamknij
Iwona Cygan
Iwona Cygan i miejsce zbrodni w Szczucinie
fot: Klaudia Bochenek, arch. prywatne

"Mordowali ją". Oskarżeni policjanci, przyjaciółka i mieszkańcy

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek Redaktor Radia Zet
30.09.2022 15:32

Iwona Cygan została brutalnie zamordowana z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. 17-latka tuż przed śmiercią była bita, znęcano się nad nią, a jej ciało porzucono przy wale w Łęce Szczucińskiej. W sprawie oskarżono nie tylko osoby, którym zarzucano handel ludźmi, ale też policjantów i najlepszą przyjaciółkę nastolatki. Po tragicznych wydarzeniach doszło też do dwóch tajemniczych zgonów. Mieszkańcy byli przerażeni, a koszmar nadal się nie skończył. Oskarżeni wyszli na wolność, a proces jeszcze trwa.

- Oni mordowali, oni tam się znęcali nad tym dzieckiem, odbierali jej życie. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co ona myślała, jak ją mordowali. Nie idzie sobie tego wyobrazić… Tego strachu. Znęcali się nad nią. Zginęła, bo się im nie poddała. Ja czasem myślę, że jakby im uległa, to by żyła. Bita już była w tym „Trabancie”. Jak zeznaje świadek, to ona już nogi ciągnęła za sobą, jak szli do auta – opowiada ojciec zamordowanej.

Krzyczał: „Cyganiątko zamordowali”

Szczucin jest małym miastem na pograniczu województw małopolskiego i świętokrzyskiego. Nawet w weekend niewiele osób wychodzi ze swoich domów – jedynie po szybkie zakupy czy na targowisko. Na reprezentacyjnym rynku spotykają się młodzi, czasami spacerują seniorzy. Nad Wisłą, niedaleko miejsca zabójstwa Iwony Cygan, można zobaczyć głównie wędkarzy, którzy zatrzymują auta obok dawnych hangarów WOPR. To tutaj 24 lata temu miała być przetrzymywana Iwona Cygan.

Tuż przy polu kukurydzy, wśród drzew, przy wale, po krótkim spacerze można natknąć się na metalowy krzyż. Leżą pod nim białe, sztuczne kwiaty i wypalone znicze. W tym miejscu 13 sierpnia 1998 roku zamordowano 17-latkę. Jej ciało następnego dnia znalazł okoliczny rolnik. Szybko zgłosił swoje odkrycie policjantom z miejscowej komendy.

- Dowiedzieliśmy się, jak dał znać ten co tam mieszkał na Łęce na policję. Tam ją znalazł taki dziadziuś. Jak było to dochodzenie, to „Archiwum X” nam praktycznie nic nie mówiło. Ci to obiecali, ale nic nie robili. Interesowało ich chyba to, co my wiemy – mówi Mieczysław Cygan, ojciec Iwony. Mieszkańcy oraz ojciec Iwony Cygan są zdania, że policja o śmierci nastolatki wiedziała już wcześniej, nad ranem. Jeden z miejscowych już w dniu zabójstwa miał przybiec do domu w Ratajach i krzyczał, że „Cyganiątko zamordowali”. Zarzekał się, że nie kłamie.

Iwona Cygan
Iwona Cygan
fot. arch. prywatne

- Rodzina po drugiej stronie Wisły… Tam poleciał ten mężczyzna, pili w ogrodzie wódkę, on tam wpadł zdyszany i poprosił o wodę, mówił, ze „Cyganiątko zamordowano”. Oni mu nie wierzyli, bo nie znały nazwiska Cygan. Dopiero uwierzyli na drugi dzień, jak się ten ruch zrobił. Wiedział, znał Iwonę. Żona potem była u niego w domu, ale nie przyznał się. Potem za jakiś czas przyszedł na jarmark i tłumaczył się, że „komu miałem dać znać, jak tam była policja?” – opowiada ojciec Iwony.

Inny mężczyzna, Tadeusz Drab, tamtego wieczora miał widzieć, jak dziewczyna jest wciągana do jednego z samochodów. Później twierdził, że doskonale wie, kto zabił Iwonę. Chwalił się tym na prawo i lewo, miał też nadzieję, że otrzyma nagrodę pieniężną w zamian za informacje. Potem wszystkiego zaprzeczył. Nagle w styczniu 1999 roku zaginął, a kilka miesięcy zajęło znalezienie ciała. Mężczyzna miał ręce skrępowane sznurem, a łódka, którą się poruszał, była spalona.

- Ja to 100 procent wiem, przekonany jestem osobiście, że Drab mówił to, co widział. No i zginął przez to – mówi Mieczysław Cygan.

- To, że policja wiedziała rano, to wiemy z dochodzenia. Byłem przecież na posterunku, Witaszek wypadł do mnie na schody. Mówię mu o Iwonie, Iwonę to znał, bo chodziła z jego córką do klasy. Gdybym wtedy wiedział, że on wie, to może dobrze, że nie wiedziałem… Bo bym pewnie dzisiaj siedział w więzieniu.

Mamcia, zaraz przyjdę”

Zabójstwo Iwony Cygan również nie było dziełem przypadku. Jej ciało nosiło znamiona bicia, znęcania się, a twarz dziewczyny była zmasakrowana. Spodnie i bielizna były opuszczone do kolan (jednak gwałtu nie stwierdzono). Związano jej ręce, wyrwano kolczyki, a na szyi widać było pętlę zrobioną z drutu. Powodem zgonu było uduszenie. 17-latka przed śmiercią próbowała się bronić. Nieopodal można było zauważyć wygnieciony fragment traw. Oględziny miejsca zbrodni i zbieranie dowodów trwa niemal cały dzień. Policjanci zabezpieczają m.in. ubrania Iwony Cygan, butelkę po winie, charakterystyczną nitkę w biskupim kolorze czy kanister. Odciski palców z odzieży i przedmiotów na nic się zdały.

Mieszkańcy Szczucina byli przerażeni. Doskonale znali Iwonę z kościoła – nastolatka udzielała się też w oazie. Była sympatyczna, słowna, pomocna, nie bała się też pomagać rodzicom w pracy. Nie była typem „podrywaczki”, nie otaczała się wieloma mężczyznami. Jej najlepszą przyjaciółką była Renata, z którą często bywała w „Zajeździe Leśnym”, czasami zaglądały też do baru „U Trabanta”.

- Ostatni dzień… Bardzo dobrze go pamiętam. Zakładałem okno w pokoju, Iwona mi pomagała. Interesowało ją majsterkowanie. Później, jak zadzwoniła Renia po nią, to się wybrały. Jeszcze wyszedłem za nimi, siadłem sobie na krawężniku i do żony mówię: „Ależ nam urosły te dziewczyny”. To był ostatni raz, kiedy ją widziałem. Na pewno miała nie wychodzić z domu. Mama jej nawet mówiła, ale ona powiedziała: „Mamcia, zaraz przyjdę”. Renata uporczywie za nią dzwoniła – wspomina ojciec Iwony, Mieczysław Cygan.

- Ona coś zaczęła mówić kiedyś, że nie wierzy Reni, bo coś Renia kręci. Nie powiedziała, o co dokładnie chodziło. Nie wspominała nic o „Klapie”. Coś mówiła, że nie będzie się już z nią spotykać. Dla niej Renata była wszystkim. I przyjaciółką, i chłopakiem, ona tylko Renię miała. Nie miała żadnego chłopaka. Podejrzewam, że gdyby miała, to by było inaczej. Iwona to była bardzo elegancka dziewczyna i mówili, że niejeden chłopak chciałby z nią kręcić – opowiada.

Plac przed kościołem w Szczucinie, gdzie Iwona Cygan rozdzieliła się z przyjaciółką
Plac przed kościołem w Szczucinie, gdzie Iwona Cygan rozdzieliła się z przyjaciółką
fot. Klaudia Bochenek

W dzień tragedii Iwona chciała zostać w domu. Nie miała ochoty odwiedzać „Zajazdu”, jednak to Renata miała namówić ją na krótkie wyjście. Spotkały się na rynku i tam też później, przy miejscowym kościele, się rozstały. Renata miała pójść w swoją stronę, a Iwona do domu, ulicą Rudnickiego. W pewnym momencie podjechał do nich biały polonez, do którego wsiadła 17-latka. Samochód odjechał w kierunku wałów wiślanych, a według jednego ze świadków za kierownicą siedział „Młody Klapa”. Potem zaprzeczył zeznaniom.

Przełomowe zeznania policjanta?

Kilka lat później śledztwem zajęło się „Archiwum X”. Stwierdzono, że nastolatkę mogli zabić Paweł K. czyli „Młody Klapa” i Robert K. „Trabant”, właściciel baru. Mieli opinię wpływowych ludzi, dość rozrywkowych, którzy nikogo się nie boją. „Młody Klapa” pracował wówczas w Austrii. W dzień zabójstwa miał być w drodze z zagranicy do Szczucina, wybierał się na wesele. Na uroczystość wybrał marynarkę w kolorze biskupim – taki sam kolor miała nitka znaleziona przy ciele Iwony. Jednak dowód mógł też pochodzić z koca czy szalu. Wtedy też stwierdzono, że obaj nie mają związku ze zbrodnią, współpracowali z policją, wykonano też badania wariograficzne.

Następnie śledztwo przejął Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Komendy Wojewódzkiej w Krakowie. Pojawia się kolejna hipoteza, jedna z wielu – 17-letnia Iwona mogła wybrać się nad Wisłę ze swoim chłopakiem i tam zostać zamordowana. O zbrodnię podejrzewano jednego z policjantów, który lubił obracać się w towarzystwie kobiet i mógł mieć kontakt z nastolatką. Jednak dziewczyna była dość powściągliwa w kontaktach z mężczyznami i nie była w stałym związku.

Szokiem dla wielu były również zeznania byłego sierżanta Leszka Witaszka, który feralnej nocy był jednym z patrolujących ulice Szczucina. Dzięki jego zeznaniom oskarżono aż dziewięciu policjantów. Jego słowa nie pokrywały się z wersją opowiadaną przez innych świadków. Po zatrzymaniu rodzina funkcjonariusza informowała prokuraturę, że ten leczy się psychiatrycznie, jednak po badaniach uznano, że jest w pełni poczytalny. Ostatecznie wycofał się ze swoich zeznań i tłumaczył to faktem, że to prokurator dosypywał mu czegoś do płynów. Miał też być „nakierowywany” na to, co mówi.

Zeznał jednak, że w polonezie, który zatrzymał się przy rynku, a do którego wsiadła Iwona i, według jego wersji, Renata (ciotka i siostra zeznały, że tamtego wieczora ich krewna była w pokoju w domu), siedzieli „Młody Klapa”, „Stary Klapa” i „Trabant”. Ich auto zatrzymało się tuż przy radiowozie. Iwona z Renatą miały wejść do środka, a Tadeusz Drab, siedzący na rynku, poprosił funkcjonariuszy o podwózkę. Potem policjanci zawrócili i pojawili się przed barem „U Trabanta”. Znów podjechał się polonez, a lokalni biznesmeni (tzw. „Austriacy”, czyli „Klapowie”, mieli proponować kobietom pracę sprzątaczek za granicą, a ostatecznie miały trafiać do agencji towarzyskich, mieli też handlować nagraniami pornograficznymi czy narkotykami) wraz z dziewczynami weszli do środka.

- Nikt nie powie, że było jak było „U Trabanta”. Myśmy żyli w innym świecie, nie interesowaliśmy się, co tam się dzieje. Iwona pewnie tak samo. Chociaż „Trabanta” to ja znałem, od lat. Dopiero później się to tak zaczęło i ludzie zaczęli szeptać po kątach, co było. Osobiście tam nigdy nie byłem. Młodzież tam chodziła w różnym wieku, nie tylko 17-letnia, ale pewnie i 15-letnia. Do „Leśnego” też chodzili, ale „Trabant” z tego co wiem to tam był dłużej otwarty – opowiada Mieczysław Cygan.

Miejsce zabójstwa Iwony Cygan
Miejsce zabójstwa Iwony Cygan
fot. Klaudia Bochenek

17-latka miała być namawiana do seksu. Za okazanie sprzeciwu została pobita oraz miała zostać związana. Ostatecznie mężczyźni wynieśli ją z pomieszczenia do auta, a ten widok mieli zarejestrować policjanci. Nie podjęli interwencji. Śledczym nie udało się też dotrzeć do świadków tego zdarzenia. Później Leszek Witaszek dowiedział się z relacji Tadeusza Draba, że Iwonę udusił „Młody Klapa”, a dziewczyna przed śmiercią próbowała uciekać. Jednak za „Młodym Klapą” wstawia się jego pracodawca. W dzień zabójstwa miał być na budowie, więc nie zdążyłby dojechać do Szczucina w okolice godziny 22:00.

Wszystko robili, żeby nie wyszło”

- Policja kręciła, mąciła na wszystkie strony. Jak zaczęły się aresztowania policjantów, to sobie dopiero wtedy wszystko wyobrażałem, co oni wyprawiali z nami. Żona często mówiła, że śmieją jej się w oczy. Chodziła po tych posterunkach, nie chciała mnie tam ciągnąć, bo bardzo chorowałem. Oszczędzała mnie i sama zmarła. Oni wszystko robili, żeby nie wyszło. Ja tam przeważnie z Dąbrowy to wierzyłem policjantom, szczególnie jednemu. Żona zawsze mówiła, że nikomu nie wierzy, ani ze Szczucina, ani z Dąbrowy. Ten policjant mi się później tłumaczył, że jak aresztowania były, to wszystko robili potajemnie, żeby on nie wiedział – wspomina ojciec zamordowanej.

- Korzystaliśmy z pomocy jasnowidzów. Byłem z żoną i ta jego gadka mi się nie podobała. Bo on co innego mówił, niż my wierzyliśmy. Uwierzyliśmy Renacie pierwszego dnia, to co nam mówiła i to, co policja nam mówiła. A jasnowidz nam wszystko zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Powiedział, że były tańce, była restauracja, widzi mundur, widzi tory… I to wszystko jest prawda, tak było. Dał list zapieczętowany, aby dać policji, ale to zginęło u nich. Co on tam opisywał, nie wiadomo – mówi Mieczysław Cygan.

W 2016 roku zmarł jeden z podejrzanych w sprawie zabójstwa Iwon - „Trabant”. Ktoś miał także dość dobrych kontaktów oskarżonych z policją. Bogusław P. był szefem dochodzeniówki w Dąbrowie Tarnowskiej i zaprzeczał wszelkim podejrzeniom korupcyjnym – swoje potrzeby finansował z własnych pieniędzy. W 2017 roku ktoś zaatakował jego dom cegłami oraz siekierą. Agresorów nie udało się zatrzymać, a na cegłach był widoczny napis: „zabójca Cygan”. Rodziny podejrzanych również miały otrzymywać groźby. Jednak ojciec Iwony też spotkał się z niemiłą sytuacją.

Tutaj był bar "U Trabanta"
Tutaj był bar "U Trabanta"
fot. arch. prywatne

- Nie wszyscy ludzie są przychylni nam, bo dla części ludzi takie morderstwo to nic nie znaczy… Kolega jest „Klapa” i tyle. Nie możemy powiedzieć, że wszyscy ludzie na terenie Szczucina są przeciwko nam, bo bardzo dużo ludzi pomogło policji, w Krakowie, bardzo dużo ludzi miłe słowa do nas mówi, ale część… Miałem takie zdarzenie: przyszła pani do mnie, bo handluje czasem na jarmarkach i mówi: „Dalibyś ta se już spokój, bo to już 20 ponad lat minęło, a wyśta rodziny rozbijacie, Klapa ma już dzieci, a to tyle lat. Zresztą po co ona tam poszła do Trabanta”. Bałem się, żebym jej co nie powiedział, chciałem dzwonić na policję – relacjonuje Mieczysław Cygan.

- Ubrania zginęły z posterunku. Ubrania nam zwrócili, potem chcieli z powrotem, i zaginęły. Technika idzie do przodu, więc pewnie musiały zaginąć – zastanawia się ojciec zamordowanej.

Główni podejrzani na wolności

W 2017 roku „Młody Klapa” na skutek Europejskiego Nakazu Aresztowania zostaje przewieziony z Austrii do Polski, podobnie jak jego ojciec. Zostają im przedstawione zarzuty morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Renata dowiaduje się o zarzutach dotyczących składania fałszywych zeznań, a policjanci m.in. o utrudnianiu śledztwa.

- Tak się nie zachowuje najlepsza koleżanka zamordowanej osoby. Nawet to, że szła na tyłach pogrzebu z matką, było jakieś 2 tysiące ludzi. Trumnę z ciałem nieśli chłopaki ponad 4 kilometry, a ona szła sobie na tyłach… Cała młodzież wieniec wokół trumny niosła, nie mogła dołączyć do tych osób? - pyta Mieczysław Cygan, który również ma pewne podejrzenia, co do Renaty.

W czerwcu 2018 roku rozpoczął się proces Józefa K. i jego syna, Pawła K. W 2021 roku „Stary Klapa” decyzją sądu wyszedł na wolność ze względu na zły stan zdrowia. Co więcej, „Młody Klapa” w czerwcu 2022 roku również usłyszał decyzję o uchyleniu aresztu. Została nałożona na niego kaucja w wysokości 200 tys. zł. Ma też zakaz zbliżania się do rodziny Iwony Cygan, zakaz opuszczania kraju oraz obowiązek pojawiania się na komendzie w Dębicy.

Paweł K. prowadzony na przesłuchanie, maj 2017 r.
Paweł K. prowadzony na przesłuchanie, maj 2017 r.
fot. Wojciech Matusik/Polska Press/East News

Sąd wielokrotnie przedłużał areszt dla „Młodego Klapy”. Po kontrowersyjnej decyzji w uzasadnieniu można było doczytać się odwołania do Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolnościach oraz przesłanki, że obawa mataczenia uległa zmniejszeniu. Prokuratura Krajowa złożyła zażalenie. Według niej nie przesłuchano jeszcze wielu osób, może też zaistnieć konieczność ponownego przesłuchania pozostałych. Decyzja sądu może więc skutkować wpływem oskarżonego na osoby, które mogą mieć jeszcze sporo do powiedzenia w sprawie. Zażalenie prokuratora Piotra Krupińskiego odrzucono. Wszyscy oskarżeni będą odpowiadać z wolnej stopy.

Brygida Gradkowska-Ferenc z Sądu Okręgowego w Rzeszowie mówiła potem w mediach, że Paweł K. spędził w areszcie ponad 5 lat. Tak długi pobyt za kratami jest brany jako antycypacja kary. Nastroje w Szczucinie po tych wydarzeniach wcale się nie poprawiły – mieszkańcy znów się boją.

- Tutaj wszyscy się ich bali, i „Starego, i „Młodego Klapy”. Mieli chyba jakieś układy z policjantami, pomagali sobie. Teraz znowu to wszystko wraca. Niektórzy widzieli „Starego Klapę” kiedyś na mieście po wyjściu z więzienia. Myślę, że to się tak szybko nie skończy, dochodzenie i proces. Mówią, że nawet w sądzie w Rzeszowie są jakieś konszachty, więc pewnie wyrok zapadnie na niekorzyść Cyganów. Szkoda mi tego ojca, sporo przeżył, ciągle walczy… Ja nie wiem, czy znowu się nie zaczną jakieś machloje - mówi jedna z mieszkanek Szczucina.

- Na pewno się ludzie boją. Takie pogłoski idą, że nic im nie zrobią, bo mają znajomości. Według mnie część ludzi wie, że nadal mają moc taką, jaką mieli przed – przyznaje Mieczysław Cygan.

Iwona Cygan
Iwona Cygan
fot. arch. prywatne

- Pamiętam ten kondukt, kiedy Iwonkę na cmentarz prowadzili. Szkoda, dziewczyna młoda i sympatyczna, mądra, wątpię, żeby się w coś świadomie wpakowała. Potem wszyscy bali się komentować to, co miało stać się „U Trabanta”. Na targowisku też nie było już wesoło. A już w towarzystwie policjantów to w ogóle zapadała martwa cisza. Nikt nie był pewny, co jest prawdą, a co nie. Potem głośno się zrobiło o tych ciałach, o Kaplu, o Drabie. Przecież to nie mogło być samobójstwo. Mogli wkopać winnych z łatwością - kwituje przechodzień.

- Osobiście jestem pewien, że to są tylko ci oskarżeni winni morderstwa mojego dziecka. Dużo dowodów jest takich… Gdyby nie oni, to by dziecko żyło. Nie ma innej opcji – mówi ojciec Iwony.

Klaudia Bochenek
Klaudia Bochenek

Związana z mediami od trzech lat, teraz podbija zakątki Radia ZET. Zażyła miłośniczka kryminalistyki i urbexu, nic jej nie zaskoczy. Trudno ściągnąć ją na ląd, kiedy już wejdzie na pokład żaglówki. Posiadaczka kota podróżnika, który podobnie kocha Mazury i Sudety. Adres e-mail: klaudia.bochenek@radiozet.pl